2022/08/04

Wszystkie święta umarły - Brian Smith

"(...) Zamiast uciekać w popłochu, Candice stanęła jak wryta. Po prostu nie mogła ogarnąć rozumem, że zamaskowany, dzierżący maczetę morderca nachodzi domek w lesie, by siać krwawe spustoszenie w grupie imprezujących młodych ludzi. To było zbyt absurdalne. To musiał być jakiś żart. Przybrała wyzywającą pozę, uśmiechając się i krzyżując ręce na piersiach. - Ładny kostium, ale to jeszcze nie Halloween. Czy to jest gumowa maczeta? Założę się, że tak. Dobra robota z tą udawaną krwią. Mężczyzna przechylił głowę, mrużąc oczy. Wydawał się niemal komicznie zdezorientowany. Candice nieśmiało zrobiła krok w jego stronę, rozkładając ramiona i wyciągając rękę. - Czy mogę dotknąć twojego małego rekwizytu?".
Bryan Smith to kolejny z popularnych amerykańskich autorów horroru który zadebiutował ostatnimi laty w Polsce. Jeśli lubicie slasherowe klimaty to koniecznie powinniście zainteresować się poniższym tytułem. Nie jest on co prawda pozbawiony wad, jednak w ogólnym rozrachunku zapewnia całkiem satysfakcjonującą lekturę.


Za kilka dni mieszkańcy Willow Springs będą świętować Halloween. O ile dożyją, gdyż miasteczkiem wstrząsa fala brutalnych morderstw. Oprócz zmasakrowanych ciał, oprawca zostawia na miejscach zbrodni dynie. Policja raczej marnie radzi sobie z odkryciem tożsamości mordercy, zaś ofiar przybywa. Kim jest psychopata? Nie trzeba długo czekać, żeby poznać odpowiedź na to pytanie. Zaskakująco szybko dowiadujemy się kto, i dlaczego zabija. 25 lat wcześniej grupka lokalnych łobuzów skrzywdziła bezbronnego chłopca. Nadszedł czas na zemstę.

Dwie największe wady tej powieści, to brak jakiegokolwiek elementu zaskoczenia jeśli chodzi o sprawcę morderstw, praktycznie od początku mamy wszystko podane na tacy, oraz niekonsekwentne, błyskawiczne zakończenie. Ale są też plusy. :) Na szczęście plusów jest więcej. Zacznę od dynamicznej, przyjemnej w odbiorze narracji, niezbędnej przy typowo rozrywkowej lekturze. Właściwie tempo spada dopiero w finale, czy raczej zostaje nagle ucięte wraz z samą historią. Podobał mi się również klimat stereotypowego, amerykańskiego miasteczka oraz jego mieszkańców, gdzie większość ludzi ukrywa jakieś brudne sekrety. Kolejny plus dla kreacji 'głównego bohatera' - dostajemy jakąś tam historię, dlaczego stał się tym, kim się stał. Przez chwilę czułem nawet współczucie, dopóki nasz protagonista się porządnie nie rozbestwił. Doceniam również kreatywność autora w kwestii tzw. rzeźni. Można poczuć prawdziwy dyskomfort czytając te opisy. Sceny z przeszłości, kiedy sadystyczne dzieciaki pastwią się nad swoją ofiarą, no, trudno się to czyta. Właściwie jest to znacznie bardziej poruszające niż późniejsze wydarzenia, gdzie krew leje się strumieniami. Zaskakuje również fragment, gdzie jedna z ofiar miała od dawna myśli samobójcze, oraz reakcja samego mordercy...

Prawdopodobnie całkiem szybko zapomnę o tej historii, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. "Wszystkie święta umarły" to dobry wybór dla czytelników poszukujących szybkiego, łatwego i przyjemnego horroru. Taka tam rozrywka na letnie wieczory. Czasami tyle wystarczy żeby zając czymś głowę, i czuć coś w rodzaju zadowolenia. :)

"Wszystkie święta umarły" - Brian Smith
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2022 (oryginał 2015)
Stron: 280
Ocena: 6/10

2022/07/16

Indygo - Michał Jan Chmielewski

"(...) - Boję się - powiedział Emil. Jego szczęka drgała, zęby szczękały głośno. - Ktoś ci coś zrobił? - spytała, wstając na nogi. Uważnie zlustrowała okolice, ale w dalszym ciągu nie dostrzegała niczego podejrzanego. Tyle, że coś tu było. Jakaś groza, coś niebezpiecznego. Czuła na sobie czyjś wzrok. Zaginione dzieci. Płacz rodziców. Zaginione i nigdy nieodnalezione. Była gotowa do ucieczki, chciał biec przed siebie, w stronę miasta. Do zapadnięcia zmroku zostało jeszcze trochę czasu, ale o tej porze na działkach nie było nikogo., co znaczyło, że każdy, absolutnie każdy świr, porywacz czy inny Czarny Lud mógł się na nich czaić".

Michał Jan Chmielewski zasłynął powieścią "Złe" wydaną w 2016 roku. (Jeśli szukacie czegoś pokroju "Dziewczyny z sąsiedztwa" Jacka Ketchuma to polecam. Natężenie patologii i to, w jak realistyczny sposób została przedstawiona nikogo nie pozostawi obojętnym). W "Indygo" autor odchodzi od brutalnego naturalizmu, wplatając w historię wątek fantastyczny. Trzeba przyznać, że to dość ryzykowny krok. Czy słuszny? W sumie nie wiem.

Akcja rozgrywa się w Baskin Zachodnim. Czytelnicy autora na pewno kojarzą to miasteczko. Od lat giną w nim bez śladu dzieci. Mieszkańcy Baskin jeszcze dobrze nie zapomnieli o ostatnim zaginięciu, a już dochodzi do kolejnego. Wszyscy obawiają się najgorszego. Głównymi bohaterami powieści są Ada i Emil. Ada - wychowywana przez dziadków, cudem ocalała z wypadku samochodowego w którym straciła rodziców. Emil - odludek, odtrącony przez rówieśników, uważany za dziwaka. Jest jeszcze trzecia istotna postać - Kusak. Tak nazywa sam siebie odpowiedzialny za porwania dzieci morderca. Nietrudno się domyśleć, że w pewnym momencie ścieżki trójki bohaterów się przetną.

Podoba mi się styl Chmielewskiego. Prosty, treściwy, bardzo konkretny. Coś takiego zawsze do mnie trafia. Czuć w tym jakąś taką fajną autentyczność. Bohaterowie również na plus. Nie da się ich nie lubić, a sama relacja Ady i Emila jest po prostu urocza. Ta gra pozorów, gdzie obydwoje starają się wyjść na twardszych niż w rzeczywistości są, jednocześnie ukrywając przed sobą bolesne tajemnice - świetna robota. Jeśli chodzi o Kusaka i jego motywacje - nie mam zastrzeżeń. Krzywdzi i zabija bo może. I tyle. To go kręci, w tym się specjalizuje. Mijają lata i nikt niczego nie podejrzewa. Facet po prostu jest je*anym, zwyrodniałym psycholem. Co do elementu paranormalnego, który się w pewnym momencie tutaj pojawia, to mam mieszane uczucia. :/ Generalnie ładnie komponuje się w całej historii, ma to wszystko przysłowiowe "ręce i nogi" a jednak... Bardziej przemawiał do mnie ten miażdżący autentyzm, który autor zaserwował w powieści "Złe". Nie zmienia to faktu, że książka mi się podobała, mało tego - wkrótce powinna ukazać się nowa powieść Chmielewskiego - "Cicha, ciemna noc" po którą z przyjemnością sięgnę.

"Indygo" - Michał Jan Chmielewski
Wydawnictwo: Literate
Rok wydania: 2019
Stron: 300
Ocena: 7,5/10

2022/06/28

Upiorna uczta - Robert Cichowlas

"(...) Od tego momentu opowieść stawała się jeszcze ciekawsza. - Odkryłam w sobie nimfomankę, gdy twój tato rozebrał mnie w krzakach, a potem zaczął pieścić jądrami moją twarz. Zauważyło nas paru bezdomnych, którzy zaczęli się przypatrywać. Wtedy jeszcze nie w głowie mi było uprawianie seksu z żulami, dlatego kazałam im iść w diabły. Ale w podświadomości zrodziło się kolejne pragnienie - by bzyknąć się z tymi śmierdziuchami." - fragment z opowiadania "Pokuta" R. Cichowlas
 Lubię czytać bardzo dziwne i porąbane rzeczy. "Upiorna uczta" wyglądała na książkę, która idealnie spełni te kryteria. Nieduży nakład i trudna dostępność dodatkowo podbiły moje zainteresowanie tym tytułem. Zacznę od kilku słów na temat poszczególnych opowiadań. To ostatni moment, żeby odpuścić sobie dalszą lekturę. :)

"Duckfucker"
Ekhm... Tak - tytuł zdradza fabułę. O gustach się nie dyskutuje. Główny bohater bardzo lubi kaczki, mimo związku z atrakcyjną kobietą o zapędach nimfomańskich. Jest w tej historyjce potężna dawka tragikomedii. Bizarro w czystej postaci. Chcąc nie chcąc - zostanie w głowie. 

"Propozycja"
Facet któremu nie powodzi się jakoś wybitnie dobrze dostaje propozycję "łatwego" zarobku miliona złotych. Haczyk? Stosunek płciowy ze skrajnie odpychającą kobietą. Mężczyzna podejmuje zadanie, w końcu dzięki swojemu poświęceniu będzie mógł odmienić życie swojej rodziny. Dobra historia z udanym zakończeniem. 

"Fryzjer"
Króciótkie, trochę takie <nie wiadomo co>. We wstępie autor wyjaśnia genezę powstania, najwidoczniej ma sentyment do tej historii. 

"Szkieletowy Poznań"
Zaczyna się bardzo obiecująco - para policjantów (którą od razu polubiłem) jest świadkiem marszu szkieletów przez miasto. Spora dawka pulpy, Hitler, III Rzesza, kilka soczystych fragmentów, niestety im dalej w opowiadanie tym mniej się angażowałem. Widziałbym to w dłuższej formie.

"Pokuta"
Pornohorror. Dobra scena w samolocie - sugestywna, nie powiem. Dalej co najwyżej średnio. Taśma klejąca, świeczniki, dużo penisów... Zakończenie słabe. Trochę szkoda, liczyłem na coś lepszego.

"Nawiedzone mieszkanie"
Zgrabne opowiadanie o duchu. Żadna ekstrema ani nic, miło się czytało.

"Opowieść z bardzo szczęśliwym zakończeniem"
O ile poprzednie opowiadanie było wręcz delikatne, tak w tym mamy prawdziwy hardkor. Idiotyczny wybryk na imprezie w gronie znajomych niesie za sobą koszmarne konsekwencje. Przez całą historię mocno czuć, że 'żarty się skończyły'. Autor we wstępie podkreśla inspirację Jackiem Ketchumem i trzeba przyznać, że doskonale podszedł do tematu a efekt końcowy robi piorunujące wrażenie. Najbardziej realistyczne, i jednocześnie najstraszniejsze opowiadanie w zbiorze.

"Willa Greisera"
Trochę w klimatach "Szkieletowego Poznania", i znowu nie mogłem się wczuć. Para kupuje dom, w którym dawniej mieszkał niemiecki zbrodniarz wojenny. Nie mija dużo czasu i zaczynają dziać się dziwne rzeczy.

"Duckfucker 2: Monkeyfucker"
To było słabe. Szkoda. Może miało w jakiś sposób 'wytłumaczyć' jedynkę, że sprawiedliwości stało się zadość czy coś, nie wiem. Jedyny plus tego opowiadania to morał: jeśli nie dogadasz z kimś szczegółów i zaufasz czyjejś fantazji - możesz tego pożałować. 

* * *

Przyznaję - "Upiorna uczta" ciut mnie rozczarowała. Generalnie czyta się dobrze, czuć sprawne pióro autora, jednak w kilku przypadkach potencjał historii ewidentnie nie zostaje w pełni wykorzystany ("Pokuta"). Zaczyna się fajnie, później jakoś się to wszystko rozjeżdża a kończy niestety średnio. "Szkieletowy Poznań" i "Willa Greisera" stanowczo lepiej by smakowały w dłuższej formie. Najlepsze opowiadania? "Duckfucker" (szokujące, niesmaczne a jednocześnie wprawiające w nieoczywistą konsternację) i "Opowieść z bardzo szczęśliwym zakończeniem" (naturalistyczne, przesiąknięte prawdziwym złem, które zaczęło żyć własnym życiem). Na dodatkowy plus - charakterystyczna okładka i krótki wstęp przed każdym tekstem, bardzo lubię kiedy autorzy się na coś takiego decydują. Czy warto polować na ten tytuł? Nie wiem, ja tam się cieszę, że po niego sięgnąłem, nawet mimo lekkiego niedosytu. Mam całkiem sporo do nadrobienia jeśli chodzi o twórczość Roberta Cichowlasa.

"Upiorna uczta" - Robert Cichowlas
Wydawnictwo: Phantom Books
Rok wydania: 2018
Stron: 222
Ocena: 6/10

2022/05/29

Śnieg jeszcze czysty - Anna Musiałowicz

"(...) Z kolei Gabrysia uważała, że niestosowne byłoby śmianie się w tym domu wypełnionym mieszanką smutku i nieznośnego oczekiwania. Gdy była młodsza, starała się szczebiotać jak w czasach, kiedy mama żyła, teraz jednak nie potrafiła zarazić radością innych. Odnosiła wrażenie, że nawet z najszczerzej odczuwanego szczęścia wypełza czarny wąż smutku, który zjada każde przyjemne doznanie. Aby go nie karmić, należało tłumić w sobie uczucia i z nikim się nimi nie dzielić. Nie pokazywać, że istnieją".

Mocna to była lektura. Zaskakująco mocna. Z powieści na powieść Anna Musiałowicz zabiera czytelników w coraz mroczniejsze rejony. Może i "Śnieg jeszcze czysty" to nie jest podręcznikowy przykład literackiego horroru, ale są w nim takie momenty, które mrożą krew w żyłach.

źródło: [klik]

Późne lata sześćdziesiąte na polskiej wsi. W tragicznym wypadku ginie matka małej Gabrysi. Ojciec dziewczynki nie potrafi sobie poradzić z odejściem ukochanej, rolę opiekuna dziewczynki przejmuje jej babcia. Starsza kobieta robi wszystko co w jej mocy, żeby wspierać dorastającą Gabrysię pozbawioną matki, i lekceważoną przez ojca. Czas mija, życie toczy się dalej. Nieszczęśliwy splot wydarzeń sprawia, że dochodzi do kolejnej tragedii.

W prologu powieści poznajemy Weronikę - młodą, silną kobietę, matkę i żonę, postać lubianą i szanowaną, która nie raz i nie dwa pomogła komuś z lokalnej społeczności. Weronika niespodziewanie umiera. Jej śmierć rujnuje spokojne życie rodziny. Opis zarówno śmierci Weroniki, jak i zagubienia którego doświadczają jej najbliżsi zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Subtelne pióro autorki, uderzające momentami w poetyckie tony, nagle zderza się z niezwykłą, naturalistyczną brutalnością. I takich momentów w całej historii jest więcej. Bohaterowie radzą sobie z żałobą tak jak potrafią - Franek, mąż zmarłej Weroniki, zatraca się w pracy i nic nie znaczących romansach. Gabrysia ma żal do matki, czuje się przez nią porzucona. Babcia Gabrysi nie wie jak pomóc zbuntowanej wnuczce, wie za to, że ani ona, ani nikt inny nie zastąpi jej matki. Motyw nadprzyrodzony, czyli obecność ducha zmarłej, pełni tutaj rolę dekoracyjną, nie tyle straszy, co przypomina, jak wielkie piętno odcisnęła śmierć najbliższej na życiu pozostałych domowników. Kolejnym poważnym tematem, który porusza powieść, jest kwestia 'samotnego' dorastania oraz odkrywania przez młodą osobę własnej seksualności. Łatwo tutaj pokusić się o wydawanie pochopnych osądów, jednak patrząc na całą opowieść w szerszej perspektywie, nic nie wydaje się już takie czarno-białe. Pozornie błahe wydarzenia stają się fundamentem pod nadchodzącą katastrofę. Czy można było tego uniknąć? Dobre pytanie...

"Śnieg jeszcze czysty" z całą pewnością nie należy do książek, o których się szybko zapomina. To poruszająca, mroczna opowieść o ludzkim życiu i niewinności stopniowo burzonej przez nieodgadniony los. Anna Musiałowicz odważnie porusza i zgłębia tematy, których nawet w literaturze nie porusza się zbyt często. Smuci, szokuje, wzrusza. Pokazuje, jak słabymi jesteśmy istotami, oraz jak wiele mamy w sobie siły. To nie jest lekka lektura na poprawę humoru ale jeśli macie ochotę zmierzyć się z czymś, co wami dogłębnie wstrząśnie - polecam, absolutnie warto.

"Śnieg jeszcze czysty" - Anna Musiałowicz
Wydawnictwo: Stara Szkoła
Rok wydania: 2022
Stron: 232
Ocena: 8/10

2022/05/18

Festiwal Grozy i Fantastyki - maj 2022

Siema. Tym razem nie będzie recki książkowej, a recka wydarzenia. 6-8 maja w Łodzi odbyła się pierwsza edycja Festiwalu Grozy i Fantastyki. Byłem na miejscu w piątek i sobotę, poniżej moje wrażenia.

CZAS I MIEJSCE
Początek maja to stanowczo dobry czas na [cokolwiek]. W powietrzu wiosna, pogoda 9/10, aż ma się ochotę zrobić coś szalonego. Np. wyjść z piwnicy. W Łodzi byłem pierwszy raz, miasto całkiem fajne, słabe drogi (ale dużo remontów, więc ma się ku lepszemu), trochę ruin w centrum, trochę przyjemnej dla oka architektury, bardzo długi deptak, sympatyczne parki, ludzie bardzo mili (tutaj pora na anegdotę: zaczepił mnie lokalny smakosz alkoholi [dowolnych] wraz ze swoją koleżanką o eskimoskiej urodzie [balet 24/24] z prośbą o 3,50zł na flachę, kiedy powiedziałem, że nie mam gotówki, pan nie wyskoczył z terminalem ani nie wbił mi kosy pod żebro, a jedynie wylewnie życzył dobrego dnia i w ogóle [jeszcze chwila a wymienilibyśmy się numerami telefonów]). Jeśli chodzi o miejsce samego wydarzenia - super. Centrum Nauki i Techniki EC1 Łódź robi świetne wrażenie, dużo cegły, klimat mocno industrialny, jest na co popatrzeć, jest co pozwiedzać. Jak wygląda Hala Maszyn w której odbywał się festiwal to musicie sobie zobaczyć w necie. 


STOISKA
Było tego sporo. Od gier planszowych i puzzli, przez książki (prosto od autorów), biżuterię, popkulturowe ciuchy, aż po fantastyczne rękodzieło. Co mi najbardziej utkwiło w pamięci to Skrobasy, muchomorowe rzeczy od Kingi Ciepiel Art. oraz genialne figurki Horror Mannequins/ Figures.


WYDARZENIA
Pomijając premiery książek (w tym "Czasu umierania" który mnie czytelniczo odmulił, i dobitnie przypomniał ile frajdy mogą dawać książki), spotkania z autorami i prelekcje na FGF po raz pierwszy zobaczyć można było film dokumentalny "Horror ekstremalny - bękart gatunku" Patryka Bogusza i Jarosława Klonowskiego. Seans odbył się w piątek na scenie DARK, która z kolei mieściła się na poziomie -1 budynku, co dodatkowo podbijało klimat. Odcięty od festiwalowego gwaru z przyjemnością słuchałem co tam ciekawego mają do powiedzenia twórcy i fani literackiej ekstremy. W sobotę, również na scenie DARK miała miejsce premiera drugiej części "Drogi Zjednoczenia" - adaptacji opowiadania Wojciecha Guni ze zbioru "Miasto i rzeka". O tym, co zrobiło Studio Grozy nie ma się co rozpisywać. Trzeba tego doświadczyć. Ciary pod każdym względem.


PODSUMOWANIE
Fajnie było. Mocno trzymam kciuki, żeby impreza się przyjęła i na stałe zagościła w kalendarzu wszystkich fanów horrorowych klimatów (bo te są szczególnie bliskie mojemu sercu). Pewnie można by się do czegoś przyczepić, coś zrobić inaczej itd. (w końcu to była pierwsza odsłona, taka trochę testowa). Chciałbym, żeby FGF stał się takim grozowym klasykiem, potencjał jest, organizatorzy włożyli w wydarzenie mnóstwo pracy i serca, jeśli będzie kolejna edycja to jadę i wiem, że nie będę żałował. Polecam uczestnictwo. ❤❤❤

Wszystkie święta umarły - Brian Smith

"(...) Zamiast uciekać w popłochu, Candice stanęła jak wryta. Po prostu nie mogła ogarnąć rozumem, że zamaskowany, dzierżący maczetę mo...