2026/02/21

Wszyscy grzesznicy krwawią - S.A. Cosby

"(...) A teraz siedział na ganku z butelką whisky i strzelbą do tłumienia zamieszek na kolanach. Chmury się rozstąpiły i od dawna już martwe gwiazdy rozświetliły niebo widmową poświatą. O uwagę Titusa walczyły żaby, świerszcze i nocne ptaki. Nie sypiał długo nawet wtedy, kiedy mógł, więc założył, że posiedzi tak do wschodu słońca. On na ganku, ojciec w łóżku, z rewolwerem w ręku - w końcu dotarła do niego groza tego, co się stało."

"Wszyscy grzesznicy krwawią" to już trzecia książka autora, którą miałem przyjemność przeczytać. Przyznaję - jestem fanem. Dostałem wszystko to, na co liczyłem: charakterystyczny styl, złożone postacie, zawiłe dylematy moralne. Mam wrażenie, ze to wszystko jest coraz bardziej podkręcone z powieści na powieść. 

źródło: klik!

Szkolna strzelanina burzy pozorny spokój w hrabstwie Charon. A to dopiero początek chaosu. Śledztwo odkrywa serię zabójstw, których ofiarami były dzieci. Czarnoskóry szeryf Titus Crown tropi mordercę, próbując jednocześnie zachować porządek w miasteczku. Nie wszystkim mieszkańcom zależy na dotarciu do prawdy. Tymczasem zamaskowany oprawca rzuca wyzwanie szeryfowi.

S.A. Cosby po raz kolejny nie bierze jeńców. Istotny element który przewija się w jego powieściach, to  temat rasizmu. A ten, chociaż trudno to przyznać, ma się zadziwiająco dobrze. Główny bohater musi walczyć nie tylko z niebezpiecznym psychopatą, ale również z niechęcią części społeczeństwa, które obiecał chronić. Postać Titusa jest skomplikowana i niejednoznaczna, czuć ciężar, z jakim zmaga się bohater. Cosby pozwala czytelnikowi mieć wątpliwości, nie dzieli ludzi na dobrych i złych, ale takich, którzy w kryzysowej sytuacji mogą udowodnić, że mają serce po właściwej stronie. Bardzo podobało mi się stopniowe ujawnianie tej mroczniejszej strony Titusa - poczucie winy po śmierci matki, żal do ojca, relacja z bratem oraz dawną miłością. "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni". Kolejnym ważnym wątkiem jest kwestia wiary, tutaj doceniam wyczucie autora, w pewnym momencie wróciłem myślami do pierwszego sezonu "Detektywa". Wrażliwsi czytelnicy powinni mieć świadomość pojawiających się tutaj brutalnych, naturalistycznych opisów. Zaskakująco brutalnych, jeśli mam być szczery, szczególnie, że dotyczących dzieci. "Wszyscy grzesznicy krwawią" to z jednej strony taka "męska" literatura, surowa, dynamiczna, z bezlitośnie pędzącą akcją, a z drugiej rzecz dająca do myślenia, wielowarstwowa, niepozbawiona specyficznej dla Cosby'ego szorstkiej wrażliwości. I właśnie dlatego jestem fanem.

"Wszyscy grzesznicy krwawią" - S.A. Cosby
Wydawnictwo Agora
Rok wydania: 2025 (oryginał: 2023)
Stron: 408
Ocena: 8/10

2026/02/16

Dziewczyna z konbini - Sayaka Murata

"(...) Uwielbiałam ten moment. Czułam, że wtedy zaczyna się dla mnie dzień. Melodyjka informująca, że ktoś wszedł do środka, brzmiała dla mnie jak bicie kościelnych dzwonów. Kiedy otwierałam drzwi prowadzące z zaplecza do sklepu, rozświetlona przestrzeń już na mnie czekała. Działający bez przerwy, niezawodny, idealnie normalny świat. W tę rzeczywistość wierzyłam. W świat zamknięty w pełnym światła pudełku".

Jakiś czas temu "Ziemianie" Sayaki Muraty dość często przewijały się na Instagramie, książka budziła spore emocje więc i ja się nią zainteresowałem. Przeczytałem gdzieś sugestię, że rozsądnie zacząć znajomość z autorką od "Dziewczyny z konbini", tak też zrobiłem.

źródło: klik!

Trzydziestosześcioletnia Keiko połowę swojego życia spędziła jako pracownica konbini. Pracownica nie byle jaka, bo w pełni oddana swojej roli. Kobieta i sklep tworzą symbiotyczny związek. Keiko doskonale odnajduje się w rzeczywistości konbini, dostrzega wszystkie jej niuanse, błyskawicznie reaguje w maksymalnie zoptymalizowany sposób. Inaczej jest w życiu poza pracą. Bliscy dziewczyny uważają ją za społecznie nieprzystosowaną. Dziewczyna nie ma partnera, dzieci, nie robi kariery. Z czasem wymyślone "wymówki" przestają być wystarczające, otoczenie Keiko wywołuje na niej coraz większą presję. Wtedy pojawia się szansa na zaspokojenie cudzych oczekiwań.

Wiecie co jest najlepsze w tej historii? Że w pewnym momencie dołączyłem do grona osób, które oczekują od bohaterki zachowań innych niż ta prezentuje. Dałem się złapać, zacząłem oceniać i sądzić. Wszyscy wiemy jak wygląda świat. Nie chcemy być samotni, balansujemy miedzy potrzebą akceptacji a możliwością bycia sobą, szukamy kompromisów. "Dziewczyna z konbini" to książka która zachęca do refleksji, chwilami błyskotliwa, chwilami groteskowa, momentami może zbyt oczywista ale nadal warta uwagi. 

"Dziewczyna z konbini" - Sayaka Murata
Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2025 (oryginał 2016)
Stron: 168
Ocena: 7,5/10

2026/01/28

Dzwon nie bije nikomu - Charles Bukowski

"Barry, którego nie widziałem od dwóch lat, zadzwonił i zapytał, czy chcę przelecieć jego teściową. Odparłem, że tak, zanotowałem, gdzie mieszkają, wsiadłem do samochodu i pojechałem. Było to gdzieś przy autostradzie do San Berdo, dość daleko ode mnie. Znalazłem ulicę, dom, zaparkowałem i wysiadłem. Barry siedział na schodach od frontu i pił piwo. Przywiozłem cztery sześciopaki. Weszliśmy do domu i Barry zaczął wkładać puszki do lodówki.
– Matka ma taką samą cipę jak córka. Pieprzyłem się z obiema. Nie ma żadnej różnicy.
– Jeśli nie ma różnicy, to wezmę córkę.
– Odpierdol się – rzekł Barry. – Chodź, są z tyłu".

Oto wchodzimy na ścieżkę chaosu. Przed lekturą opowiadań należy koniecznie przeczytać poprzedzający je wstęp autorstwa Davida Stephena Calonne'a. Czynność tę należy powtarzać zawsze wtedy, kiedy czytelnik poczuje się zagubiony. Czyli często. Dzięki uprzejmości Oficyny Literackiej Noir sur Blanc miałem przyjemność zapoznać się z najnowszym polskim tłumaczeniem utworów Charlesa Bukowskiego. Nie była to lekka przeprawa, przyznaję, ale gdyby była lekka - po co miałbym właściwie to czytać?

źródło: klik!

"Dzwon nie bije nikomu" to zbiór krótkich utworów (44 sztuki), które pierwotnie były publikowane w latach 1948-1985. Spora część z nich nie ma tytułów. Niektóre sprawiają wrażenie, jakby nie miały początku lub zakończenia (wróć do wstępu). Ale za to są rysunki samego Bukowskiego! Niezbyt wiele, ale kilka jest. Dominujące motywy? Kobiety, seks i alkohol, a jakże. Z tym, że zawsze jest coś jeszcze. Te historie, choć z pozoru grubiańskie, zawsze mają jakieś drugie dno. 

Czego tutaj nie ma... Oprócz "klasycznych" opowiadań, jest np. postawiony na głowie western, kryminał w krzywym zwierciadle, trollowanie pacjentów na oddziale psychiatrycznym czy tragikomiczny opis dnia pracy w sklepie dla dorosłych. Kilka wątków przewija się więcej niż raz: konfrontacja z demonicznymi zwierzętami (gigantycznym wieprzem albo szaloną małpą), kafkowskie porwania i przesłuchania, uprowadzenia samolotów przez zdemoralizowanych porywaczy (w tym jedno z elementami science-fiction i powalającym plot twistem). Charles Bukowski to synonim literackiej nieprzewidywalności. W charakterystycznym, bezkompromisowym stylu pastwi się nad ludzkimi słabościami, prowokuje tak, aby podrażnić nasze pragnienia i lęki, oraz zwrócić uwagę na ogólną absurdalność ludzkiego życia. Krytykuje ówczesny rząd i politykę (wojna w Wietnamie), kościół katolicki, a w opowiadaniu "Brzydki figiel spłatany Bogu" w cudowny sposób rozprawia się z nazizmem. 

Uwielbiam rynsztokowy humor Bukowskiego, co się uśmiałem to moje. Zazwyczaj te niewybredne żarty okazują się zaskakująco błyskotliwe. Podobnie jak w powieści "Kobiety", pojawia się tutaj sporo... wątpliwych moralnie zdarzeń, a kilkukrotnie dochodzi do opisów przemocy seksualnej. Radzę mieć to na uwadze. "Dzwon nie bije nikomu" dostarczył mi rozmaitych emocji, często skrajnie różnych. Od rozbawienia po zadumę. Od fascynacji po zniesmaczenie. Polecam przetestować na własnym organizmie. 

"Dzwon nie bije nikomu" - Charles Bukowski
Wydawnictwo: Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Rok wydania: 2025 (wydanie angielskie 2015)
Stron: 320
Ocena: 7/10

2026/01/18

Brat - Ania Ahlborn

"(...) Michael przełknął ślinę. Podczołgał się do niewielkiego kopca, przycisnął do niego dłonie. Wahał się. Nie chciał tego robić, bał się, że pochowanie swoich skarbów go zmieni. Że odetnie od sekretnych nadziei i marzeń. Pozostanie tylko to życie. Farma. Oldsmobile. Krzyczące dziewczyny".

Szukałem miedzi (znasz ten zapach?), a znalazłem złoto. Można się tutaj doszukać dodatkowej symboliki - miałem ochotę na literacką krwawą jatkę a co dostałem? Ponury, przytłaczający thriller, który nie ulatuje z głowy wraz z przeczytaniem ostatniej strony. Nie wczytywałem się w recenzje, byłem jedynie świadomy dobrych ocen wystawianych przez czytelników. A i tak zostałem pozytywnie zaskoczony.

źródło: klik!

Ania Ahlborn to uznana autorka mająca polskie korzenie, z kilkoma bardzo dobrze przyjętymi powieściami grozy na koncie. Nie wiedzieć czemu, "Brat" jest jej pierwszą książką przetłumaczoną na polski. Miejmy nadzieję, że wkrótce pojawią się kolejne, po które z wielką przyjemnością sięgnę. 

Michael ma 19 lat, jako kilkuletni chłopiec został przygarnięty przez swoją "specyficzną" rodzinę. Milczący ojciec, nieprzewidywalna matka, oderwana od rzeczywistości siostra i brat, dla którego przemoc jest odpowiedzią na wszystkie pytania. Oddalony od cywilizacji dom Morrowów to miejsce pełne okrucieństwa i bólu, nie tylko dla osób, które wbrew swojej woli tam trafiają, ale też dla Michaela. Chłopak od lat tkwi w tej patologicznej rzeczywistości, stając się jej częścią. W końcu ten dom i rodzina to jedyne co ma. Poznana w sklepie z płytami gramofonowymi dziewczyna obdarza Michaela sympatią, na kopule koszmarnej rzeczywistości w której jest uwięziony, pojawia się pęknięcie. 

"Brat" nie jest slasherem z hektolitrami krwi i niezbyt rozgarniętymi bohaterami. Bliżej mu do kultowych powieści Jacka Ketchuma czy, jeśli miałbym wymienić kogoś z rodzimego podwórka, Michała Jana Chmielewskiego. Ania Ahlborn doskonale przedstawia psychologiczny obraz człowieka, który nie widzi dla siebie żadnej realnej nadziei. Skazany na życie w ciągłym strachu, szantażowany, zaszczuty, w pewnym momencie Michael sam staje się elementem nieludzkiego układu, im głębiej się w nim pogrążą, tym bardziej odległa wydaje się droga ucieczki. Wypaczony obraz rodziny blednie, obojętność gwarantuje chociaż odrobinę spokoju. Wizja autorki totalnie do mnie trafiła. Sugestywna, pesymistyczna, z krwawymi akcentami, gdzie prawdziwe, bezwzględne zło rodzi się ze strachu. Doceniam konkretny, rzeczowy styl, niedopowiedzenia które robią lepszą robotę niż przesadnie rozbudowane opisy, obskurny klimat i finałowy twist. Świetna rzecz, polecam. 

"Brat" - Ania Ahlborn
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2025 (oryginał 2015)
Stron: 320
Ocena: 8/10

2025/10/18

Dom rozwolnienia - Edward Lee & Tomasz Czarny

"(...) Deke był z Baltimore, Willy z Atlanty, a Marsha z południowego Bostonu. Nie jest istotne dla tej historii, jak ta trójka wędrownych ekskrementów się spotkała. Wspomnijmy po prostu, że zapoznali się ze sobą w trakcie wymiany igieł na ulicy Somerset w Filadelfii jakąś dekadę temu. Marsha, wtedy jeszcze całkiem atrakcyjna, prostytuowała się, kiedy pokaźnych rozmiarów chłopak z którym była, Willy, robił za jej mięśnie. Robili kasę, zgadza się, ale większość wydawali na innych ćpunów, benzodiazepiny, metę i heroinę, przez co właśnie byli bezdomni".

 Jedna z moich (czytelniczych) jaźni chciałaby czytać rzeczy, które targają emocjami, ściskają gardło i serce, szarpią wte i wewte, nie pozwalają zasnąć... Druga widzi "Dom rozwolnienia" i myśli sobie: hehe, nie no, muszę to przeczytać XD. 

źródło

Mamy trójkę ćpunów: Deke - robi w grupie za mózg, Willy - za mięśnie oraz Marsha - prostytutka u kresu kariery, robi za worek treningowy Willy'ego. Deke dziedziczy po swoim zmarłym krewnym dom. I świetnie się składa, bo nasza wesołą gromadka nie ma za bardzo gdzie mieszkać, ani czym się odurzyć. Poprzedni właściciel domu był duchownym, co nie uchroniło go od pozostawienia po sobie kilku piekielnych niespodzianek. 

Każdy kto poznał klimat książek Edwarda Lee poczuje się jak w domu. Zdegenerowani bohaterowie, rynsztokowy humor, płyny ustrojowe, absurdalne pomysły, czego chcieć więcej? W krótkiej formie to wszystko smakuje najlepiej, w dłuższej staje się nużące. Książka jest napisana w duecie, jednak można ją uznać za typowe dzieło legendy horroru ekstremalnego. Jedyne do czego się przyczepię, to "ucięte" zakończenie. No ale tak to bywa z zakończeniami, rzadko kiedy satysfakcjonują, tym bardziej w gatunku, który ma za zadanie szokować przez cały czas. Lubisz ekstremę? Czytaj. I pamiętaj - tylko Bóg może nas sądzić. ;)

"Dom rozwolnienia" - Edward Lee & Tomasz Czarny
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2025
Stron: 96
Ocena: 6/10

Wszyscy grzesznicy krwawią - S.A. Cosby

"(...) A teraz siedział na ganku z butelką whisky i strzelbą do tłumienia zamieszek na kolanach. Chmury się rozstąpiły i od dawna już m...