2021/08/24

ŻERTWA - Antologia słowiańskiego horroru

"Czas formuje kształty przedmiotów i myśli, czas zabiera im też prawo do istnienia, sprawiając, że kruszeją i rozsypują się na coraz drobniejsze kawałki. Okruchy przeszłości tkwią gdzieś wokół nas, jak zagrzebane w ziemi skorupy pięknych amfor, gruz z nieistniejących zamków, czy pojedyncze skrawki pergaminowych stronic zaprzepaszczonych ksiąg. Można wprawdzie wydobyć je na powierzchnię, częściowo rozpoznać, ale nigdy nie udaje się przywrócić im pradawnej postaci, ani nawet jej sobie wyobrazić, gdyż wola kształtująca je pierwotnie i nadająca znaczenie, już dawno ulotniła się bez śladu". Radosław Jarosiński - "Pielgrzym"

"Żertwa" to już piąty tom antologii słowiańskiej grozy, pomysłodawcą której jest Maciej Szymczak. Seria zapoczątkowana w 2016 roku przez "Krew zapomnianych bogów" tym razem ukazała się pod banderą "Dziewiątki". Kawał książki, ładna okładka, ale co najważniejsze - lista nazwisk, na widok której zaświecą się oczy każdego miłośnika polskiego horroru/weirdu. Coś takiego musiało się udać. 


"Czerwona grządka, białe kurczątka" Anna Maria Wybraniec
Na początek pierwsza dama polskiego weirdu (nie przesadzam! pozdrawiam autorkę!) czyli czytajcie, i poczujcie ten dyskomfort istnienia. :) Opowiadanie, do którego nie tyle będziecie wracać myślami, co ono będzie wasze myśli prześladować. Są wakacje, Daria przyjeżdża do ciotki na wieś, nie wie jeszcze, jak bardzo odmieni ją ta wizyta. Właściwa historia przeplatana jest fragmentami ludowych piosenek, wyliczanek i powiedzonek, co buduje fantastyczny klimat rosnącego niepokoju, zaś psychodeliczny finał stanowi doskonałe przypieczętowanie całości. Coś pięknego. Mózg w kawałkach.

"Kondukt chorych dusz" Bartłomiej Fitas
Artur jest zaniepokojony brakiem kontaktu i treścią ostatniego listu od swojego przyjaciela, postanawia więc go odwiedzić. Mimo trudności, mężczyzna dociera do wioski i odkrywa jej mroczną tajemnicę. Ogólnie spoko, nie zaskakuje ale miło się czyta. Opis tytułowego konduktu robi niezłą robotę.

"Lalunia" Michał Stonawski
Metrażowo to już taka prawie minipowieść. Najdłuższy utwór w całej antologii. Klaudia udziela "wywiadu" poznanemu w necie Maćkowi. Dziewczyna wraca wspomnieniami do przeszłości, kiedy to jako nastolatka trafiła do ośrodka wychowawczego. Akcja tych retrospekcji ma miejsce jakoś w okolicach 2000 roku i trafnie oddaje gorzkie realia tamtych czasów. Dużo dramatyzmu i patologii. Fajny twist na końcu, chociaż mam wrażenie, że motyw słowiański został wpleciony nieco na siłę... 

"Monument" Dawid Kain
Bardzo dziwne, bardzo przytłaczające. Nie do końca ogarnąłem szczerze mówiąc. 

"Na zażar" Kuba Bielawski
Dolny Śląsk, klimat "Dunkela". Wieś zabita dechami. Stypa po śmierci młodego chłopca, który zmarł w niejasnych okolicznościach. Pewien nauczyciel usiłuje dowiedzieć się, jak do tego doszło. Zabobonni mieszkańcy nie są zbyt skorzy do pomocy. Kuba, jak to Kuba - pisze w swoim stylu, a ja ten styl uwielbiam. Opowiadanie w nieco przekorny sposób pokazuje nam ludzką naturę przesiąkniętą lękiem i mechanizm, w jaki powstają przesądy. Bogiem a prawdą - kto wie co tam się wydarzyło? Nikt.

"Opętusy" Tomasz Krzywik
Wracamy do "Zacisza" i tego specyficznego, smutno/mglisto/nierealnego klimatu, który wykreował autor w swojej debiutanckiej powieści. Daję plusa. Ma w sobie jakiś urok pisarstwo Krzywika...

"Pani piękna jak księżyc" Dagmara Adwentowska
Stylizowany język, czasy Mieszka I. Samboja - pierwsza z siedmiu żon przywódcy Polan nie przepada (oględnie mówiąc) za potencjalną rywalką - czeską księżniczką Dobrawą. Postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i rozwiązać problem. Generalnie średnio mi podchodzi postarzany język (najczęściej irytuje), a jednak w tym przypadku czytało się nadzwyczaj gładko. Magia dobrej opowieści zadziałała.

"Panienka z okienka" Agnieszka Kwiatkowska
Klara jest dziennikarką śledczą. Postanawia napisać swój ostatni artykuł i rzucić robotę. Badając sprawę zagadkowego zaginięcia młodej dziewczyny, kobieta trafia do zapomnianej wioski, której społeczność zachowuje się co najmniej dziwnie. Świetna historia z klasyczną grozą we współczesnym opakowaniu. Tego się nie czyta - to się przeżywa.

"Pielgrzym" Jarosław Jarosiński
Melancholijna opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości. Pierwszoosobowa narracja. Jeśli tęsknicie, a nie wiecie za czym, to powinno wam się spodobać. Chociaż dalej będziecie tęsknić nie wiadomo za czym. Może nawet bardziej.

"Prawdziwe powołanie" Kazimierz Kyrcz Jr i Maciej Szymczak
Sławek - emerytowany wojskowy, zabija czas poszukując artefaktów z przeszłości wykrywaczem metalu. Informacją o najnowszym odkryciu postanawia podzielić się ze swoim znajomym - księdzem Mateuszem. Lekceważony przez mieszkańców wioski duchowny reaguje na znalezisko w niespodziewany sposób. Przyjemne, zgrabne opowiadanie w swojskim klimacie.

"Świat się zmienia" Maciej Kaźmierczak
Intrygujący zarys fikcyjnego świata - to na pewno. Jeśli chodzi o interpretację - znowu mam problem... :/ 

"Tylko trzy noce" Piotr Borowiec
Autor "Wszystkich Białych Dam" nie zawiódł. Współczesność. Były żołnierz, aktualnie alkoholik, (trochę) niechcący robi krzywdę swojej żonie. Ponieważ żona jest "czarownicą", facet ma poważne problemy... Fajny tekst, z jednej strony lekki, z humorem, a z drugiej pełen celnych uwag na temat naszej rzeczywistości, gdzie nie wszystko okazuje się być takie, jakie nam się wydaje na pierwszy rzut oka.

"W dół rzeki" Wojciech Gunia
Szalenie smutna opowieść o dziewczynie, która lepiej rozumiała zwierzęta niż ludzi, zwierzętach, które lepiej niż ludzie rozumiały życie, i ludziach, którzy nie chcieli rozumieć życia inaczej, niż jako jego urojeni władcy. Mądra, poruszająca historia. Zostanie w głowie na dłużej. 

"Zawżdy zwyciężny" Marek Zychla
Nie do końca moja bajka, a jednak przeczytałem i nawet mi się podobało. Dużo absurdu, dużo groteski, gatunkowo to prawdopodobnie bizarro, w większej dawce bym nie przełknął na tę chwilę. Pojawiają się tutaj  pojęcia takie jak "Wi@rus" czy "przeczywistość", więc stali czytelnicy autora zapewne odnajdą w "Zawżdy zwyciężny" sporo smaczków i nawiązań. Ja sobie powoli zwiększam dawkę Zychli i zobaczymy co z tego wyjdzie... :)

"Brnąc przez kosodrzewinę" Artur Grzelak
Grupa wędrowców z ważną misją musi przebyć niedostępne góry. Przygodowy klimat, walka o przetrwanie i powiew grozy w finałowym twiście. 

"Gdybym tylko mogła latać" Mariusz Wojteczek
No i na koniec kolejne cudeńko. ("Dreszcze" w kolejce). Ale to było dobre! Z kilku powodów przywiodło mi na myśl "Ćmę" Bielawskiego. Fikcja jest tak zręcznie połączona z rzeczywistością, że kupiłem to wszystko bez żadnych pytań. 

Żyjemy w czasach, gdzie miłośnicy grozy nie mogą narzekać na brak dobrych jakościowo rzeczy do czytania. Nowe tytuły pojawiają się, ledwie zdążą zrobić trochę szumu - już znikają pod naporem kolejnych i kolejnych... Niestety czas, żeby się z tym wszystkim zapoznać, nie mnoży się równie ochoczo...  :/ "Żertwa" to taki zestaw degustacyjny rodzimej grozy - znane nazwiska, różne style, rozmaite podejście do tematu. Czytasz, wybierasz swoich faworytów, nadrabiasz ich twórczość albo czekasz na więcej. Proste? Proste. Specjalistyczna wiedza na temat słowiańskiej mitologii nie jest wymagana. Polecam - dużo dobrego w jednej książce. 

PS Bardzo dziękuję Wydawnictwu IX za egzemplarz do recenzji. Co prawda nie potrafię pisać recenzji, ale może nikt się nie zorientuje. 

"ŻERTWA" - Antologia słowiańskiego horroru
Autorzy: Dagmara Adwentowska, Jakub Bielawski, Piotr Borowiec, Bartłomiej Fitas, Artur Grzelak, Wojciech Gunia, Radosław Jarosiński, Dawid Kain, Maciej Kaźmierczak, Tomasz Krzywik, Agnieszka Kwiatkowska, Kazimierz Kyrcz Jr, Michał Stonawski, Maciej Szymczak, Mariusz Wojteczek, Anna Maria Wybraniec, Marek Zychla
Wydawnictwo: IX
Rok wydania: 2021
Stron: 494
Ocena: 8/10

2021/06/13

Uwodziciel - Jon Athan

 "(...) Liam przestał się ruszać. Patrzył na duży cień za kamerą. Chłopczyk na krzesełku sapnął, wyczerpany płaczem. - Robię to, ponieważ mi zaufałeś - kontynuował Cheese. - Zaufałeś zupełnie obcej osobie z Internetu. Byłeś na tyle łatwowierny, żeby wpaść w moją pułapkę. Czy rodzice niczego cię nie nauczyli? Prawdopodobnie teraz wypłakują sobie oczy, myśląc o zabiciu się za to, że cię zawiedli. A jeśli tego nie zrobią, wcześniej czy później zobaczą ten film. I wtedy... Wtedy naprawdę będą chcieli ze sobą skończyć. Ponieważ zamierzam cię skrzywdzić, Liamie. Tak bardzo cię skrzywdzę".

Wydawnictwo Horror Masakra zapowiadało "Uwodziciela" jako "najczystszą esencję ekstremalnego horroru". Przeczytałem, sprawdziłem, mogę się jakoś do tego odnieść. Lekko nie było. Tematyka przemocy wobec dzieci to nie jest coś, o czym chętnie się mówi. Ok, wiemy, że te złe rzeczy się dzieją, potępiamy je, ale tak naprawdę nie skupiamy się na ich istocie, wypieramy ich prawdziwość. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że coś takiego mogłoby spotkać kogoś bliskiego. Jon Athan przedstawia historię ojca, który za wszelką cenę będzie starał się odnaleźć swoją zaginioną córkę. Lepiej dobrze się zastanówcie, czy na pewno chcecie towarzyszyć mu w tej podróży.


 O tym,  że horror ekstremalny to nie jest literatura dla wszystkich pisałem już kilkukrotnie. W przypadku "Uwodziciela" ta 'reguła' jest wyjątkowo ważna. Najpierw należy ogarnąć, jakimi zasadami kieruje się ekstrema, i czemu ma to w ogóle służyć. Zaczyna się niewinnie - dziesięcioletni chłopiec po raz pierwszy spotyka się z poznanym w sieci kolegą. Park, mnóstwo ludzi wokół, co złego może się stać? Początkowa nieufność szybko mija i chłopiec daje się zaprosić do domu 'przyjaciela'. Bardzo szybko przekonuje się, jak wielki błąd popełnił. Równolegle poznajemy rodzinę Andrew McCarthy'ego - jego żonę Holly, oraz dwójkę dzieci. Nieznajomy młody mężczyzna zaczepia córkę Andrew - Grace, przy okazji robi dziewczynce kilka zdjęć. Zaniepokojony ojciec konfrontuje się z fotografem - Zacharym, do wszystkiego dołącza policja, jednak nie ma żadnych dowodów na złe intencje mężczyzny. Zapewne cała sytuacja poszłaby w niepamięć, gdyby fakt, że podobny incydent się powtarza. Zachary jawnie kpi sobie z Andrew, prześladuje jego rodzinę przy czym kreuje się na ofiarę paranoicznego ojca. Świat McCarthy'ego wali się, kiedy pewnego dnia jego córka zostaje uprowadzona. Poszukiwania nie przynoszą rezultatu, relacje z żoną i synem się rozpadają, lokalne media coraz rzadziej poruszają sprawę zaginięcia a policja działa w stereotypowy sposób, czyli tak nie za skutecznie. Zrozpaczony Andrew postanawia działać na własną rękę i odzyskać córkę. Cokolwiek się wydarzy - nie odpuści.

Pod względem przemocy jest bardzo, bardzo ostro. Ponieważ Andrew stosuje wobec zwyrodnialców te same metody, których oni używają wobec porywanych dzieci, jego poszukiwania zostawiają za sobą naprawdę krwawy ślad. Ciężko czyta się o torturowaniu dzieci, ale tylko w ten sposób możemy uświadomić sobie, że nie ma na świecie gorszego zła niż człowiek. To są klimaty rodem z "Dziewczyny z sąsiedztwa" Ketchuma. Może nie powinno się kibicować działaniom Andrew, przynajmniej oficjalnie, a zamiast tego wierzyć w działanie systemu, no ale cóż... I tak zaskoczyłem samego siebie, bo poczułem cień współczucia dla ludzi, od których zrozpaczony ojciec musiał siłą wyciągać informację o porwanej córce. Czy ci "ludzie" czuli współczucie dla ofiar realizując swoje chore fantazje? Nie, nie bardzo. Przestępcy seksualni mają całą masę wymówek którymi usprawiedliwiają swoje czyny. Czy są one cokolwiek warte? Czy powinno się ich leczyć? Powinniśmy zapytać Andrew, ten facet odkrył jeden prosty trik jak wyleczyć sadystycznych pedofili z ich "zaburzeń". "Uwodziciel" to przytłaczająca, ponura i autentycznie wstrząsająca lektura, która pokazuje bezkarność jednostek totalnie pozbawionych człowieczeństwa, jednostek świadomych tej bezkarności, przebiegłych i zepsutych do szpiku kości. A na dodatek istniejących naprawdę.

Nie polecam, nie odradzam. Na pewno nie jest to książka o której się zapomina w momencie zakończenia. Tym bardziej, że samo zakończenie po prostu miażdży. Zajawki Horror Masakry to nie były jedynie szumne zapowiedzi, to na serio jest horror ekstremalny najcięższego kalibru. Owszem, można w nim znaleźć drobne potknięcia, jednak w ogólnym rozrachunku nie mają one  znaczenia. Jeśli chodzi o wydanie - jest spoko. Na plus - świetna okładka, na minus - brak skrzydełek i oprawa z tendencją do rozwarstwiania się. Autora wrzucam na listę ulubionych i z całą pewnością sięgnę po jego kolejne tytuły, o ile się takowe ukażą.

"Uwodziciel" - Jon Athan
Wydawnictwo: Horror Masakra
Rok wydania: 2021 (oryginał 2020)
Stron: 286
Ocena: 7,5/10

2021/05/23

Wiatr - Jozef Karika

"(...) Z trudem żegnali się z normalnością, ona jest najdroższa wszystkim. Nawet tak zwanym poszukiwaczom prawdy, który przekonują, że chcą zajrzeć na drugą stronę. Im chyba najbardziej. Tak naprawdę pragną tylko podrażnić się z tajemnicą. Przez krwawe poszukiwania, straszne opowieści i wierzenia. W cieplutkim domku. Prawdziwy widok drugiej strony by ich dobił. Nie znieśliby go, rozsypaliby się. Znam to, przecież jestem taki sam. Ci dwoje też, podobnie jak dziewięćdziesiąt dziewięć procent populacji. Na szczęście".

Lubię Starą Szkołę. Kameralne, skromne wydawnictwo, ale jak już coś wyda... Dobre książki bronią się same. Po fantastycznym "Kuklanym lesie" Anny Musiałowicz, przyszła pora na kolejną, (czwartą) powieść niezawodnego Jozefa Kariki. W moim prywatnym rankingu pierwsze miejsce nadal zajmuje "Szczelina", ale grubo się zastanawiam, czy nie zrobić z "Wiatru" wicelidera...


Od pierwszych zdań czuć, że to Karika. Słowacki pisarz ponownie zabiera czytelnika w nie za wesołą podróż. W swoim stylu - z pierwszoosobową narracją, bohaterem skaleczonym przez życie, brudnym i smutnym światem oraz górami, które kryją w sobie złe rzeczy. Historia zaczyna się od znalezionego na zapyziałym parkingu wideorejestratora (znajomy motyw, prawda?). Nagranie wydaje się zupełnie nie mieć sensu. Dwaj mężczyźni - kierowca i pasażer, chaotycznie krążą po okolicznych miejscowościach. Zupełnie jakby przed kimś uciekali. Tylko, że nikt ich nie goni. Relacja z panicznego rajdu kończy się porzuceniem kamerki na parkingu, dalszy los mężczyzn pozostaje tajemnicą. W tym momencie nasz narrator popełnia wielki błąd - popychany uczciwą naturą (oraz cholerną ciekawością), postanawia odnaleźć prawowitych właścicieli urządzenia. Korzystając z pomocy starej znajomej (w której niegdyś się podkochiwał) i jej męża, udaje mu się odkryć tożsamość poszukiwanych osób. Tylko co TAK NAPRAWDĘ ich spotkało? Cała trójka zaczyna drążyć temat. Lokalne legendy, fragment drogi, na której od lat giną w niewyjaśnionych okolicznościach ludzie, kaleki mężczyzna, który cudem uniknął śmierci, ubrana na czarno staruszka snująca się przy szosie... O co w tym wszystkim chodzi? 

"Wiatr" jest sklejony dokładnie z tych samych motywów, co ciesząca się dużym uznaniem "Szczelina". Powtórka z rozrywki? Tak. Czy to wada? Jak dla mnie - absolutnie nie. Czytało się świetnie, były emocje, miałem ciary. Główny bohater to zwykły gość - ktoś, z kim bez problemu można się utożsamić. Trochę zagubiony, wiodący raczej nudne życie, borykający się z typowymi problemami. Przypadkowe znalezisko staje się zapalnikiem, który wywraca jego życie do góry nogami. I nie tylko jego. Zaskakujące, ile akcji można upchać w tak małej przestrzeni, jaką jest samochód z trójką ludzi wewnątrz. Albo ile grozy może doświadczyć jeden ludzki umysł, kiedy konfrontuje się z czymś, do czego zupełnie nie jest przystosowany... Im dłużej myślę o końcówce tej powieści, tym większe robi na mnie wrażenie. W pewnym momencie książki pada takie wyrażenie: "transcendentalna pajęczyna", co nieźle oddaje klimat finału. Jest jeszcze jeden fajny cytat: "Kiedy szaleństwo wedrze się pod skórę, od razu zaczyna płodzić liczne potomstwo. Wystarczy jedna drzazga". Fikcja fikcją, ale kiedy wieje halny, to ludziom serio odwala. "Wiatr" reprezentuje ten rodzaj grozy, który przypomina, że ludzka świadomość to dość krucha konstrukcja, która w sprzyjających warunkach się zwyczajnie zawali. Co wtedy??? Miłej rozkminy.

"Wiatr" - Jozef Karika
Wydawnictwo: Stara Szkoła
Rok wydania: 2021 (oryginał 2020)
Stron: 248
Ocena: 8/10

2021/04/16

Kuklany las - Anna Musiałowicz

 "Natalka nie spała. Stara kobieta znów miała atak: chciała wstawać, choć wiotkie jak gałązki nogi nie byłyby w stanie utrzymać ciężaru jej wychudzonego ciała. Szarpała, pluła, krzyczała, bijąc wątłymi pięściami to w łóżko, to w Bogu ducha winną córkę. Gdzieś w tej na pół martwej istocie drzemała siłą, a raczej powidok tego, co tkwiło w kobiecie wcześniej. Dobrze, że wraz z odejściem młodości zamgliła się też pamięć, a wspomnienia dręczyły niezrozumiałymi obrazami jedynie w snach. Czy to było jej życie? (...)".

"Kuklany las"... Czyli jaki? Są takie rzeczy na świecie, że nawet Google nie pomoże... Jestem zwolennikiem papierowych książek, ale wyjątkowo sięgnąłem po czytnik, żeby jak najszybciej poznać odpowiedź na dręczące mnie pytanie. Co też ta Zgrozota wymyśliła? ;) A tak na poważnie - zarówno Anna Musiałowicz, jak i wydawnictwo Stara Szkoła, to gwarancja dobrej lektury. Lubię dobre lektury. Szczególnie porządną grozę. Trafiłem pod właściwy adres.

Przed wyjazdem w delegację Karol zabiera swojego syna - Maćka, do pobliskiego lasu, żeby spędzić z nim wspólnie trochę czasu. Zmęczony zabawą chłopiec zasypia. Żona Karola - Martyna, zauważa, że coś jest nie tak z jej dzieckiem. Kolejne dni jedynie utwierdzają ją w tym przekonaniu. Równolegle poznajemy Pawła - załamany rozstaniem z ukochana mężczyzna postanawia się upić, po czym gubi drogę do domu. Jest ktoś jeszcze - w rozpadającej się chatce niedaleko lasu mieszkają dwie kobiety. Schorowana staruszka, która jest już jedną nogą w grobie, oraz jej córka - Natalka - okaleczona psychicznie w dzieciństwie, zbyt ufna i beztroska, żeby poradzić sobie w takim świecie jak nasz.

Gdybym miał wybrać jakiś wiodący motyw tej książki, to powiedziałbym, że jest o strachu przed utratą tych, których kochamy. Taki strach może przyjmować różne oblicza, a ponieważ jest jak najbardziej rzeczywisty, "Kuklany las" autentycznie wstrząsa. Druga powieść Anny Musiałowicz jest, w moim odczuciu, znacznie mroczniejsza od "Diabła zza okna". Autorka pozwoliła sobie na kilka 'soczystych' fragmentów, a drugie tyle pozostawiła w sferze domysłów czytelnika, rzucając jedynie tropy. Co z nimi zrobi nakręcona wyobraźnia? To już wasz problem. Emocji w każdym razie nie brakuje. Z właściwą sobie empatią, Musiałowicz pokazuje jak silna może być więź łącząca rodzica i dziecko. Po jednej stronie rozczulająca troska, po drugiej szaleńcze myśli pełne obaw i lęków - to wszystko imponuje swoją wiarygodnością. Podobnie jak opisy dotyczące starości - nie trzeba sięgać po fantastykę żeby zmrozić człowiekowi krew w żyłach. Skoro już jesteśmy przy grozie - ukazane w powieści zło jest zaskakująco niejednoznaczne, robiąc w głowie niezły mętlik...

"Kuklany las" to książka z rodzaju tych, które lubię najbardziej - krótka i treściwa. Przemyślana, poruszająca, momentami odrażająca, pełna kontrastów. Bez przerwy trzymała w napięciu, podsuwając wyobraźni coraz straszniejsze wizje, od pierwszych zdań, aż po dramatyczną końcówkę. Świetna lektura, którą oczywiście gorąco polecam miłośnikom grozy.  Jeśli nie jesteś miłośnikiem grozy, to nie szkodzi, możesz poświęcić trochę czasu i zobaczyć sobie jak wygląda solidny, współczesny horror.

PS Jak myślicie, dowiedziałem się czym jest tytułowy las?
Poniekąd. ;) 

"Kuklany las" - Anna Musiałowicz
Wydawnictwo: Stara Szkoła
Rok wydania: 2021
Stron: 170
Ocena: 8/10

2021/04/07

Bighead - Edward Lee

 "- Ludzie nie so dobrzy, Bighead - powiedział Dziadzio, zanim się wykopyrtnał. - Dlatego żem zamieszkoł w Lower Woods, co by być od nich z daleka. Nikomu nie ufoj, synu, bo cię przeflancujo na cacy. Wykorzystajo cie pewnikiem, więc nie dej się. Jeśli pamientosz, co do ciebie mówie, zapamientaj najbardziej to, synu. Musisz ich wyruchoć, zanim oni wyruchojo ciebie".

To. Było. Mocne. Ponad dwie dekady po premierze, legendarny "Bighead" nareszcie ukazał się po polsku. Każda książka Edwarda Lee jest dobra, ale najbardziej lubię autora właśnie w takich klimatach. Zapadłe amerykańskie wsie, ich skrajnie patologiczni mieszkańcy - po prostu to uwielbiam. Wyobraźcie sobie niemal dwuipółmetrowego, zmutowanego stwora (z przyrodzeniem długim na prawie pół metra), który jest nadludzko silny, nigdy się nie mył, zaś jego potrzeby ograniczają się do gwałcenia i zjadania ludzi (kolejność dowolna). Po śmierci swojego kalekiego opiekuna, Bighead wyrusza w świat. Do kogo należy głos, który każe mu podążać przed siebie? Jaką tajemnicę skrywa jego przeszłość? Czy ktokolwiek będzie w stanie go zatrzymać?

Oprócz tytułowego monstrum, mamy tutaj jeszcze kilka interesujących postaci wokół których kręci się cała historia. Ale po kolei. Charity jest sierotą, po latach spędzonych w domu dziecka wraca do swojej ciotki - Annie, która zastępowała jej matkę. Ciotce nie wiodło się najlepiej, więc dziewczynka trafiła do sierocińca. Przynajmniej taka jest oficjalna wersja. Zakompleksionej Charity towarzyszy atrakcyjna Jerrica - z zawodu reporterka, prywatnie - uzależniona od seksu, była narkomanka. W zajeździe prowadzonym przez Annie zatrzymuje się Alexander - ksiądz, psycholog, dawniej żołnierz. Mężczyzna ma za zadanie doprowadzić do jako takiego porządku pobliskie opuszczone opactwo, w którym wkrótce ma powstać ośrodek odwykowy dla księży. Równolegle śledzimy losy lokalnego psychopaty - Tritta "Ballsa" Connera i jego umiarkowanie rozgarniętego przyjaciela - Dicky'ego. Chłopaki zajmują się przerzutem bimbru do sąsiedniego stanu. Żeby jakoś urozmaicić nudne życie na prowincji, Balls inicjuje polowania na przydrożne dziwki, narkomanki czy autostopowiczki. Jego ofiary nigdy nie wychodzą z tego w całości.

Spodziewaliście się, że Bighead będzie robił jatkę przez 350 stron a fani ekstremy zapiszczą z zachwytu? Bez przesady. :) Jatka jest, owszem, ale nie tylko. Po pierwsze - klimat. Zajazd z dala od ludzi, upalne lato, nocne niebo przecinają nieme błyskawice, coś złego wisi w tym parnym powietrzu... Plus rednecka mentalność i ten przeuroczy slang. Po drugie - bohaterowie. Cóż - wzorami cnót to oni nie są. Ale za to fascynują. Mają swoje sekrety, walczą z własnymi demonami, nawet sam Bighead w pewnym momencie zaskakuje swoistą moralnością (no i kto jest większym potworem?). Na szczególną uwagę zasługuje postać księdza Alexandra. Może i facet ma słabość do używek i niewyparzony język, ale jego wiara? Coś takiego budzi prawdziwe uznanie! (Rozmowy księdza z Jezusem to już w ogóle jest złoto). Po trzecie - historia. Cała opowieść składa się w zgrabną całość. Dostajemy odpowiedzi na niemal wszystkie dręczące nas pytania, a skrywane przez lata tajemnice bohaterów w końcu wychodzą na jaw. Co jeszcze? Oczywiście solidna dawka powalającego humoru. No i ekstrema. Dużo ekstremy. Bardzo dużo. Dzieją się takie rzeczy, że oczy wychodzą na wierzch.

Nikogo nie zachęcam, nikogo nie namawiam. Rzecz raczej tylko dla fanów Edwarda Lee i jemu podobnych twórców. Nikt o zdrowych zmysłach nie przebrnie przez to bagno okropieństw tylko po to, żeby poznać nieoczywiste rozterki bohaterów. "Bighead" nie ma litości. Czy było warto? Oczywiście! Niczego nie żałuję. :)

"Bighead" - Edward Lee
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2021 (oryginał 1999)
Stron: 355
Ocena: 8/10

Wszyscy grzesznicy krwawią - S.A. Cosby

"(...) A teraz siedział na ganku z butelką whisky i strzelbą do tłumienia zamieszek na kolanach. Chmury się rozstąpiły i od dawna już m...