"Barry, którego nie widziałem od dwóch lat, zadzwonił i zapytał, czy chcę przelecieć jego teściową. Odparłem, że tak, zanotowałem, gdzie mieszkają, wsiadłem do samochodu i pojechałem. Było to gdzieś przy autostradzie do San Berdo, dość daleko ode mnie. Znalazłem ulicę, dom, zaparkowałem i wysiadłem. Barry siedział na schodach od frontu i pił piwo. Przywiozłem cztery sześciopaki. Weszliśmy do domu i Barry zaczął wkładać puszki do lodówki.– Matka ma taką samą cipę jak córka. Pieprzyłem się z obiema. Nie ma żadnej różnicy.– Jeśli nie ma różnicy, to wezmę córkę.– Odpierdol się – rzekł Barry. – Chodź, są z tyłu".
Oto wchodzimy na ścieżkę chaosu. Przed lekturą opowiadań należy koniecznie przeczytać poprzedzający je wstęp autorstwa Davida Stephena Calonne'a. Czynność tę należy powtarzać zawsze wtedy, kiedy czytelnik poczuje się zagubiony. Czyli często. Dzięki uprzejmości Oficyny Literackiej Noir sur Blanc miałem przyjemność zapoznać się z najnowszym polskim tłumaczeniem utworów Charlesa Bukowskiego. Nie była to lekka przeprawa, przyznaję, ale gdyby była lekka - po co miałbym właściwie to czytać?
![]() |
| źródło: klik! |
"Dzwon nie bije nikomu" to zbiór krótkich utworów (44 sztuki), które pierwotnie były publikowane w latach 1948-1985. Spora część z nich nie ma tytułów. Niektóre sprawiają wrażenie, jakby nie miały początku lub zakończenia (wróć do wstępu). Ale za to są rysunki samego Bukowskiego! Niezbyt wiele, ale kilka jest. Dominujące motywy? Kobiety, seks i alkohol, a jakże. Z tym, że zawsze jest coś jeszcze. Te historie, choć z pozoru grubiańskie, zawsze mają jakieś drugie dno.

.webp)


