Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Postapo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Postapo. Pokaż wszystkie posty

2024/10/13

Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz - Annie Jacobsen

"Broń nuklearna redukuje ludzką zaradność i pomysłowość, miłośc i pożądanie, empatię i intelekt do kupki popiołu. W tej chwili szoku i rozpaczy najbardziej przerażające jest uświadomienie sobie, jak odtąd będzie wyglądało naszy życie. Potem przychodzi gorzka konstatacja, że nikt bie zrobił nic znaczącego, aby zapobiec wybuchowi nuklearnej trzeciej wojny światowej. Że to wszystko wcale nie musiało się wydarzyć. A teraz jest już za późno".

Temat zagłady ludzkości interesuje mnie od zawsze. Wybuch wojny nuklearnej to scenariusz unicestwienia świata, na który może załapać się każdy z nas. Wystarczy nieco ponad godzina, żeby doszło do "wymiany ognia" na masową skalę. Żeby się odrodzić, Ziemia będzie potrzebowała ponad dwudziestu tysięcy lat. Błogosławieni ci, którzy zamienią się w sadze w momencie wybuchów. 

źródło

Nie wiem jak to działa na was, ale jak dla mnie istnienie broni nuklearnej to idea która rozwala mózg. Przecież to jest absolutnie szalone. Cześć, jesteśmy ludzką cywilizacją. Może i nie potrafimy skonstruować paczki chipsów którą łatwo rozerwać wzdłuż, mamy za to technologię umożliwiającą w przeciągu pół godziny spalić dowolne miasto na innym kontynencie do gołej ziemi. Pytanie retoryczne do ludzkości - czy ty jesteś ku#wa normalna? Śmiem wątpić.

"Wojnę nuklearną" czyta się doskonale. Autorka połączyła tytaniczną pracę dziennikarską z suspensem godnym najwyższej próby dreszczowców. To właśnie balans między natężeniem drobiazgowych szczegółów a pędzacą akcją jest największym atutem tej ksiązki. Dzięki niemu ilość przedstawionych informacji nie przytłacza, a dynamiczne tempo hipotetycznej wizji przyszłości czyni jej lekturę nieodkładalną. Nie jestem wielkim miłośnikiem literatury faktu, jednak kiedy zaserwowana jest w tak zręczny sposób - po prostu przepadam. Jeśli nie macie jeszcze nuklearnej hekatomby na liście swoich fobii - serdecznie polecam zapoznanie się z tą książką. 

"Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz" - Annie Jacobsen
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2024 
Stron: 496
Ocena: 9/10

2022/11/08

Brudna robota - Marcin Popielarski

 *** WSPÓŁPRACA RECENZENCKA ***

"(...) Kula, której trajektorię Lenka przecięła własnym barkiem, przeszła dosyć daleko od płuc, najwyraźniej nie roztrzaskując żadnej kości lub niegroźnie od niej rykoszetując, bo zakładniczka wciąż była przytomna. Choć ewidentnie nie do końca świadoma tego, co się stało. Jej rozbiegane oczy wypełniały niemal w całości czarne studnie źrenic, a pierś poruszała się rytmicznie w górę i w dół niczym respirator z uszkodzonym potencjometrem. Dyszała z taką intensywnością, że mogłaby nadmuchać balon stratosferyczny w mniej niż pięć minut. Jednocześnie zgrzytała szczękami na podobieństwo łańcucha ślizgającego się po źle nasmarowanej zębatce".

Jakieś 2,5 roku temu przeczytałem bardzo udany debiut Marcina Popielarskiego pt. "Zmiana świateł". Tytułowa historia aż prosiła się o jakieś rozwinięcie. Oto i ono. W "Brudnej robocie" oprócz wspomnianego opowiadania, dostajemy cztery nowe, dzięki czemu mamy okazję znacznie lepiej poznać świat wykreowany przez autora. 

"Zmiana świateł" - zostajemy wrzuceni w sam środek świata przyszłości, którego rozwój niekoniecznie poszedł w dobrym kierunku. Pewien pracownik korporacji, do bólu zwyczajny facet, na skutek fatalnego zbiegu okoliczności staje się kierowcą grupy przestępców. Finał dosadnie pokazuje, że głównym bohaterem nie jest nasz nieszczęśnik, a właśnie wspomniani przestępcy. Jeśli coś można zarzucić tej historii, to fakt, że dzieje się w niej naprawdę dużo i wiele kwestii pozostaje bez wyjaśnienia.

"Shitty job" - ekipa kierowana przez Alberta, w skład której wchodzą: pyskata Szyszka, karzeł Wazon, podstarzały elektryk Trafo, wielkolud Koniu oraz haker Klocek, podejmuje się wykonania podejrzanego zlecenia. Grupa musi odbić kogoś ważnego z miejsca znanego jako Labirynt. Zakończenie, podobnie jak w "Zmianie świateł", wprowadza czytelnika w niezłą konsternację... Dodatkowy plus za wykład o filmowym "Predatorze" - złoto. :D

"Me.hy926" - kolejne zlecenie, tym razem pod przywództwem Wazona, który przyklepał je sobie bez wiedzy Alberta. Cel: narobić bałaganu w pewnym laboratorium. Standardowo: wszystko co może pójść nie tak, idzie nie tak, a nasi bohaterowie wpadają w poważne tarapaty.

"Szklana pułapka" - Szyszka, miłośniczka środków zmieniających świadomość, wpada w ręce organów ścigania. Istnienie całej grupy zostaje zagrożone. W tym opowiadaniu dostajemy całkiem sporo nowych postaci, oraz nieco szersze spojrzenie na świat, w którym żyją. A przy okazji całą masę nowych pytań...

"Excalibur" - tradycyjnie - pozornie łatwa robota okazuje się ciężką przeprawą. Okradziony ze swojego pomysłu pisarz chce skonfrontować się z redaktorką wrogiego wydawnictwa. Ekipa Alberta ma mu to umożliwić. W pewnym sensie akcja kończy się sukcesem... XD Na koniec mamy domknięcie poprzedniej historii, i kolejny motyw, który powinien doczekać się kontynuacji.


Świat, w którym toczy się akcja książki to przyszłość za około 50-60 lat. Sporo się zmieniło, bynajmniej nie na lepsze. Zaawansowana technologia dość mocno ingeruje w ludzkie życie, mamy więc do czynienia z klimatami dystopijno-cyberpunkowymi. Albert i jego ludzie zajmują się tytułową 'brudną robotą'. I w tym momencie docieramy do jednego z najmocniejszych elementów książki - bohaterów. Ta zbieranina osobników spod ciemnej gwiazdy gwarantuje solidną dawkę humoru. Czarnego, czyli takiego, jaki lubię najbardziej. Postacie stworzone przez Marcina Popielarskiego nie pozostawią czytelnika obojętnym. Może i nie wypada im kibicować, w końcu zajmują się szemranymi interesami, jednak w przełomowych momentach historii bez wątpienie będziecie po ich stronie. Kolejną wyróżniającą się na plus cechą "Brudnej roboty" są sceny akcji. Napady, pościgi i strzelaniny mają fantastyczną dynamikę, czuć, że autor świetnie się czuje w tego rodzaju opisach. Pochwaliłem, pochwaliłem, to teraz pora na minusy. Myślę, że forma kilku luźno powiązanych ze sobą opowiadań wprowadza zbyt dużo chaosu. Przydałoby się nieco uporządkować zarówno samą fabułę, jak i świat przedstawiony. O tym drugim dowiadujemy się znacznie więcej niż w "Zmianie świateł", jednak to nadal za mało. Tym bardziej, że nowe fakty są przyćmione mnóstwem kolejnych pytań i domysłów. Ostatnia rzecz, co do której mam mieszane uczucia, to zakończenia. Wprowadzają w konsternację, ale sprawiają wrażenie wymuszonych. Całość trzyma fajne tempo, i nagle <ciach> koniec. 

Podsumowując - jeśli lubicie cięty humor, nieszablonowych (anty)bohaterów i historie w których akcja pędzi na złamanie karku, a przy tym nie straszne wam niewybredne żarty i duża dawka kreatywnych wulgaryzmów - "Brudna robota" okaże się całkiem dobrym wyborem. Zakładam, że Marcin Popielarski już pracuje nad kolejnymi przygodami ekipy Alberta. Ciekawość po raz kolejny nie pozwoli mi przejść obok nich obojętnie. Potencjału na kolejne opowiadania z całą pewnością nie brakuje. 

"Brudna robota" - Marcin Popielarski
Wydawnictwo: AlterNatywne
Rok wydania: 2022
Stron: 509
Ocena: 7/10

2020/12/12

Armageddon House - Michael Griffin

"Czas postępuje, sekundy się toczą, dni nawarstwiają, żeby utworzyć chwiejny monument lat. Przestrzenie kumulują się w pionie, poziomy piętrzą się niczym przekładaniec. Jeśli pewnego dnia nastąpi moment odcięcia, po którym wszelki czas ustanie, wreszcie przynajmniej skończy się nieustanne szukanie, wchodzenie i schodzenie po schodach. Mark martwi się, że koncentrując uwagę na wewnętrznych życzeniach i nadziejach, może nie dostrzec zewnętrznych znaków, kiedy te już nadejdą".

Minipowieść Michaela Griffina została wydana w Polsce raptem kilka miesięcy po premierze oryginału. To dość odważny krok ze strony 'Dziewiątki', bo chociaż weird fiction zdobywa w naszym kraju coraz liczniejszą rzeszę fanów, nadal pozostaje gatunkiem mocno... specyficznym. Jeśli liczysz na szybką, niezobowiązującą lekturę, po przeczytaniu której poczujesz przyjemną satysfakcję to mam złe wiadomości...

"Armageddon House" zaczyna się jak typowe postapo. Do pewnego momentu, mniej-więcej 1/3 historii, praktycznie nic nie wskazuje na to, że mamy do czynienia z czymś zupełnie innym, niż fantastyka o grupce ocalałych po zagładzie. Dostajemy czwórkę bohaterów zamknięta w potężnym schronie. Dysponują zapasami wszystkiego, co niezbędne do przeżycia na wiele lat. Każdego dnia wykonują serię tych samych czynności. Jedzą, ćwiczą, odpoczywają. Żyją. Z czasem rutyna zaczyna ich irytować... Dlaczego trafili do schronu? I czemu maja robić to wszystko? Ukrywają się, żeby przeżyć? To jakaś gra? Eksperyment? Atmosfera pomiędzy poszczególnymi osobami gęstnieje, pojawia się coraz więcej pytań, nie przybywa natomiast odpowiedzi... Bohaterowie przestają sobie nawzajem ufać, a czy mogą ufać przynajmniej samym sobie?

Weird fiction to zdradziecki gatunek. Wszystko do pewnego momentu wydaje się logiczne i normalne, aż następuje <zgrzyt>. Pytasz siebie: "WTF?!" i czytasz dalej... Bo dalej znowu jest normalnie. Do czasu. Jak zawsze. W pewnym momencie 'nienormalności' jest więcej niż 'normalności'. Pytań też jest coraz więcej, znacznie więcej niż odpowiedzi. Wydaje mi się, że każdy zinterpretuje "Armageddon House" w inny sposób, bo to taka trochę książka-lustro. Jest sporo symboliki, dużo nieoczywistości, szczególnie w końcówce, która gwałtownie oddaje cały zmagazynowany w opowieści niepokój. A kiedy masz już w głowie wystarczająco dużo palących pytań i udzielił ci się paranoiczno-depresyjny, ponury nastrój - wtedy książka się kończy. :) Co autor chciał ci przekazać? Nie wiem. Ale teraz zaczniesz myśleć, o tym jak postrzegasz rzeczywistość. Czy twoi najbliżsi są w istocie tacy, jak w twojej głowie? Nie kreujesz tam przypadkiem kogoś zupełnie innego? Co stanie się jutro z twoim dzisiejszym 'ja'? Ufasz swoim wspomnieniom? "Armageddon House" mimo niepozornego oblicza całkiem nieźle miesza w głowie. Im dłużej myślę o tym, co przeczytałem, w tym bardziej złowieszcze rejony się zapuszczam. Po lekturze bliżej człowiekowi do wku#wienia niż podświadomie oczekiwanej satysfakcji. Chcesz wiedzieć jak to właściwie jest to sobie przeczytaj i na tym koniec, bo zostajesz sam, nie będzie wyjaśnień jak ich sobie nie zrobisz. 

To była moja pierwsza książka z "Dziewiątki" i nie mam zastrzeżeń co do wydania. Okładka ładna, nawet ma skrzydełka, czcionka optymalnej wielkości, sam fakt publikacji cenionego autora współczesnego weirdu również jak najbardziej godny pochwały. Lektura na jeden wieczór - rozkmina na kilka nocy. Taki interes.

"Armageddon House" - Michael Griffin
Wydawnictwo: Wydawnictwo IX
Rok wydania: 2020 
Stron: 110
Ocena: 7/10

2020/05/13

Meta Noir - Adam Deka

"Skąpane w ropie strzępy ciała, zniekształcone fragmenty tkanek przekłutych implantami, druty, przerośnięte od sterydów i hormonu wzrostu serce, a także kilka innych organów dało się jeszcze wyodrębnić wzrokiem w karaluchowym potoku, który momentalnie unicestwił Guya Gibsona. W tej samej chwili z drugiego końca korytarza wpadło dwóch mężczyzn. Jednocześnie wydobyli spod lotniczych, czarnych kurtek broń maszynową".

Adam Deka jest autorem dwóch książek wydanych przez Dom Horroru: debiutanckie "Wije" traktują o morderczych wijach (taaa), natomiast "Splunę ci w pysk" to historia nawiedzonej... suwnicy (rodzaj dźwigu wykorzystywany w halach przemysłowych). Jak widać autorowi oryginalnych pomysłów nie brakuje, jednak tym razem zaserwował on czytelnikom rzecz oryginalną nie tylko pod względem treści, ale również formy. "Meta Noir" to mocno poryta hybryda cyberpunkowego science-fiction, postapokaliptycznego horroru i cholera wie czego jeszcze. Najlepsze jest to, że książka została ręcznie wykonana a jej nakład to raptem 100 szt. 


Na początek pierwsze wrażenia: mój egzemplarz dotarł bodaj dwa dni po zamówieniu, czyli bardzo szybko. Pod pierwszą warstwą okładki (fajny, gruby papier z fakturą i okienkiem) mamy szykowną, kolorową grafikę stworzona przez Teresę Bruska-Czerwińską. Generalnie książka jest malutka (10,5x15cm) i prezentuje się mega uroczo. Czcionka, jak na oldskulową odbitkę z maszynopisu przystało, czasami bywa grubsza niż powinna, a czasami nieco niewyraźna i 'rozmyta'. Dawno temu minęły czasy popularności podobnych publikacji, fajnie jest móc trzymać w rękach takie cudo - swoisty artefakt który autentycznie oddaje ducha przeszłości. 

Ponieważ książki powinny zachwycać nie tylko wykonaniem, ale z założenia treścią, wypadałoby żebym się jakoś odniósł do tej ostatniej... A nie jest to rzeczą łatwą, bo "Meta Noir" to lektura intensywnie drenująca umysł. Czytelnik zostaje rzucony w wir akcji bez żadnej 'gry wstępnej'. Pokrótce - w przyszłości powierzchnia planety uległa skażeniu, życie przeniosło się pod ziemię. Społeczeństwo podporządkowane jest zaawansowanej technologii. Zbuntowany programista Filip - miłośnik analogowych książek i kofeiny, postanawia zburzyć bieżący porządek. Jednocześnie do Ziemi zbliża się ganimedejska flota (w dużym uproszczeniu), a jej zamiary nie są do końca znane. Istnienie futurystycznej rzeczywistości staje pod znakiem zapytania...

Przyznaję - ciężko mi było wgryźć się w tą historię. Mnóstwo akcji, złożona wizja świata (z wieloma naprawdę intrygującymi pomysłami), nieco chaotyczna narracja, musiało minąć parę chwil zanim się w tym odnalazłem. Chwilami rozgorączkowana, psychodeliczna narracja z miejsca przywiodła mi na myśl dzieła Wiliama S. Burroughsa (zgodnie z zajawką reklamującą "Meta Noir" w sieci), taki wizjonerski bełkot który, o ile nie poświęci się mu wystarczającej uwagi, będzie głównie bełkotem, a nie nabuzowaną falą emocji zmiatającą wszystko co stanie jej na drodze. Takie klimaty się albo lubi, albo odbija się od nich jak od ściany. Pod płaszczykiem szalonego s-f, chwilami brutalnego, z niewyszukanym, bezceremonialnym humorem, mamy przemyconą treść zawierającą zadziwiająco dużo ideologicznych rozkmin. W normalnych warunkach raczej wątpię, żebym zaczął się zastanawiać nad poruszanymi tutaj kwestiami... Całkiem mi się to spodobało, jedyny zarzut to ciut za duży chaos. Gdyby całą powieść delikatnie 'wygładzić' i uporządkować (?), na pewno stała by się o wiele bardziej przystępna w odbiorze. Jeśli jesteście zainteresowani - szukajcie informacji na FB albo piszcie na maila podanego pod zdjęciem.

xeromorphfan@gmail.com

"Meta Noir" - Adam Deka
Wydawnictwo: XEROMORPH
Rok wydania: 2020
Stron: 168
Ocena: 7/10
PUBLIKACJA WYDANA NA PRAWACH RĘKOPISU
LIMIT NAKŁADU: 100 SZTUK

2020/02/17

Jestem legendą / Piekielny dom / Człowiek, który nieprawdopodobnie się zmniejszał - Richard Matheson

"Ruszyła korytarzem. Mężczyzna o dzikim spojrzeniu pochylał się nad plecami nagiej kobiety. Była martwa, miała szyję owiniętą linką, fioletową twarz i wytrzeszczone oczy. Florence wbiła zęby w dłoń. Krew ściekała jej po ustach i do gardła. Postacie zniknęły, gdy dotarła do drzwi kaplicy. Przed nimi siedział w kucki jakiś mężczyzna. Miał bladą twarz i wyglądał na odurzonego narkotykami. Trzymał przy ustach odciętą ludzką dłoń i ssał jeden z palców. Florence ugryzła się w rękę. Postać zniknęła. Florence naparła na drzwi i otworzyła je pchnięciem." - "Piekielny dom"
Nareszcie! Po kilkunastu latach od pojawienia się pierwszych plotek, po kilku latach od nieco bardziej oficjalnych "zapowiedzi" - oto i ona. Pięknie wydana książka z genialną zawartością. Na ten zbiór naprawdę warto było czekać.

klik

"Jestem legendą"

Ponadczasowa klasyka. Powieść, która zachwyca czytelników od blisko 70-ciu lat. Poprzednie wydanie (2008 rok) ostatnimi czasy można było kupić jedynie z drugiej ręki, i to po cenach dwa razy wyższych niż cały ten zbiór. Jeśli ktoś nie zna - jest okazja, żeby nadrobić. No i najważniejsze: książka > film. A film jest bardzo dobry jakby nie patrzeć. 9/10

"Piekielny dom"
Powieść pierwotnie wydana w 1971 roku, po raz pierwszy w polskim przekładzie. Najlepsza historia o nawiedzonym domu, jaką dane mi było do tej pory przeczytać. Pomysł banalnie prosty - czworo ludzi kontra jeden nawiedzony dom. Ale jak dobrze to jest napisane! Milioner u kresu życia zatrudnia dr Lionela Barretta do zbadania, czy życie po śmierci jest możliwe. Odpowiedzi ma szukać w najbardziej nawiedzonym domu Ameryki - niesławnym domu Belasco, znanym także jako Hell House. Doktorowi Barrettowi towarzyszy żona - Edith, oraz wyznaczeni przez zleceniodawcę pomocnicy: spirytystka Florence Tanner oraz Benjamin Franklin Fischer - medium, który cudem ocalał z poprzedniej ekspedycji do Piekielnego domu 30 lat wcześniej. Powieść ma raptem 240 stron, i od początku do końca trzyma w cholernym napięciu. Dr Barrett uparcie wierzy w teorie naukowe bagatelizując zagrożenie, Florence za bardzo ufa swoim zdolnościom, Fischer woli nie ryzykować kolejnego starcia z domem, a Edith nawet nie wie przed czym ma się bronić, więc wydaje się łatwą ofiarą... No i sam dom. Z przerażającą przeszłością, przesiąknięty złem, coraz śmielej zabiera się za swoich nowych gości... Świetny klimat, dynamiczne tempo, wyraziste postacie, bardzo brutalne momenty (nie spodziewałem się, że będzie tak ostro!), satysfakcjonujące zakończenie. Wszystko, czego można wymagać od porządnej powieści grozy.  9/10

"Człowiek, który nieprawdopodobnie się zmniejszał"
Na skutek niefortunnego zbiegu okoliczności, główny bohater zapada na dziwną chorobę - codziennie kurczy się o 1/7 cala. Narracja skupia się na jego "ostatnich chwilach"- uwięziony w piwnicy własnego domu próbuje przetrwać, tymczasem poluje na niego... pająk, a 'dzień zero' nieubłaganie się zbliża... Równolegle cofamy się w czasie, żeby być świadkami powolnego upadku człowieka. Bohater systematycznie traci nie tylko wzrost, ale też własną godność, poczucie bezpieczeństwa i nadzieję, że proces uda się zatrzymać. Autor porusza kilka nieoczywistych, ale jak najbardziej realnych problemów dotyczących tytułowej postaci. Momentami jest strasznie, momentami smutno... A jak człowiek zacznie się nad tym zastanawiać, to już w ogóle jest nie za wesoło. Podobny motyw mamy w "Chudszym" S. Kinga, z tym, że tamta historia nie wywarła na mnie tak dołującego wrażenia jak dzieło Mathesona. 8/10


*** OPOWIADANIA ***

"Koszmar na wysokości dwudziestu tysięcy stóp" - podczas służbowego lotu, mężczyzna dostrzega coś na skrzydle samolotu. To "coś" ma ewidentnie złe zamiary... Na początku historia wydawała mi się zbyt absurdalna, jednak zanim się obejrzałem - wsiąkłem. :)

"Test" - opowiadanie powstało w 1954. Rok 2003 - ludzie w podeszłym wieku przechodzą specjalne testy na swoją 'przydatność' w społeczeństwie. Kto nie zaliczył - zastrzyk i do piachu. Mroczna wizja przedstawiona w bardzo intymny sposób. Robi wrażenie.

"Człowiek, który nie lubił świąt" - bardzo krótka historyjka, której udaje się zaskoczyć czytelnika w dosłownie kilku ostatnich zdaniach.

"Montaż" - smutna opowieść o pisarzu, który miał marzenie. Marzenie, które niestety się spełniło. Oryginalna narracja, motyw zabawy czasem i zakończenie, które mimo swojej przewidywalności wypadło świetnie.

"Dystrybutor" - facet wprowadza się do nowego domu, na przestrzeni kilku tygodni zamienia życie swoich sąsiadów w piekło. Krok po kroku, nie wzbudzając większych podejrzeń... Uwaga, jest kilka brutalnych scen.

"Tylko umówione wizyty" - opowiadanie ma tylko dwie (!) strony. Widać tutaj kunszt Mathesona. Prosty pomysł przekuł w ciekawą i zaskakującą historię. Jak myślisz, co robi Twój fryzjer z obciętymi włosami? Na pewno je wyrzuca? A jeśli nie? Właściwie to one nadal są częścią ciebie...

"Guzik, guzik" - małżeństwo dostaje zagadkowe pudełko i kuszącą ofertę - jeśli wcisną guzik, ktoś na świecie umrze. Ale dostaną za to 50 tysięcy dolarów. Mężczyzna jest stanowczo przeciwny takiej zabawie, natomiast jego żona... Cóż, perspektywa sporych pieniędzy robi swoje.

"Pojedynek" - bezkresna amerykańska droga, śpieszący się na spotkanie główny bohater i prześladujący go szaleniec w wielkiej ciężarówce. Gęsta atmosfera, niesamowite napięcie.

"Mucha" - znużony człowiek wypełnia swoje biurowe obowiązki. Do momentu pojawienia się małej, wrednej muchy. Próby pozbycia się latającego intruza wymykają się spod kontroli. Jeśli szybko się wkurzasz, zobaczysz w głównym bohaterze bratnią duszę. 😆

* * *

Cóż tu pisać. Do tej pory twórczość Richarda Mathesona była totalnie ignorowana przez polskich wydawców. Dwie powieści i raptem kilka opowiadań rozrzuconych po różnych antologiach, to wszystko na przestrzeni kilkudziesięciu lat... Bieda z nędzą. Chwała wydawnictwu MAG za tę książkę. Matheson zostawił po sobie jeszcze wiele dobrego, legendarny pisarz stał się inspiracją dla niezliczonej rzeszy artystów. Tak, ten człowiek jest legendą. Mijają kolejne dekady, a jego twórczość się nie starzeje. Mało tego - jej echa widać w całej dzisiejszej popkulturze. To absolutna klasyka, często dość ponura, bo rozgrzebująca mroczną stronę człowieczeństwa, jednak dostarczająca niezapomnianych wrażeń. Polecam z całego serca.

"Jestem legendą / Piekielny dom / Człowiek, który nieprawdopodobnie się zmniejszał"
Richard Matheson
Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2020
Stron: 752
Ocena: 9/10

2020/01/04

Zmiana świateł - Marcin Popielarski

"Wisielec, zwyczajem wszystkich wisielców świata, wisiał. Dyndał na gałęzi drzewa upiornie uśmiechnięty, kołysany łagodnymi podmuchami wiatru. Na jego napuchniętej, sinej twarzy o wybałuszonych, pociętych krwawą pajęczynką oczach zastygł wyraz bezbrzeżnego strachu zmieszanego z wcale nie mniej bezbrzeżnym zdumieniem".
"Zmiana świateł" okazała się mega pozytywnym zaskoczeniem. "Trzy różne gatunki, trzy różne historie. Przerażające, a jednocześnie pełne humoru. Czarnego humoru". Opis z okładki nie kłamał. Zanim uzasadnię swój entuzjazm, kilka słów o fabule poszczególnych opowiadań:
"APTEKA" - postapokaliptyczna 'współczesność', dwóch znajomych - Wiśnia i Pietrucha (jakie ksywy:) stara się dotrzeć do ukrytego w pewnym garażu "skarbu". Oczywiście wszystko po drodze układa się bardzo źle...
"TROPICIELE" - świat w takich trochę średniowiecznych/fantasy klimatach - gdzieś tam trwa wojna, dużo mieczy, koni i krwi. Geskaar po latach powraca do rodzinnego Dormend, jego śladem podąża grupa czterech jeźdźców zwiastujących kłopoty...
"ZMIANA ŚWIATEŁ" - przyszłość, raczej nieodległa, zwyczajny pracownik korporacji przez przypadek staje się szoferem grupy złodziei...

klik

"APTEKA"
- mocno realistyczne postapo. Bardzo brutalne i brudne, adekwatne do nieciekawej rzeczywistości. Taka właśnie powinna być literatura postapokaliptyczna. Bohaterowie - świetnie napisani, charakterystyczni, każda postać ma cięty język, mimo sporej ilości czarnego humoru, zakończenie jest po prostu... straszne. Nie w sensie 'warsztatowym',  tylko pod względem swojej dosadności. Najpierw jest WTF?! a po chwili człowiek sam siebie pyta 'czego się ku#wa spodziewałeś, w takim świecie chodzi tylko o przetrwanie, no nie?'. Taki realizm robi wrażenie. Przynajmniej na mnie zrobił. Natomiast co by ZE MNĄ zrobił strach o własne życie - chyba lepiej nie wiedzieć. 

"TROPICIELE" - całkiem przewrotne opowiadanie. Główny bohater niejednoznaczny, co fajnie wygląda w zestawieniu z zakończeniem. Znów sporo czarnego humoru i ciętego języka. Generalnie nie przepadam za klimatami 'fantasy' ale tutaj wszystko dzieje się na tyle dynamicznie, że zanim się obejrzałem był już koniec. Przydałaby się jakaś kontynuacja... :) Dodatkowy plus za sugestywną i fajnie wymyśloną scenę finałowej walki.

"ZMIANA ŚWIATEŁ" - najkrótsze z opowiadań, chyba też najbardziej potrzebujące jakiegoś rozwinięcia. Za dużo pytań bez odpowiedzi. Wymyślony świat ma potencjał, jest kilka ciekawych wizji na futurystyczną rzeczywistość. Podobnie jak w poprzednich opowiadaniach - czarny humor, dosadny język, prowokowanie do zastanowienia się nad ludzką moralnością... Solidny wstęp do pełnoprawnej powieści, jeśli by taka powstała - czytałbym.

Z technicznego punktu widzenia, książka jest napisana bardzo sprawnie. Niby taka niepozorna, jednak dopracowana. Przekonujące opisy, wyraziste postacie, mocne dialogi - wszystko jest na swoim miejscu i działa jak należy. Momentalnie wsiąkłem w opowieść. Do tego ponury humor, który idealnie trafił w mój gust. Czego chcieć więcej? Widać, że autor bardzo lubi 'militarne' tematy, na szczęście nimi nie przytłacza (na pewno by mógł). Patrząc na okładkę, zupełnie nie spodziewałem się, że będzie aż tak ostro. Stawiałem, że "Zmiana świateł" to raczej taka przygodówka dla młodzieży czy coś... Pozory mylą - nigdy nie wolno o tym zapominać. Według mnie, Marcin Popielarski zaliczył bardzo udany debiut (z tego co mi wiadomo, jest to debiut). Facet ma swój styl, udanie łączy charakterystyczny, zjadliwy humor z historią, która posiada znaczny ciężar emocjonalny. Dobrze się bawiłem, ale czuję pewien niedosyt... Tak to jest przy mocno angażujących wyobraźnię opowiadaniach, które się nagle, bezdusznie kończą. Najdłuższe ("Apteka"- moje ulubione) ma raptem 121 stron, więc... Czekam na 'pełny metraż' autora, a wszystkich niezdecydowanych zachęcam do zapoznania się z jego twórczością, nie będziecie zawiedzeni!

"Zmiana świateł" - Marcin Popielarski
Wydawnictwo: Wydawnictwo AlterNatywne
Rok wydania: 2019
Stron: 292
Ocena: 7,5/10

Wydawnictwo AlterNatywne

2019/05/16

Księga M - Peng Shepherd

"Wówczas też zrozumiałam, jak działa Zapomnienie. Dlaczego czasami my, bezcieniści, po prostu o czymś nie pamiętamy, a dlaczego czasami coś się zmienia: bo istnieje różnica między sytuacją, w której zapomina umysł, a sytuacją, w której zapomina serce. Im więcej znaczy wspomnienie, tym więcej jest warte dla ciebie - i dla tego, kim jesteś. Serce odpuszcza z większym trudem. Ale co się dzieje, kiedy nie chcesz pożegnać się z czymś kruchym, co jest ci odbierane? Rozciąga się. A potem odrywa".
Indie, Brazylia, Panama. A później reszta świata. Niewytłumaczalna przypadłość sprawia, że ludzie tracą swoje cienie, a następnie wspomnienia. Zapominają kim są ich najbliżsi, zapominają kim są oni sami. Że trzeba jeść, oddychać... Po kilku latach od wybuchu epidemii Zapomnienia świat nie jest już taki jak dawniej. Ory i Max ukrywają się w opuszczonym hotelu, coraz trudniej przetrwać w zrujnowanym świecie, na domiar złego Max traci cień i pod nieobecność Ory'ego odchodzi. Mężczyzna stara się ją odnaleźć.

W fantastyce postapokaliptycznej bardzo cenię sobie realizm. Wiecie - surowa relacja z rozpadającego się świata. Im bardziej fikcja jest bliska rzeczywistości, tym lepiej. Przynajmniej dla mnie. A "Księga M"? Ta książka ma w sobie mnóstwo magii. Nie nazwałbym tego minusem, jednak warto wiedzieć, z czym potencjalny czytelnik będzie miał styczność. UWAGA! - SPOILER ALERT - UWAGA! Ta informacja ma dość istotny wpływ na odbiór książki. Ludzie którzy ulegają pokusie Zapomnienia, mają wpływ na rzeczywistość. Np. ktoś zapomina o jakimś miejscu, i to miejsce znika. Ktoś zapomina, że zwierzęta nie potrafią mówić, i może z nimi rozmawiać. Taka koncepcja jest ciekawa, owszem, ale też bardzo odważna, gdyż niesie za sobą nieograniczoną liczbę skrajnie absurdalnych konsekwencji. KONIEC - KONIEC - KONIEC. "Księga M" ma nieco 'bajkowy' klimat przywodzący na myśl "Stację Jedenaście", chociaż nie brakuje w niej brutalności. Z drugiej strony przywodzi na myśl "Wiek cudów" i jego kameralny, melancholijny nastrój. Bohaterowie tracą coraz istotniejsze wspomnienia, żyją, ale przestają być sobą, kurczowo próbują uchwycić się znikających wspomnień... Dopóki pamiętają.

http://katedra.nast.pl/literatura/
okladki/ksiegaM-large.jpg
 Wracając do fabuły - mamy Ory'ego próbującego odnaleźć ukochaną Max - i to jest 'rdzeń' całej historii. (Max 'rozmawia' z Orym nagrywając się na dyktafon). Oprócz tego jest jeszcze spora gromadka innych postaci - doktor Zadeh usiłujący rozgryźć fenomen Zapomnienia z pomocą swojego pacjenta - cierpiącego na amnezje wsteczną mężczyzny nazywanego Amnezjakiem, młoda irakijka Naz oraz jej siostra - Rojan, Ursula - która kieruje wozem kempingowym przewożąc grupę ocalałych, Hemu - pierwszego człowieka który stracił swój cień... Jest sekta, która ma własną interpretację tego, czemu ma służyć Zapomnienie, są pomniejsze kulty, trochę indyjskich legend i coś, co daje nadzieję tym, którzy jeszcze pamiętają - Nowy Orlean a w nim "Ten, który gromadzi". Szansa na ocalenie? A może zwykłą plotka?

Akcja "Księgi M" rozwija się raczej powoli, autorka prowokuje czytelnika do własnych przemyśleń, poświęcając przy tym sporo uwagi na zgłębianie psychiki bohaterów. Oczywiście są też dynamiczne momenty i całkiem epickie kawałki, jednak w ogólnym rozrachunku obcujemy z czymś głębszym, nie z tanią rozrywką a pozycją dość ambitną, przystępną w odbiorze a jednocześnie skłaniającą do refleksji. Czym są wspomnienia? Czym MY jesteśmy dzięki nim i czym bylibyśmy bez nich? Wydaje mi się, że "Księga M" to idealny materiał na wieloodcinkowy serial dla jakiegoś Netflixa czy innego Amazona. Sporo wątków, ciekawi bohaterowie, problem który dotyczy wszystkich ale na różne sposoby, no i magia...

Tak. Magia. Te 'magiczne' momenty nieco mnie irytowały. Bo z jednej strony mamy fajnie przedstawione dramaty bohaterów, a z drugiej zdarzenia które niewiele wnoszą, a jednak zmieniają postrzeganie historii. Być może to celowy zabieg. Muszę przyznać, że zakończenie jest zaskakujące chociaż gdyby obedrzeć je, jak i całą książkę, z nadprzyrodzonych akcentów (pomijając ideę utraty cienia i wspomnień) to "Księga M" spodobałaby mi się jeszcze bardziej. No ale to już co kto lubi. Może się czepiam. W końcu czego ja chcę od fantastyki? ;) Autor jest bogiem i może sobie stworzyć cokolwiek zechce...

"Księga M" - Peng Shepherd
Wydawnictwo: Burda Media Polska
Rok wydania: 2019 (oryginał 2018)
Stron: 464
Ocena: 7,5/10

Wszyscy grzesznicy krwawią - S.A. Cosby

"(...) A teraz siedział na ganku z butelką whisky i strzelbą do tłumienia zamieszek na kolanach. Chmury się rozstąpiły i od dawna już m...