Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty

2026/02/21

Wszyscy grzesznicy krwawią - S.A. Cosby

"(...) A teraz siedział na ganku z butelką whisky i strzelbą do tłumienia zamieszek na kolanach. Chmury się rozstąpiły i od dawna już martwe gwiazdy rozświetliły niebo widmową poświatą. O uwagę Titusa walczyły żaby, świerszcze i nocne ptaki. Nie sypiał długo nawet wtedy, kiedy mógł, więc założył, że posiedzi tak do wschodu słońca. On na ganku, ojciec w łóżku, z rewolwerem w ręku - w końcu dotarła do niego groza tego, co się stało."

"Wszyscy grzesznicy krwawią" to już trzecia książka autora, którą miałem przyjemność przeczytać. Przyznaję - jestem fanem. Dostałem wszystko to, na co liczyłem: charakterystyczny styl, złożone postacie, zawiłe dylematy moralne. Mam wrażenie, ze to wszystko jest coraz bardziej podkręcone z powieści na powieść. 

źródło: klik!

Szkolna strzelanina burzy pozorny spokój w hrabstwie Charon. A to dopiero początek chaosu. Śledztwo odkrywa serię zabójstw, których ofiarami były dzieci. Czarnoskóry szeryf Titus Crown tropi mordercę, próbując jednocześnie zachować porządek w miasteczku. Nie wszystkim mieszkańcom zależy na dotarciu do prawdy. Tymczasem zamaskowany oprawca rzuca wyzwanie szeryfowi.

S.A. Cosby po raz kolejny nie bierze jeńców. Istotny element który przewija się w jego powieściach, to  temat rasizmu. A ten, chociaż trudno to przyznać, ma się zadziwiająco dobrze. Główny bohater musi walczyć nie tylko z niebezpiecznym psychopatą, ale również z niechęcią części społeczeństwa, które obiecał chronić. Postać Titusa jest skomplikowana i niejednoznaczna, czuć ciężar, z jakim zmaga się bohater. Cosby pozwala czytelnikowi mieć wątpliwości, nie dzieli ludzi na dobrych i złych, ale takich, którzy w kryzysowej sytuacji mogą udowodnić, że mają serce po właściwej stronie. Bardzo podobało mi się stopniowe ujawnianie tej mroczniejszej strony Titusa - poczucie winy po śmierci matki, żal do ojca, relacja z bratem oraz dawną miłością. "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni". Kolejnym ważnym wątkiem jest kwestia wiary, tutaj doceniam wyczucie autora, w pewnym momencie wróciłem myślami do pierwszego sezonu "Detektywa". Wrażliwsi czytelnicy powinni mieć świadomość pojawiających się tutaj brutalnych, naturalistycznych opisów. Zaskakująco brutalnych, jeśli mam być szczery, szczególnie, że dotyczących dzieci. "Wszyscy grzesznicy krwawią" to z jednej strony taka "męska" literatura, surowa, dynamiczna, z bezlitośnie pędzącą akcją, a z drugiej rzecz dająca do myślenia, wielowarstwowa, niepozbawiona specyficznej dla Cosby'ego szorstkiej wrażliwości. I właśnie dlatego jestem fanem.

"Wszyscy grzesznicy krwawią" - S.A. Cosby
Wydawnictwo Agora
Rok wydania: 2025 (oryginał: 2023)
Stron: 408
Ocena: 8/10

2026/02/16

Dziewczyna z konbini - Sayaka Murata

"(...) Uwielbiałam ten moment. Czułam, że wtedy zaczyna się dla mnie dzień. Melodyjka informująca, że ktoś wszedł do środka, brzmiała dla mnie jak bicie kościelnych dzwonów. Kiedy otwierałam drzwi prowadzące z zaplecza do sklepu, rozświetlona przestrzeń już na mnie czekała. Działający bez przerwy, niezawodny, idealnie normalny świat. W tę rzeczywistość wierzyłam. W świat zamknięty w pełnym światła pudełku".

Jakiś czas temu "Ziemianie" Sayaki Muraty dość często przewijały się na Instagramie, książka budziła spore emocje więc i ja się nią zainteresowałem. Przeczytałem gdzieś sugestię, że rozsądnie zacząć znajomość z autorką od "Dziewczyny z konbini", tak też zrobiłem.

źródło: klik!

Trzydziestosześcioletnia Keiko połowę swojego życia spędziła jako pracownica konbini. Pracownica nie byle jaka, bo w pełni oddana swojej roli. Kobieta i sklep tworzą symbiotyczny związek. Keiko doskonale odnajduje się w rzeczywistości konbini, dostrzega wszystkie jej niuanse, błyskawicznie reaguje w maksymalnie zoptymalizowany sposób. Inaczej jest w życiu poza pracą. Bliscy dziewczyny uważają ją za społecznie nieprzystosowaną. Dziewczyna nie ma partnera, dzieci, nie robi kariery. Z czasem wymyślone "wymówki" przestają być wystarczające, otoczenie Keiko wywołuje na niej coraz większą presję. Wtedy pojawia się szansa na zaspokojenie cudzych oczekiwań.

Wiecie co jest najlepsze w tej historii? Że w pewnym momencie dołączyłem do grona osób, które oczekują od bohaterki zachowań innych niż ta prezentuje. Dałem się złapać, zacząłem oceniać i sądzić. Wszyscy wiemy jak wygląda świat. Nie chcemy być samotni, balansujemy miedzy potrzebą akceptacji a możliwością bycia sobą, szukamy kompromisów. "Dziewczyna z konbini" to książka która zachęca do refleksji, chwilami błyskotliwa, chwilami groteskowa, momentami może zbyt oczywista ale nadal warta uwagi. 

"Dziewczyna z konbini" - Sayaka Murata
Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2025 (oryginał 2016)
Stron: 168
Ocena: 7,5/10

2026/01/28

Dzwon nie bije nikomu - Charles Bukowski

"Barry, którego nie widziałem od dwóch lat, zadzwonił i zapytał, czy chcę przelecieć jego teściową. Odparłem, że tak, zanotowałem, gdzie mieszkają, wsiadłem do samochodu i pojechałem. Było to gdzieś przy autostradzie do San Berdo, dość daleko ode mnie. Znalazłem ulicę, dom, zaparkowałem i wysiadłem. Barry siedział na schodach od frontu i pił piwo. Przywiozłem cztery sześciopaki. Weszliśmy do domu i Barry zaczął wkładać puszki do lodówki.
– Matka ma taką samą cipę jak córka. Pieprzyłem się z obiema. Nie ma żadnej różnicy.
– Jeśli nie ma różnicy, to wezmę córkę.
– Odpierdol się – rzekł Barry. – Chodź, są z tyłu".

Oto wchodzimy na ścieżkę chaosu. Przed lekturą opowiadań należy koniecznie przeczytać poprzedzający je wstęp autorstwa Davida Stephena Calonne'a. Czynność tę należy powtarzać zawsze wtedy, kiedy czytelnik poczuje się zagubiony. Czyli często. Dzięki uprzejmości Oficyny Literackiej Noir sur Blanc miałem przyjemność zapoznać się z najnowszym polskim tłumaczeniem utworów Charlesa Bukowskiego. Nie była to lekka przeprawa, przyznaję, ale gdyby była lekka - po co miałbym właściwie to czytać?

źródło: klik!

"Dzwon nie bije nikomu" to zbiór krótkich utworów (44 sztuki), które pierwotnie były publikowane w latach 1948-1985. Spora część z nich nie ma tytułów. Niektóre sprawiają wrażenie, jakby nie miały początku lub zakończenia (wróć do wstępu). Ale za to są rysunki samego Bukowskiego! Niezbyt wiele, ale kilka jest. Dominujące motywy? Kobiety, seks i alkohol, a jakże. Z tym, że zawsze jest coś jeszcze. Te historie, choć z pozoru grubiańskie, zawsze mają jakieś drugie dno. 

Czego tutaj nie ma... Oprócz "klasycznych" opowiadań, jest np. postawiony na głowie western, kryminał w krzywym zwierciadle, trollowanie pacjentów na oddziale psychiatrycznym czy tragikomiczny opis dnia pracy w sklepie dla dorosłych. Kilka wątków przewija się więcej niż raz: konfrontacja z demonicznymi zwierzętami (gigantycznym wieprzem albo szaloną małpą), kafkowskie porwania i przesłuchania, uprowadzenia samolotów przez zdemoralizowanych porywaczy (w tym jedno z elementami science-fiction i powalającym plot twistem). Charles Bukowski to synonim literackiej nieprzewidywalności. W charakterystycznym, bezkompromisowym stylu pastwi się nad ludzkimi słabościami, prowokuje tak, aby podrażnić nasze pragnienia i lęki, oraz zwrócić uwagę na ogólną absurdalność ludzkiego życia. Krytykuje ówczesny rząd i politykę (wojna w Wietnamie), kościół katolicki, a w opowiadaniu "Brzydki figiel spłatany Bogu" w cudowny sposób rozprawia się z nazizmem. 

Uwielbiam rynsztokowy humor Bukowskiego, co się uśmiałem to moje. Zazwyczaj te niewybredne żarty okazują się zaskakująco błyskotliwe. Podobnie jak w powieści "Kobiety", pojawia się tutaj sporo... wątpliwych moralnie zdarzeń, a kilkukrotnie dochodzi do opisów przemocy seksualnej. Radzę mieć to na uwadze. "Dzwon nie bije nikomu" dostarczył mi rozmaitych emocji, często skrajnie różnych. Od rozbawienia po zadumę. Od fascynacji po zniesmaczenie. Polecam przetestować na własnym organizmie. 

"Dzwon nie bije nikomu" - Charles Bukowski
Wydawnictwo: Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Rok wydania: 2025 (wydanie angielskie 2015)
Stron: 320
Ocena: 7/10

2024/12/30

Kolczaste łzy - S.A. Cosby

 "(...) – Mój brzuch. Widzę moje flaki. – Słowa Gremlina były tak ciche i lekkie, że omal nie porwał ich wiatr. Grayson i Kopuła podeszli do śmiertelnie rannego towarzysza. Gremlin nie miał dolnej połowy brzucha, a z miejsca po niej, jak wysmarowane tłuszczem węgorze, wypływały wnętrzności. Leżał w kałuży krwi i gówna tak dużej, że można by się w niej wykąpać. Jego nogi wyglądały jak paluszki chlebowe upieczone przez ślepego piekarza".
Brutalna, 'męska' literatura i poetycki język? Wchodzę w to. Mam słabość do poetyckiego języka. (Pewnie dlatego nadal lubię słuchać starych, rockowych ballad, jakkolwiek naiwne by nie były;). 
Ike i Buddy Lee to dwóch gości w średnim wieku z przestępczą przeszłością. Poznają się w niezbyt miłych okolicznościach - podczas pogrzebu swoich synów. Brutalnie zamordowani mężczyźni byli małżeństwem. Zarówno Ike, jak i Buddy Lee nie akceptowali ich związku. Teraz nie potrafią zaakceptować własnej ignorancji. Ich chłopcy nie żyją. Śledztwo utknęło w miejscu. Co pozostało?

źródło: [klik]

Ike - małomówny, czarnoskóry właściciel firmy ogrodniczej, obecnie przykładny obywatel. Przed laty, podczas odsiadki dorobił się wymownego pseudonimu - Furiat. Buddy Lee - samotny, nieco zaniedbany miłośnik trunków, mieszkający w przyczepie, z ciętym poczuciem humoru i słabością do kobiet. Bohaterów sporo rożni, ale jedno ich łączy. Chęć zemsty za wszelką cenę. Ustalmy to od razu: tak, zgadza się, to są dobrze znane motywy. Książki, seriale, filmy. Nic nowego. Od początku można przewidzieć, jak to się wszystko potoczy. Zapyziałe bary, gangi motocyklowe, pościgi, bójki, strzelaniny i co tam jeszcze. Czym więc ta książka się wyróżnia? Na pewno językiem. Chociaż  nie brakuje bluzgów i mowy potocznej, to S.A. Cosby ma tendencję do uderzania w piękne, poetyckie tony. Skutek? Podobało mi się, bo (jak już wspomniałem) jestem po prostu łasy na takie coś. Ale uczciwie muszę przyznać, że było kilka momentów, kiedy autor przeszarżował. Jeśli czytam więcej niż raz, że coś było tak ostre, że można by tym kroić chleb, silnik "zadieslował" a kolczaste okazały się nie tylko łzy, ale też np. słowa - cóż, jakiś tam zgrzyt mimowolnie zarejestrowałem. Czepianie się mam za sobą, więc co dobrego tutaj poza ładnym językiem... Tempo. Zero dłużyzn, czysta akcja, niechętnie przerywałem lekturę. (Gdybym tylko  na co dzień czytał z takim zaangażowaniem). Kolejny plus - dość mocna eksploracja tematu zaakceptowania cudzej odmienności. Kolor skóry, orientacja seksualna, status materialny. Bez taniego moralizatorstwa, z kilku płaszczyzn, bardzo spoko. Ostatni plus to postać Buddy'ego Lee. Urocza bezczelność, zaskakująca wrażliwośc, no, z kimś takim człowiek chętnie pogadałby o tym i owym przy piwie. Podsumowując - "Kolczaste łzy" to solidny, literacki akcyjniak, z którego można wyłuskać coś więcej, i dzięki temu nie zapomnieć o książce wraz z przeczytaniem jej ostatniej strony. Kolejna powieśc autora - "Asfaltowa pustynia" jest zrobiona na tych samych patentach. Ale i tak po nią sięgnę. I też przypadnie mi do gustu. 

"Kolczaste łzy" - S.A. Cosby
Wydawnictwo: Agora
Rok wydania: 2024 (oryginał 2021)
Stron: 368
Ocena: 7/10
 

2024/10/13

Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz - Annie Jacobsen

"Broń nuklearna redukuje ludzką zaradność i pomysłowość, miłośc i pożądanie, empatię i intelekt do kupki popiołu. W tej chwili szoku i rozpaczy najbardziej przerażające jest uświadomienie sobie, jak odtąd będzie wyglądało naszy życie. Potem przychodzi gorzka konstatacja, że nikt bie zrobił nic znaczącego, aby zapobiec wybuchowi nuklearnej trzeciej wojny światowej. Że to wszystko wcale nie musiało się wydarzyć. A teraz jest już za późno".

Temat zagłady ludzkości interesuje mnie od zawsze. Wybuch wojny nuklearnej to scenariusz unicestwienia świata, na który może załapać się każdy z nas. Wystarczy nieco ponad godzina, żeby doszło do "wymiany ognia" na masową skalę. Żeby się odrodzić, Ziemia będzie potrzebowała ponad dwudziestu tysięcy lat. Błogosławieni ci, którzy zamienią się w sadze w momencie wybuchów. 

źródło

Nie wiem jak to działa na was, ale jak dla mnie istnienie broni nuklearnej to idea która rozwala mózg. Przecież to jest absolutnie szalone. Cześć, jesteśmy ludzką cywilizacją. Może i nie potrafimy skonstruować paczki chipsów którą łatwo rozerwać wzdłuż, mamy za to technologię umożliwiającą w przeciągu pół godziny spalić dowolne miasto na innym kontynencie do gołej ziemi. Pytanie retoryczne do ludzkości - czy ty jesteś ku#wa normalna? Śmiem wątpić.

"Wojnę nuklearną" czyta się doskonale. Autorka połączyła tytaniczną pracę dziennikarską z suspensem godnym najwyższej próby dreszczowców. To właśnie balans między natężeniem drobiazgowych szczegółów a pędzacą akcją jest największym atutem tej ksiązki. Dzięki niemu ilość przedstawionych informacji nie przytłacza, a dynamiczne tempo hipotetycznej wizji przyszłości czyni jej lekturę nieodkładalną. Nie jestem wielkim miłośnikiem literatury faktu, jednak kiedy zaserwowana jest w tak zręczny sposób - po prostu przepadam. Jeśli nie macie jeszcze nuklearnej hekatomby na liście swoich fobii - serdecznie polecam zapoznanie się z tą książką. 

"Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz" - Annie Jacobsen
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2024 
Stron: 496
Ocena: 9/10

2024/09/16

Teatro Grottesco - Thomas Ligotti

"Stałem dość blisko Grossvogela spoczywającego na noszach skrytych w cieniach prowizorycznej kliniki. Był środek nocy i pojękiwania Grossvogela nieco zelżały, a w ich miejsce pojawiło się coś, co podówczas brałem za deliryczne rojenia. Podczas tego podniosłego majaczenia artysta kilkukrotnie wspomniał zjawisko, które określił mianem „wszechogarniającego cienia". Próbowałem go uspokoić, mówiąc, że to tylko kiepskie oświetlenie korytarza, ale nawet mnie własne słowa wydały się dość obłąkane, zwłaszcza w obliczu zmęczenia spowodowanego wydarzeniami tamtego wieczoru, zarówno w galerii, jak i na izbie przyjęć nędznego szpitala. Po chwili już tylko stałem obok chorego, nasłuchując jego mamrotów, ale nie reagując na deliryczne i coraz dłuższe wypowiedzi o „wszechogarniającym cieniu, od którego rzeczy stają się tym, czym nigdy nie chciały być” lub „poruszającej wszystkim ciemności, nakazującej rzeczom czynić to, czego nigdy nie chciały czynić". Thomas Ligotti "Cień, ciemność"

Po kilku latach mentalnych przygotowań i czekania na odpowiedni moment, w końcu stwierdziłem, że oto nadszedł. Oficjalnie mogę dołączyć do grona osób zachwyconych twórczością Thomasa Ligottiego. 

Jakiś czas temu miałem koszmarny sen. Coś znacznie gorszego niż 'zwyczajne' koszmary. Z grubsza chodziło w nim o to, że prawdopodobnie dałem się zauważyć jakiejś niesprecyzowanej obecności, czemuś permanentnie złemu. Nie brzmi zbyt widowiskowo, prawda? A jednak obudziłem się autentycznie przerażony. Do dziś czuje dyskomfort ilekroć pomyślę o tym śnie. Co by było, gdybym stanął oko w oko z tym bytem? W ogóle bym się obudził?

źródło: klik!

"Teatro Grottesco" to zbiór opowiadań podzielony na 3 rozdziały, o wdzięcznych tytułach: ZABURZENIA, ZDEFORMOWANIA oraz ZNISZCZENI I ZGNĘBIENI (ostatni rozdział jest według mnie najlepszy). Wydaje mi się, że żeby w pełni poddać się ciemności którą roztacza Ligotti trzeba posiadać pewne szczególne cechy. Jeśli nie depresyjną naturę, to przynajmniej nastrój. To nie jest rzecz, która prowadzi skądś dokądś, to jest coś, czym się nasiąka. Wiecie, coś jak z piosenkami o miłości. Każdy może ich słuchać, ale żeby poczuć ich istotę, to już trzeba być zakochanym (najlepiej nieszczęśliwie). Zakładam, że od twórczości Ligottiego można się albo odbić, albo w niej zatracić . I wracać. Żeby przyglądać się rzeczom, widzianym pierwotnie jedynie kątem oka. W tych słowach ciągle jest COŚ JESZCZE. Sugestia, która mrozi krew w żyłach.

Co mnie zaskoczyło podczas czytania, to spora ilość absurdalnego humoru. W kontekście ogólnego wydźwięku całej książki, ten humor nie tylko bawi, ale również przeraża. Albo nawet bardziej przeraża niż bawi. Kolejną charakterystyczną cechą, jest częste użycie precyzyjnego, powiedziałbym - urzędowego języka. Jakby narrator ograniczał w ten sposób pole do ewentualnych dyskusji. Nie żebym jako czytelnik w cokolwiek tutaj wątpił. Choć samych pytań paradoksalnie rodzi się całe mnóstwo. Niesamowite jak można tak klarownie i sugestywnie pisać o tak nieuchwytnych rzeczach. Dawno nie przeżywałem tak intensywnie żadnej książki. Dawno żadna książa tak mnie nie zdołowała i urzekła jednocześnie. 

Tym razem nie będę, jak mam w zwyczaju, opisywał pobieżnie poszczególnych opowiadań. Ale żeby przekonać niezdecydowanych, wspomnę o kilku motywach, które zwracają uwagę. Czego. Tutaj. Nie ma. 🤯 Detektyw hermafrodyta. Sparaliżowany chłopiec o przeszywającym spojrzeniu. Czerwona Wieża w której produkowane są upiorne gadżety (np. sztuczna dłoń, której nocą wyrastają bardzo długie paznokcie, wrastające z powrotem podczas gdy ktoś chce je obciąć [WTF?!]). Leczenie arachnofobii okultyzmem. XD Koszmarna procesja nawiedzająca zapomniane miasteczko (koszmarna, czyli w tym przypadku wyjęta wprost z koszmaru lub będąca idealnym materiałem na koszmar, vibe "Silent Hill"). Fałszywe wspomnienia z motywem podobnym, jakiego doświadczyłem we śnie o którym wcześniej wspominałem, ZANIM poznałem opowiadanie w którym się pojawia (!). Zgon poprzez zadławienie się rączką lalki. A na  koniec poznajemy tajniki wszechświata oraz całą prawdę o tym, cóż to za siła napędza wszelkie istnienie...

Powiem tak - siadło mi to pięknie. Obawiałem się, że lektura mnie przerośnie, ale nie - ona przerosła moje oczekiwania co do literackiej grozy w ogóle. Zostałem pożarty, przeżuty i wypluty. Drugi zbiór i esej Ligottiego w kolejce, ale potrzebuje chwili oddechu od takich doznań. :) 

"Teatro Grottesco" - Thomas Ligotti
Wydawnictwo: Okultura
Rok wydania: 2014 (oryginał 2006)
Stron: 278
Ocena: 10/10

2024/07/16

Z szynką raz! - Charles Bukowski

"Moje własne sprawy wyglądały równie źle i ponuro jak w dniu, w którym przyszedłem na świat. Z tą różnicą, że od czasu do czasu mogłem się już napić, chociaż nie tak często, jak bym chciał. Tylko picie ratowało człowieka przed wiecznym otępieniem i poczuciem, że jest się do niczego. Przez resztę czasu życie tylko stale kłuło i szarpało. Nie widziałem w nim nic ciekawego, nic a nic. Ludzie byli ostrożni, tkwili w wąsko zakreślonych ramach. Nie mieściło mi się w głowie, że do końca życia mam się zadawać z takimi piździelcami. Boże, mieli sraki, narządy płciowe, usta i pachy. Srali, gadali i byli drętwi jak końskie łajno. Dziewczyny z daleka mogły sie podobać, kiedy słońce podświetlało ich sukienki i włosy. Ale wystarczyło podejśc bliżej i posłuchać, co im wycieka ustami z mózgownic. Człowiek miał wtedy ochotę złapać pistolet maszynowy, wykopać sobie ziemiankę i już z niej nie wychodzić. Wiedziałem, że nigdy nie dam rady być szczęśliwy, ożenić się, mieć dzieci. Nie nadawałem się nawet na pomywacza".

Rok 2024 jest rokiem Charlesa Bukowskiego. Możliwe, że o tym nie wiecie - w końcu ustaliłem to chwilę temu. Niewiele jest książek które potrafią mnie w taki sposób zaangażować, niewielu jest bohaterów, którzy budzą we mnie tak różne emocje. Mój maraton z Bukowskim trwa, dostarczając mnóstwa zabawy, śmiechu, ale też chwil gorzkiej zadumy.

W "Z szynką raz!" Henry Chinaski opowiada o swoim życiu od momentu pierwszych dziecięcych wspomnień, aż do ukończenia szkoły, wyprowadzenia się z domu i symbolicznego wejścia w dorosłość. Nie była to łatwa egzystencja. Pozbawiony wsparcia rodziców, z ojcem tyranem oraz dość obojętną matką, pełen kompleksów, od najmłodszych lat dręczony w szkole, dorastający w czasach kryzysu... No cóż, Henry nie miał najlepszych warunków żeby wyrosnąć na 'porządnego człowieka'. Właściwie nie poszło mu najgorzej. Inna sprawa, że Henry nigdy tak na prawdę nie chciał zostać kolejną jednostką wrzuconą, wykastrowaną i wyplutą przez system. A presja była spora, setki razy słyszał pytanie - jak Ty sobie zamierzasz poradzić w życiu?

źródło: klik!

Chinaski to postać o specyficznej wrażliwości. Od najmłodszych lat trudno mu było znaleźć mityczne 'swoje miejsce'. Sfera jego życiowych marzeń, które z grubsza polegały na znalezieniu jakiejś zacisznej dziury po wejściu do której wszyscy dali by mu święty spokój, również nie sprzyjała budowaniu relacji międzyludzkich. Na dodatek odstręczająca fizyczność, która dla wielu była wystarczającym argumentem żeby omijać go szerokim łukiem. Podczas lektury można zauważyć, jak wraz z wiekiem Henry zamienił się z dręczonego dzieciaka w gościa, który bez problemu mógłby dręczyć innych. Jednak stare 'nawyki', takie jak awersja do ludzi czy negowanie rzeczywistości w formie, w jakiej ludzie ją sobie budują - one pozostały bez zmian. 

Odradzam tę ksiązkę posiadaczom co wrażliwszych żołądków - jest tutaj kilka naprawdę obrzydliwych scen, chociażby żywe opisy walki z trądzikiem (kiedy próby egzorcyzmów zawiodły) czy perspektywa odbycia inicjacji seksualnej z matką kolegi. No cóż, życie. Dla równowagi nie brakuje humoru, w typowym dla Bukowskiego stylu (trafia idealnie w mój gust). Henry jest mi bliski z jeszcze jednego powodu - prawdopodobnie dzielę z tą postacią sporą część zaburzeń psychicznych. :) Po prostu go rozumiem. Inne czasy, inny świat, ale marzenia i lęki całkiem podobne.

Ostatnia scena książki ma miejsce w pasażu z automatami do gier w dniu ataku Japończyków na Pearl Harbor. Główny bohater zaprasza do gry w bokserów przypadkowego chłopca. Ulice miasta pustoszeją. Mimo, że zawodnik dzieciaka ma uszkodzoną rękę, udaje mu się pokonać  w pierwszej rundzie Henry'ego. Po chwili wahania, przegrany godzi się na rewanż. Ten krótki fragment to taki literacki odpowiednik rozumienia się z kimś bez słów. Cała treść mieści się w tej milczącej chwili. Piękna sprawa.

"Z szynką raz!" - Charles Bukowski
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Rok wydania: 2022 (oryginał 1982)
Stron: 320
Ocena: 9/10

2024/07/12

Piękno i smutek - Yasunari Kawabata

" – Poczułem twój zapach – powiedział po chwili.
– Mój zapach?
– Zapach kobiety.
– Ach tak. Jest gorąco... To musi być nieprzyjemne.
– Przeciwnie. Nie chodzi o upał. To piękny zapach kobiety. 
Chodziło o woń, którą kobieca skóra wydziela , gdy czuje przyjemnośc dotyku kochanka. Dzieje się tak zawsze, nawet u młodych dziewcząt, i działa nie tylko pobudzająco, ale także kojąco, przynosząc mężczyźnie uczucie spełnienia. Jak gdyby skryte przyzwolenie kobiety emanowało z jej ciała".
Ktoś się spodziewał ambitnej literatury TUTAJ? ;) Zachęcony niezwykle pozytywną opinią przeczytaną na IG i pełen nadziei na emocjonalną szprycę która wypełni moją wewnętrzną pustkę, sięgnąłem po krótką powieść japońskiego noblisty. Powiem tak - nie pochłonął mnie zachwyt, jednak jestem usatysfakcjonowany a sama historia z czasem coraz ciekawiej rozbrzmiewa w głowie.

źródło (klik)

Ōki - pisarz po pięćdziesiątce, pragnie posłuchać noworocznych dzwonów w towarzystwie swojej dawnej kochanki. Ponad dwadzieścia lat temu połączyło go z szesnastoletnią wówczas Otoko płomienne uczucie, które niestety zakończyło się gwałtownie, smutno i tragicznie. Ōki napisał książkę o tym romansie, co zapewniło mu sławę i rozpoznawalność. Otoko stała się cenioną malarką, nigdy nie zapomniała o mężczyźnie który obudził w niej miłość, ale też stał się źródłem nieznośnego cierpienia. Jest ktoś jeszcze - Keiko. Uczennica Otoko z którą łączy  ją intymna relacja, dziewczyna stabilna jak czarnobylski reaktor nr 4 na chwilę przed wybuchem, pełna szaleńczej pasji, nieprzewidywalna i pałająca rządzą zemsty na człowieku, który przed laty tak głęboko zranił jej nauczycielkę. 

Yasunari Kawabata pisze w charakterystycznym stylu - prostym, oszczędnym, pełnym elegancji, wyszlifowanym ze wszystkiego co zbędne, pozbawionym nadmiernego patosu a jednocześnie taktującym o potężnych uczuciach. Pisząc o emocjach łączących poszczególnych bohaterów, wchodzi im bardzo głęboko w głowę, drobne niuanse pozwalają nam dostrzec ulotne, nieoczywiste i złożone przeżycia które nimi targają. Kilkukrotnie poruszany temat postrzegania sztuki przez odbiorcę nasuwa pytanie, czy nie dotyczy on również relacji międzyludzkich? Czy to, co chcemy przekazać spotyka się ze zrozumieniem? A może zostaje odebrane jako coś zupełnie innego... To dość niepokojące i ciekawe. Japończycy są generalnie dobrzy w emocje. Jeśli jest mowa o smutku, to czujemy się jak w towarzystwie demontora, jeśli jest mowa o namiętności, to wchodzimy w płomienie ocierając się o jej istotę. Zastanawiam się, czy to, co w moim odczuciu jest wręcz perwersyjne, nie wynika jedynie z różnicy kultur. Chociaż fetysz polegający na czyszczeniu komuś uszu to ewidentna przesada. :D 

Ta książka jest jak Keiko, jedna z jej głównych bohaterek. Z zewnątrz piękna i łagodna, niepozorna, wewnątrz wrząca od namiętności, pozbawiona zdrowego rozsądku. Muszę też wspomnieć o upiornym zakończeniu, ok - w pewnym momencie można się domyślać finału, mimo to, zrobił on na mnie duże wrażenie. "Piękno i smutek" udowadnia, że warto sięgać po japońską prozę, jest to rzecz bez wątpienia godna uwagi, coś, co faktycznie się przeżywa.

PS Podoba mi sposób, w jaki przedstawiono tutaj motyw LGBT, uczucie między dwojgiem ludzi, nic ponadto. Podobnie rzecz się miała w "Dniach bez końca" Sebastiana Barry'ego. 

"Piękno i smutek" - Yasunari Kawabata
Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 2024 (oryginał 1965)
Stron: 220
Ocena: 8/10

2024/06/09

Dni bez końca - Sebastian Barry

"Myślę sobie tak: John Cole jest za duży na tego muła. Myślę o wszystkich miastach i miaseczkach, w których nie byłem; nie wiem nawet, kto tam mieszka, nikogo tam nie znam i nikt nie zna mnie. Ta, John Cole jest za duży na tego muła. Jakby muł i John Cole nie pochodzili z tego samego świata. Potem John Cole naciąga kapelusz na oczy. Nic wielkiego. Opuszcza rondo kapelusza w świetle księżyca. A wokół ciemne drzewa. I sowy. To nic nie znaczy. Będzie ciężko odnaleźć się w świecie bez niego. Tak myślę. W tej części kraju widuje się spadające gwiazdy co dwie albo trzy minuty. Widać przyszła ich pora. Szukają siebie, jak wszystko inne na świecie".

Nie wiem jak to się stało, ale ta książka zupełnie mi umknęła. Przez jakieś 5 lat nie miałem pojęcia o jej istnieniu. Mam słabość do klimatów Dzikiego Zachodu (uogólniając), zwracam uwagę na tytuły zawierające ten motyw, a jednak "Dni bez końca" przeoczyłem. Całe szczęście, że wreszcie udało mi się naprawić to rażące zaniedbanie.

źródło: [klik]

Historię poznajemy z perspektywy Thomasa McNulty'ego, który snuje opowieść o swoim niełatwym, choć nie pozbawionym szczęśliwych momentów życiu. Jako dzieciak cudem przetrwał podróż do Stanów Zjednoczonych uciekając z dotkniętej klęska głodu Irlandii, w nowym kraju poznaje Johna Cole'a, młodzieńca zagubionego podobnie jak on sam, z którym połączy go więcej niż przyjaźń. Chłopcy zarabiają na życie w dość oryginalny sposób - w przebraniach kobiet zabawiają tańcem i samą swoją obecnością bywalców szynku w jednym z górniczych miasteczek. Niestety - czas nie oszczędza nikogo, bohaterowie dorastają i zwyczajnie nie mogą dalej w przekonujący sposób odgrywać swoich ról. Postanawiają wstąpić do armii. Żołnierskie życie zapowiada się całkiem obiecująco, jednak rzeczywistość szybko weryfikuje zbytni optymizm. Pogromy Indian, walki w wojnie secesyjnej, wszechobecna śmierć i zniszczenie. Gdzieś w tym wszystkim los splata ścieżki Thomasa i Johna z indiańską dziewczynką, którą postanawiają się zaopiekować. W ten sposób tworzą nietypową, jednak szczęśliwą rodzinę.

Potrzebowałem chwili żeby złapać rytm podczas lektury, specyficzny język ze sporą ilością archaizmów może drażnić, w ogólnym rozrachunku okazuje się być jednym z atutów powieści. Coś, co od początku rzuca się w oczy (i mimo wszystko zaskakuje natężeniem) to naturalistyczne opisy. W opozycji do wstrząsających scen mamy wrażliwego narratora, skorego do przemyśleń dotyczących istnienia, często posługującego się nieco poetyckim językiem. Dla mnie to połączenie idealne. Tego szukam w książkach. I cholernie się cieszę kiedy to znajduję. Poszukiwanie swojego miejsca w życiu, własnej tożsamości, akceptacja cudzej odmienności i tej wewnątrz nas samych, braterstwo, lojalność, pięknie opisana miłość, absurdalność wojen, ślepe oddanie idei - o tym (między innymi) jest ta książka, ale nie po to, by prawić morały. Bo tak naprawdę to po prostu wspomnienia pewnego Irlandczyka, jednego z wielu, którego los potoczył się tak a nie inaczej. Człowieka, który chciał być szczęśliwy u boku ukochanego. Kogoś, kto doszukiwał się piękna i spokoju w brutalnej rzeczywistości. 

"Dni bez końca" to była świetna przygoda. Pochlebne opinie nie okazały się przesadą. Tytuł wskakuje do grona moich ulubionych książek, dziwnym trafem większość jest w westernowych klimatach. :) Po takiej książce człowiek czuje się bogatszy w środku. Było trochę adrenaliny, było trochę wzruszeń, była odrobina humoru. Końcówka kruszy serce, ale czy łamie je na dobre, czy odpuszcza, to już musicie sobie sprawdzić sami. Sporym minusem jest słaba dostępność tytułu, plusem zaś jego kontynuacja (którą akurat można kupić bez problemu). Polecam się zainteresować.

"Dni bez końca" - Sebastian Barry
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2019 (oryginał 2016)
Stron: 288
Ocena: 9/10

2024/05/27

Po zbutwiałych schodach - Anna Musiałowicz

"(...) Gdy dostrzegłem, że wielu starych ludzi nie czeka na kwitek z ZUS-u z banknotami, a na dziesięć minut rozmowy, które rozjaśnią samotność, nie potrafiłem – wraz z odejściem z pracy na poczcie – odejść i od nich. Zasuszeni jak liście między kartkami codzienności, na chwilę odzyskiwali blask, gdy ktoś poświęcił im trochę uwagi. To nie upływający czas wysysał z nich życie, lecz świadomość, że stali się niepotrzebni". 

Ściany szepczą. Kartki tej książki szepczą. Czy to już pora udać się do specjalisty? Niekoniecznie. Jedne i drugie łatwo zignorować. Ale wtedy nie poznamy historii, która cierpliwie czeka na słuchacza. Bez nas szepty ulecą w przestrzeń, zmarnują się, przepadną. To jak? Wchodzimy? Stopnie nie wyglądają najlepiej, ale powinny utrzymać nasz ciężar...

źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=889995386473740&set=pb.100063898601771.-2207520000&type=3&locale=pl_PL

Czwarta powieść Anny Musiałowicz zabiera czytelnika do rozpadającej się, opuszczonej kamienicy. Prawie opuszczonej, bo został tutaj jeszcze jeden mieszkaniec, jej dawny dozorca. Starszy mężczyzna dalej dba o budynek, przynajmniej na ile pozwalają mu siły, tych ma niestety coraz mniej. Ostatniego mieszkańca kamienicy odwiedza emerytowany listonosz. A wtedy zaczynają dziać się rzeczy, więc warto usiąść wygodnie, i pozwolić szeptom wybrzmieć.

Trzy mieszkania, trzy historie, trzy dramaty. I jeszcze jedna opowieść, ale wszystko w swoim czasie. Poniewierana przez agresywnego męża żona, dwaj chłopcy siejący terror w okolicy, ignorowana przez małżonka kobieta która pragnie miłości. Każda z tych postaci potrzebuje odrobiny uwagi, jedni ją otrzymują, drudzy woleliby nie, gdyby wiedzieli czyją uwagę na sobie skupią. Pierwsza historia szokuje brutalnością i gwałtownością, druga doskonale niepokoi (kurz w słońcu to fotony - złoto:), trzecia budzi smutek, współczucie i pokazuje jak nieprzewidywalny jest los.

Anna Musiałowicz snuje swoją opowieść tak jak zawsze - z elegancją, ale też charakterystyczną zadziornością. Przejmująco, ale z humorem. Gawędziarski styl hipnotyzuje, usypia czujność żeby niepostrzeżenie co i rusz uderzyć grozową nutą. Powieść została sprytnie przemyślana, porozrzucane wcześniej części składają się finalnie w nową, zaskakująca całość. Nieprzerwanie czuć także ducha upływającego czasu, co prowokuje do pytań o naturę wspomnień, roli perspektywy z jakiej patrzymy na przeszłość oraz szalonych algorytmów wedle których nasze mózgi kreują wspomnienia minionych zdarzeń.

"Po zbutwiałych schodach" - Anna Musiałowicz
Wydawnictwo: Stara Szkoła
Rok wydania: 2024
Stron: 240
Ocena: 8/10

2024/05/26

Kobiety - Charles Bukowski

"KOBIETY. Podobają mi się jaskrawe barwy ich ubrań, podoba mi się ich chód. I to okrucieństwo dostrzeżone naraz na twarzy którejś z nich. I niemal czyste piękno na innej twarzy, tak bardzo, tak zniewalająco kobiecej. Mają nad nami przewagę: potrafią dokładniej wszystko sobie obmyślić, są lepiej zorganizowane. Kiedy faceci oglądają mecze futbolowe, popijają piwo lub grają w kręgle, to one, kobiety, myślą o nas w skupieniu, uczą się mężczyzn i podejmują decyzje – czy nas zaakceptować, porzucić, wymienić, zabić czy po prostu opuścić. W ostatecznym rozrachunku nie ma to większego znaczenia; cokolwiek zrobią, i tak czeka nas jedynie samotność i szaleństwo".

Moje trzecie spotkanie z Henrym Chinaskim. Niekończąca się seria romansów. W "Faktotum" Henry poszukiwał roboty, w "Kobietach"... miłości? Zdaje się, że z robotą szło mu lepiej, a i tak nie było zbyt kolorowo. 400 stron seksu, alkoholu, wspólnych posiłków i awantur. 

źródło: https://www.noir.pl/produkt/3411/kobiety

Po porzuceniu pracy listonosza, nasz główny bohater stał się pisarzem na pełen etat. Walenie w klawisze maszyny do pisania pozwala mu jakoś wiązać koniec z końcem. Henry śpi do późna, pije i pisze przez resztę czasu, nieraz wygra trochę gotówki na wyścigach konnych, ogląda walki bokserskie, okazjonalnie lata po kraju żeby poczytać swoją poezję na wieczorach autorskich... Być może byłby szczęśliwym facetem, gdyby nie jego wielka słabość - tak, kobiety.

Nie liczyłem ile kobiet pojawia się w tej książce, gdzieś w połowie straciłem rachubę. Jedne przewijają się przez całą powieść, inne mają tylko swoje krótkie epizody. Stuknięte furiatki, narkomanki, dziwki, kobiety sukcesu, prawdziwe damy, oddane przyjaciółki, nieobliczalne świruski... I pośród nich Henry, który lotem najebanej ćmy za każdym razem wpada dokładnie w płomień. 

"Nie chcę być interesujący, to zbyt trudne. Pragnę jedynie miękkiej, mglistej przestrzeni, w której mogę żyć, i jeszcze żeby zostawiono mnie w spokoju. Z drugiej strony, kiedy się upijam, krzyczę, wariuję, tracę panowanie nad sobą. Jeden rodzaj zachowania nie pasuje do drugiego".

Poszukiwanie szczęścia? Skłonności masochistyczne? Deficyt moralności? Zbieranie materiałów do kolejnych utworów? Brak kontroli nad własnym popędem seksualnym? Pewnie wszystkiego po trochu i jeszcze więcej. Postawa Henry'ego raczej nie powinna być dla nikogo wzorem, daleki jestem nawet od akceptacji niektórych jego zachowań, ale czego nie można odmówić tej postaci to wiarygodności i dystansu wobec siebie. Podczas lektury miałem nawet ochotę się trochę oburzyć, że no jak to tak?! Tylko, że z czasem dotarło do mnie, że nawet najbardziej chamski motyw nie pojawia się tutaj bez celu. Czy raczej <nie zostaje przemilczany> bez celu. Bo wiecie - wszyscy jesteśmy dobrymi ludźmi, co nie? A że czasem zdarzy nam się zrobić jakieś świństwo...

"Czułem się niemal zawiedziony, ponieważ wyglądało na to, że kiedy stres i szaleństwo zostaną wyeliminowane z mego codziennego życia, pozostanie niewiele, nz czym można by polegać".

To nie jest książka, która przyniesie mężczyźnie oświecenie w kwestii kobiet (czy ktoś by pogardził?). Pewnie mogłaby być o połowę krótsza, z niewielką stratą dla całości. Można ją uznać za amoralny bełkot alkoholika. Ale czyta się doskonale, jest pełna humoru, porusza nieoczywiste tematy, dotyczące nie tylko relacji damsko-męskich ale życia w ogóle. Jest po prostu prawdziwa, pełna niuansów, mimo tej odpychającej, brutalnej wierzchniej warstwy. Chinaski nie stara się nikogo pocieszyć, nie stara się nikogo dobić, pije, pisze, pieprzy, przewraca się, wstaje, jest w tym coś na równi żenująco tragicznego co heroicznego. Nadal pozostaje fanem autora, właściwie to coraz większym. I to jest rzecz chyba głównie dla fanów. Zawsze można dołączyć.

"Kobiety" - Charles Bukowski
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Rok wydania: 2022 (oryginał 1978)
Stron: 400
Ocena: 8/10

2024/05/09

Wilkołak Jones i synowie. Czary zjary 6 - Simon Hanselmann i Josh Pettinger

Każdego dnia oddalamy się od Boga. :l Jeśli myślicie, że to komiks o śmiesznych pieskach które przeklinają to cóż, nie do końca. Lajkujecie rzeczy za  które traficie do piekła, nawet o tym nie wiecie bo nie czytacie postów. :D Moja przygoda z serią "Czary zjary" zaczęła się całkiem niedawno od drugiego tomu (na jedynkę cały czas poluję, niby wisi na Vinted ale może innym razem;) gdzie zostałem mentalnie zdeptany. Rozdźwięk między tymi pokracznymi rysunkami a powagą treści jest ogromny. Czytasz i to w Tobie zostaje. Co najlepsze - nie sądzę żeby komukolwiek z twórców szczególnie zależało na moralizatorstwie. Nawet jeśli, to tego nie czuć. Czuć za to powalający autentyzm.

źródło: https://www.facebook.com/photo/?fbid=822558339890837&set=pcb.822558416557496

O czym w ogóle są "Czary zjary"? Gdybym miał tę serię opisać możliwie jak najkrócej: o emocjach leczonych najróżniejszymi patologiami. Bohaterowie reprezentują cały przekrój lęków, chorób psychicznych i uzależnień. Zabawna konwencja to jedynie zasłona dymna. Miałem momenty zupełnego ZANIEMÓWIENIA podczas czytania tych komiksów, to dowód na ich druzgocącą treść. Ok, a o czym jest "Wilkołak Jones i synowie?". Jak w tytule. Jones mógłby wyruszyć w podróż z bohaterami "Lęku i odrazy w Las Vegas" gdyby tylko mieli odwagę go ze sobą zabrać. ;) Wspólną imprezę należałoby rozpocząć od uporządkowania prywatnych spraw i wykupienia kwatery na cmentarzu żeby nie obciążać zbytnio rodziny. Tytułowy bohater jest kwintesencją haju - istotą której nie da się zatrzymać, nie da się też przewidzieć kierunku i celu w którym podąża. Jones czuje na karku oddech nadciągającej zagłady więc musi być szybszy. Na dodatek ma trójkę dzieci (oficjalnie). 

Właśnie, synowie Jonesa. Totalne przeciwieństwa. Wrażliwy Jaxon który chciałby mieć normalny dom, dręczony w szkole, nie potrafiący odnaleźć się w świecie w którym przyszło mu żyć, oraz Diesel - ten wdał się w tatę (co nie oznacza, że nie ma uczuć), może i potrafi  dźgnąć kogoś nożem z zaskoczenia, jednak w całej swojej nieprzewidywalności wspiera i broni brata. Powiedzieć, że chłopaki wiodą przejebany żywot to jak nic nie powiedzieć. Coś w stylu zabawy w berka na polu minowym. I w tej przytłaczającej patologii są dobre emocje, jakieś przebłyski, dzięki którym nie da się patrzeć na rodzinę Jonesa w sposób, w jaki się ją widzi. To zaskakujące, a im dłużej się człowiek przygląda, tym więcej zaczyna dostrzegać. 

Czego nauczyła mnie lektura tego komiksu? Kilku rzeczy. [Uwaga, teraz będą śmieszki tylko dla wtajemniczonych].

1. Podczas gry w plucie należy wziąć pod uwagę działanie grawitacji - to twój największy sojusznik lub wróg.
2. Można parkować na chodniku, wystarczy się odrobinę wysilić.
3. Rodziny się nie wybiera.
4. Jeśli chcesz sfingować własną śmierć - użyj samolotu. Latanie nie jest wcale takie trudne.
5. Marzenia się spełniają, trzeba jedynie dobrze je sprecyzować, zanim przeistoczą się w koszmar.

"Czary zjary" to seria którą albo się kocha, albo się nią gardzi. Nic pomiędzy. Wybrałem pierwszą ścieżkę, bo uważam że jeśli chce się szukać jakiejś prawdy o ludziach, to właśnie tam, gdzie człowieczeństwo zaczyna zanikać. Wiecie, wilkołak Jones tylko bywa wilkołakiem, a Jonesem jest zawsze. 

PS Propsy dla wydawcy za porządną robotę pełną niespodzianek oraz dla tłumacza za kreatywne wykonanie niełatwego wyzwania. 

"Wilkołak Jones i synowie. Czary zjary 6" - Simon Hanselmann i Josh Pettinger
Wydawnictwo: Timof Comics
Tłumaczenie: Michał Toński
Rok wydania: 2024 (oryginał 2023)
Stron: 104
Ocena: 9/10

2024/04/17

Faktotum - Charles Bukowski

"Niedzielę były najlepsze, ponieważ nikt nie stał mi nad głową, i wkrótce zacząłem brać ze sobą półlitrową butelkę whiskey, żeby lepiej nam się pracowało we dwójkę. Niestety pewnego razu, po jakiejś ciężkiej nocnej popijawie, butelka spłatała mi figla: film mi się urwał. Po powrocie do domu pamiętałem mgliście fragmenty jakichś odbiegających od rutyny działań, w jakie się tego wieczoru angażowałem, ale jak było naprawdę, nie byłem w stanie sobie przypomnieć. Następnego ranka, przed pójściem do pracy, opowiedziałem o tym Jane.
– Obawiam się, że mam przejebane. Ale może jestem przewrażliwiony".

Fakt, że sięgnąłem po twórczość Bukowskiego okazał się doskonałą decyzją. Zdaje sobie sprawę, że szalone przygody alkoholika nie potrafiącego zagrzać miejsca w żadnej pracy na dłużej niż kilka miesięcy (i to tylko wtedy, kiedy można w owej pracy 'walić w ch#ja') może się wydawać niezbyt ambitną lekturą, ale cóż... Uwielbiam ten humor, tę bezpośredniość i schowaną pod spodem wrażliwość. 

źródło: https://www.noir.pl/produkt/2706/faktotum

Jeśli powracające żarty o genitaliach są dla Ciebie gorszące - nie polubicie się z Henrym. "Listonosz" w porównaniu z "Faktotum" wydaje się dość subtelny. Tutaj jest ostrzej, brudniej i brutalniej. Ale też śmieszniej, odrobinę smutniej (nie bardziej niż smutne jest życie samo w sobie) i dynamiczniej. Chociaż każda historia głównego bohatera zaczyna się i kończy niemal tak samo. Hanry Chinaski szuka pracy, znajduje ją lub nie, jeśli znajduje to wkrótce zostaje wywalony lub odchodzi. Przekrój podejmowanych zajęć jest imponujący, a co mi tam, postaram się wymienić wszystkie: pakowacz w domu wysyłkowym, asystent drukarza, magazynier w sklepie z częściami samochodowymi, monter tablic reklamowych, pracownik w fabryce psich krakersów, pakowacz w sklepie z damską konfekcją, dobra - odpuszczam, to dopiero 63 strony. Jest tego sporo jak widać. Kolejne miasto, kolejny tani pokój, kolejne kobiety, szanse i porażki. Henry wie jakie jest życie, wybitnie się tym wszystkim nie zraża. Wrodzona tendencja do kombinatorstwa, wymykające się spod kontroli picie oraz zwyczajna ironia losu powodują masę absurdalnych sytuacji. Dawno się tak nie uśmiałem, choć nie zawsze było do śmiechu. Gorzki śmiech to też śmiech.

Co może być fascynującego w historii stukniętego pijaka wiecznie szukającego roboty? To nie brzmi zbyt dobrze... A jednak. Bukowski stworzył bohatera z krwi i kości, kogoś kto nie tylko wzbudził moją sympatię (oprócz drobnych zgrzytów) ale nawet na swój sposób mi zaimponował. Chinaski coś w sobie ma, jakiś dziwny rodzaj godności i takiego, bo ja wiem? Zgaszonego optymizmu? Mimo pijackich odpałów i etycznie wątpliwych zachowań, mimo kłód rzucanych mu pod nogi, całej tej niedoli, on bierze co jest i nie traci pogody ducha. Może i czasem zdarzy mu się zrobić coś skrajnie głupiego, ale komu się nie zdarza... Społeczny margines, bieda, brud, alkohol, a pośród tego zwyczajni ludzie, każdy ze swoją unikalną historią, duszą i sercem. 

Jedna książka, która potrafi rozbawić (dosłownie) do łez, przygnębić i poklepać po plecach, w której obok historii o wszach łonowych mamy rozważania nad ludzką egzystencją i nieoczywiste uwagi dotyczące naszej natury, taka niby o niczym, jednocześnie pełna treści, szczera, dająca mnóstwo satysfakcji, po lekturze której człowiek czuje się autentycznie pokrzepiony. Zachęcam do czytania i przy okazji wzniesienia toastu ku pamięci Bukowskiego, zasłużył sobie.

"Faktotum" - Charles Bukowski
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Wydanie: VI
Rok wydania: 2021 (oryginał 1975)
Stron: 240
Ocena: 8/10

2024/03/30

Listonosz - Charles Bukowski

"Wciąż jednak coś się działo. Jednego gościa przyłapano na tych samych schodach, na których zostałem wcześniej uwięziony. Przyłapano go tam z głową pod spódnicą jakiejś dziewczyny. Po czym jedna z pracownicy stołówki poskarżyła się, że wbrew obietnicy nie otrzymała zapłaty za stosunki oralno-genitalne , które odbyła z kierownikiem wydziału i trzema ekspedientami. Dziewczynę oraz ekspedientów wylano z pracy, a kierownik wydziału został zdegradowany do funkcji kierownika zmiany. Potem ja podpaliłem nasz urząd pocztowy. Zostałem wysłany do sortowania dokumentów czwartej klasy i paląc cygaro, wyciągałem plik przesyłek z ręcznego wózka, gdy jakiś gość zajrzał do wózka i powiedział: — HEJ, PALĄ CI SIĘ LISTY!".

Jakieś 13 lat temu, jako głodny życia dwudziestolatek zachwyciłem się ruchem Beat Generation. Kerouac, Ginsberg, Burroughs - czytałem żarliwie ich teksty a serce furkotało mi w klatce piersiowej jak szalone. To było coś! Dobrze wspominam tamten czas. Jak to się stało, że na fali bitnikowej zajawki nie sięgnąłem po Bukowskiego? Nie wiem. Ale jak mówią - co się odwlecze... Lata minęły, marzenia pomarły, kręgosłup napierdziela a ja czuję się jakbym wrócił po długiej nieobecności w stare, znajome strony.

źródło: https://www.noir.pl/produkt/5116/listonosz

Przed lekturą Bukowskiego warto poczynić pewne przygotowania. Należy dać sobie na wstrzymanie. Wyjąć kij z dupy. Wygodnie usiąść i wypić szklaneczkę ulubionego napoju. Pozwolić się ponieść opowieści. Jeśli po pierwszych stronach stwierdzisz, że to nie Twoja bajka - odpuść, szkoda czasu. Ale jeśli poczujesz, że narrator ma jednak coś do powiedzenia - idź w to!

Henry Chinaski zatrudnia się na poczcie. Na początku robota wydaje się całkiem łatwa, niestety szybko okazuje się, że wcale taka nie jest. Niepokorna dusza i cięty język naszego bohatera nijak jej nie ułatwiają. Noce spędzone na piciu i dupczeniu również. Konflikty z szefostwem, niekończące się dni nużącej pracy (na kacu), nadgodziny, setki, tysiące, może nawet miliony listów, romanse, denerwujące papużki i doniczki z pelargoniami spadające z półek w najmniej spodziewanych momentach... No i jeszcze wyścigi konne. To można znaleźć w "Listonoszu". Posłuchajcie tego cholernego pijaczyny i bezczelnego kobieciarza, Henry może was zaskoczyć. Dosadny język, mnóstwo humoru, odrobina bólu i szaleństwa. Przyspiesza tętno, bawi, zasmuca, pokrzepia, nawet jeśli zostawi po sobie kaca - warto. 

"Rano było rano, a ja wciąż żyłem.
Może napiszę powieść – pomyślałem.
A potem to zrobiłem".
"Listonosz" - Charles Bukowski
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Rok wydania: 2015 (oryginał 1971)
Stron: 216
Ocena: 8/10

2024/01/17

Sny umarłych 2023. Polski rocznik weird fiction

"Problem w tym jednak, że przeszłość, w której stoją fundamenty teraźniejszości, to nader mętna woda. Historia w jakimś sensie przypomina sen: przeszłość istnieje wyłącznie w umysłach, w interpretacjach i wspomnieniach podlegających prawom subiektywności i entropii. Rozumienie historii jest obarczone dokładnie tym samym marginesem błędu, co próba zrozumienia snu: ograniczona zawsze do znanego nam kontekstu, spętana przez nasze subiektywne – i bardzo selektywne – przetwarzanie. Struktura przeszłości zaciera się i rozsypuje jak struktura wspomnienia, podległą tym samym mechanizmom." - Wojciech Gunia "Dziwność dziejów"

Lekturę "Snów umarłych" zawsze traktuję jako osobiste wyzwanie. Nigdy nie jest lekka, łatwa i przyjemna. Wymaga skupienia, czasami prowadzi w zaułki z których trudno się wydostać, o ile w ogóle się da. Wizje autorów potrafią zasiać w głowie niepokój, który będzie się tam rozrastał jeszcze na długo po odłożeniu książki na półkę. Z tej konfrontacji zawsze wychodzę nieco poobijany psychicznie, ale też solidnie usatysfakcjonowany. 

"Sny umarłych 2023" kręcą się wokół motywu przewodniego, którym jest historia. Jeśli zastanawiacie się 'dlaczego?' i 'po co?', to polecam wstęp Wojciecha Guni pt. "Dziwność dziejów". Tekst można znaleźć w sieci i umilić sobie nim czas w oczekiwaniu na książkę, o ile jeszcze jej nie macie. :) Nie wypada nie wspomnieć o jakości wydania - klasa sama w sobie. Twarda, matowa okładka z czerwoną wyklejką, ponura grafika która mogłaby ilustrować zarówno pierwsze, jak i ostatnie opowiadanie w antologii. Daję notę IX/IX.

źródło: https://wydawnictwoix.pl/produkt/sny_umarlych_2023/

Sylwia Wełna "Nieznośny trud"
Opowiadanie autorki "Bóg się rodzi" było według mnie jednym z najlepszych tekstów "Snów umarłych 2021". "Nieznośny trud" to krótka historia więźnia obozu zagłady, którego zadaniem jest pozbywanie się ciał ofiar. Zdumiewające, ile emocji można upchać na kilku stronach, tym bardziej robiąc to tak swobodnie! Narrator beznamiętnie opowiadający o odpowiedniej technice wykonywania swojej pracy, w połączeniu z apokaliptyczną wizją fabryki śmierci - to robi piorunujące wrażenie. Jestem zachwycony kunsztem autorki i emocjonalnie zgruzowany treścią której doświadczyłem.

Justyna Hankus "Spadek"
Intrygująca opowieść autorki pozytywnie przyjętej powieści "Dwie i pół duszy. Folk noir". Mimo pozostawionych tropów, zakończenie skutecznie mnie zaskoczyło. Trudno wyrzucić finałową scenę z głowy...

Filip Duval "An Drochshaol"
Kolejne ponadprzeciętnie dobre opowiadanie. XIX wiek, klęska głodu w Irlandii. Już pierwsza scena rozkłada na łopatki - ojciec z synem grają sobie w grę zręcznościową z użyciem własnych zębów. WTF?! Umierający z głodu zadziorny rolnik stara się ustrzec rodzinę przed wiadomym losem. Autor zręcznie żongluje grozą, komedią i absurdem, tworząc coś zupełnie nieprzewidywalnego. Bajkowa narracja miesza się z przerażającą, brutalną wizją szaleństwa. Bardzo polecam i podziwiam.

Agata Suchocka "Artefakt"
Morska podróż zagadkowego indiańskiego artefaktu z Luizjany do posiadłości pewnego angielskiego lorda. Fajnie napisane, miło się czytało, ale niestety - zbyt zwyczajne żeby jakoś na dłużej zostało w głowie.

Krzysztof Rewiuk "Cymierman"
Wariacja na temat historii cara Piotra I. Odwrócona chronologia, holenderska dziewczynka rozumiejąca mowę wiatraków oraz zagadkowy przybysz o którym krążą zadziwiające plotki. Bardzo weirdowe, sporo dramatu, ciekawa narracja i zaskakujące zakończenie. Wyróżnia się na tle całości. 
[Na marginesie: widzę, że creepy motyw zębów jest bardzo lubiany przez autorów SU2023:]

Małgorzata Żebrowska "Za nas wszystkie"
II wojna światowa. Partyzanci zostawiają w jednym z gospodarstw swojego żołnierza. Mężczyźnie coś dolega, jednak nie bardzo wiadomo co. Tajemnicę odkrywa dziewczynka goszcząca chorego w swoim domu. Sprawnie napisane, poruszające bardzo trudny i rzadko poruszany temat. 

Marcin Mleczak "Teoria kombatanta"
Mężczyzna który na wojnie stracił ręce, staje się źródłem ideologicznego ruchu błyskawicznie ogarniającego coraz większą liczbę ludzi. Rozkminkowe, przedstawiające pewne kwestie w zupełnie innej, przewrotnej perspektywie. 

Katarzyna Ophelia Koćma "Zaplecze sklepu z psychodelią"
Wow, to było mega dziwne. Lata 60. XX wieku. Gość z Harvardu (nie byle kto;) trafia do kolebki dzieci kwiatów. Wszyscy hippisi mówią o legendarnym Ozzym, tylko - kim on tak właściwie jest? Czuć klimat bizarro. Idea staje się ciałem a poezja pokarmem. Odjechana historia. Trzeba mieć bujną wyobraźnię żeby coś takiego napisać. Dla ludzi bez bujnej wyobraźni pozostaje LSD. :)

Dariusz Ludwinek "Pomór"
Wybucha wojna. Główny bohater - taksówkarz - próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nie idzie mu najlepiej. Konfrontacja z osobistymi lękami i wspomnienia dziadka, który ucierpiał w wojnie, prowadzą głównego bohatera w odmęty szaleństwa. Dobrze oddany klimat zaszczucia i paranoi. Gęste, a jednocześnie dynamiczne. Jak na papierowy debiut to bardzo spoko.

Agnieszka Fulińska "Z rodu wilka"
Przygodowo-fantastyczna interpretacja historii o Bestii z Gévaudan. Fajny klimat, muszę przyznać, że czytało się bardzo przyjemnie. 

Aleksander Paradowski "Król niczego"
Narrator skacze w czasie ze średniowiecza, przez II WŚ do współczesności. Dużo rozkmin i wewnętrznych monologów. Nie podeszło mi. Zbyt długie, przez co stało się nużące. No ale przynajmniej ma wątek romantyczny. XD

Aleksandra Bednarska "Druga połowa nieba"
Przyznaję - nie do końca zrozumiałem ten tekst, musiałem trochę doczytać żeby zajarzyć o co mniej więcej chodzi. Losy Ostatniego cesarza Chin w końcowych latach życia, okraszone ichniejszą mitologią. Czuć pasję autorki do Dalekiego Wschodu. Wrażenie robi również lekkie pióro - przez to opowiadanie się płynie. 

Olaf Pajączkowski "Styczniowe marzenia, styczniowe koszmary"
Czasy powstania styczniowego. Sporo patriotyzmu i pytanie - czy w przyszłości ludzie będą pamiętać za co ginęli ich przodkowie?

Dagmara Adwentowska "A jak carem będziesz"
Kolejna mocno historyczna opowieść. XVII wiek, spiski i intrygi polityczne. Nie jestem miłośnikiem historii, jednak przeczytałem z zainteresowaniem. 

Adam Włodarczyk "Czeluść i wiatr"
Mroczny, klimatyczny weird. Postapokaliptyczny obraz samotnego domu pośród powalonych drzew, który z dnia na dzień stał się praktycznie odcięty od świata przez szalejącą wichurę. I nie jest to zwykły wiatr. Duszna, surrealistyczna historia, którą można interpretować na wiele sposobów.
 
Daria Banasiewicz "W twych słojach zranionych metalem znajdę wejście do jądra"
Uwielbiam takie długie, poetyckie tytuły. :) Bardzo spoko debiut. Całość jest podzielona na 3 części  które łączy miejsce akcji: Puszcza Augustowska. Przenosimy się do 1944 roku z perspektywy żołnierza, kolejna część (najdłuższa) to 1966 rok i miłośnik historii z obsesją na punkcie starego cmentarza, na koniec mamy 2022 rok i chłopaka poszukującego eksponatów do muzeum za pomocą wykrywacza metali. 

Przemysław Poznański "W tém śnie śmiertelnym"
Bardzo dziwne, jednocześnie intrygujące. Rozkminy na temat nieśmiertelności. Amputacja snów (!) i jej nieprzewidziane konsekwencje. 

Elana Gomel "Morze Słone"
Przygniatające opowiadanie o Holokauście. Mnóstwo symboliki. Podczas czytania nasuwały mi się obrazy rodem z Hellraisera. Jest tutaj jakieś dziwne połączenie obcości i realizmu. Mocny tekst. 


Sny umarłych 2023. Polski rocznik weird fiction
Praca zbiorowa pod redakcją Wojciecha Guni i Krzysztofa Grudnika
Wydawnictwo: Wydawnictwo IX
Rok wydania: 2023
Stron: 334
Ocena: 9/10

2022/11/08

Brudna robota - Marcin Popielarski

 *** WSPÓŁPRACA RECENZENCKA ***

"(...) Kula, której trajektorię Lenka przecięła własnym barkiem, przeszła dosyć daleko od płuc, najwyraźniej nie roztrzaskując żadnej kości lub niegroźnie od niej rykoszetując, bo zakładniczka wciąż była przytomna. Choć ewidentnie nie do końca świadoma tego, co się stało. Jej rozbiegane oczy wypełniały niemal w całości czarne studnie źrenic, a pierś poruszała się rytmicznie w górę i w dół niczym respirator z uszkodzonym potencjometrem. Dyszała z taką intensywnością, że mogłaby nadmuchać balon stratosferyczny w mniej niż pięć minut. Jednocześnie zgrzytała szczękami na podobieństwo łańcucha ślizgającego się po źle nasmarowanej zębatce".

Jakieś 2,5 roku temu przeczytałem bardzo udany debiut Marcina Popielarskiego pt. "Zmiana świateł". Tytułowa historia aż prosiła się o jakieś rozwinięcie. Oto i ono. W "Brudnej robocie" oprócz wspomnianego opowiadania, dostajemy cztery nowe, dzięki czemu mamy okazję znacznie lepiej poznać świat wykreowany przez autora. 

"Zmiana świateł" - zostajemy wrzuceni w sam środek świata przyszłości, którego rozwój niekoniecznie poszedł w dobrym kierunku. Pewien pracownik korporacji, do bólu zwyczajny facet, na skutek fatalnego zbiegu okoliczności staje się kierowcą grupy przestępców. Finał dosadnie pokazuje, że głównym bohaterem nie jest nasz nieszczęśnik, a właśnie wspomniani przestępcy. Jeśli coś można zarzucić tej historii, to fakt, że dzieje się w niej naprawdę dużo i wiele kwestii pozostaje bez wyjaśnienia.

"Shitty job" - ekipa kierowana przez Alberta, w skład której wchodzą: pyskata Szyszka, karzeł Wazon, podstarzały elektryk Trafo, wielkolud Koniu oraz haker Klocek, podejmuje się wykonania podejrzanego zlecenia. Grupa musi odbić kogoś ważnego z miejsca znanego jako Labirynt. Zakończenie, podobnie jak w "Zmianie świateł", wprowadza czytelnika w niezłą konsternację... Dodatkowy plus za wykład o filmowym "Predatorze" - złoto. :D

"Me.hy926" - kolejne zlecenie, tym razem pod przywództwem Wazona, który przyklepał je sobie bez wiedzy Alberta. Cel: narobić bałaganu w pewnym laboratorium. Standardowo: wszystko co może pójść nie tak, idzie nie tak, a nasi bohaterowie wpadają w poważne tarapaty.

"Szklana pułapka" - Szyszka, miłośniczka środków zmieniających świadomość, wpada w ręce organów ścigania. Istnienie całej grupy zostaje zagrożone. W tym opowiadaniu dostajemy całkiem sporo nowych postaci, oraz nieco szersze spojrzenie na świat, w którym żyją. A przy okazji całą masę nowych pytań...

"Excalibur" - tradycyjnie - pozornie łatwa robota okazuje się ciężką przeprawą. Okradziony ze swojego pomysłu pisarz chce skonfrontować się z redaktorką wrogiego wydawnictwa. Ekipa Alberta ma mu to umożliwić. W pewnym sensie akcja kończy się sukcesem... XD Na koniec mamy domknięcie poprzedniej historii, i kolejny motyw, który powinien doczekać się kontynuacji.


Świat, w którym toczy się akcja książki to przyszłość za około 50-60 lat. Sporo się zmieniło, bynajmniej nie na lepsze. Zaawansowana technologia dość mocno ingeruje w ludzkie życie, mamy więc do czynienia z klimatami dystopijno-cyberpunkowymi. Albert i jego ludzie zajmują się tytułową 'brudną robotą'. I w tym momencie docieramy do jednego z najmocniejszych elementów książki - bohaterów. Ta zbieranina osobników spod ciemnej gwiazdy gwarantuje solidną dawkę humoru. Czarnego, czyli takiego, jaki lubię najbardziej. Postacie stworzone przez Marcina Popielarskiego nie pozostawią czytelnika obojętnym. Może i nie wypada im kibicować, w końcu zajmują się szemranymi interesami, jednak w przełomowych momentach historii bez wątpienie będziecie po ich stronie. Kolejną wyróżniającą się na plus cechą "Brudnej roboty" są sceny akcji. Napady, pościgi i strzelaniny mają fantastyczną dynamikę, czuć, że autor świetnie się czuje w tego rodzaju opisach. Pochwaliłem, pochwaliłem, to teraz pora na minusy. Myślę, że forma kilku luźno powiązanych ze sobą opowiadań wprowadza zbyt dużo chaosu. Przydałoby się nieco uporządkować zarówno samą fabułę, jak i świat przedstawiony. O tym drugim dowiadujemy się znacznie więcej niż w "Zmianie świateł", jednak to nadal za mało. Tym bardziej, że nowe fakty są przyćmione mnóstwem kolejnych pytań i domysłów. Ostatnia rzecz, co do której mam mieszane uczucia, to zakończenia. Wprowadzają w konsternację, ale sprawiają wrażenie wymuszonych. Całość trzyma fajne tempo, i nagle <ciach> koniec. 

Podsumowując - jeśli lubicie cięty humor, nieszablonowych (anty)bohaterów i historie w których akcja pędzi na złamanie karku, a przy tym nie straszne wam niewybredne żarty i duża dawka kreatywnych wulgaryzmów - "Brudna robota" okaże się całkiem dobrym wyborem. Zakładam, że Marcin Popielarski już pracuje nad kolejnymi przygodami ekipy Alberta. Ciekawość po raz kolejny nie pozwoli mi przejść obok nich obojętnie. Potencjału na kolejne opowiadania z całą pewnością nie brakuje. 

"Brudna robota" - Marcin Popielarski
Wydawnictwo: AlterNatywne
Rok wydania: 2022
Stron: 509
Ocena: 7/10

2022/05/29

Śnieg jeszcze czysty - Anna Musiałowicz

"(...) Z kolei Gabrysia uważała, że niestosowne byłoby śmianie się w tym domu wypełnionym mieszanką smutku i nieznośnego oczekiwania. Gdy była młodsza, starała się szczebiotać jak w czasach, kiedy mama żyła, teraz jednak nie potrafiła zarazić radością innych. Odnosiła wrażenie, że nawet z najszczerzej odczuwanego szczęścia wypełza czarny wąż smutku, który zjada każde przyjemne doznanie. Aby go nie karmić, należało tłumić w sobie uczucia i z nikim się nimi nie dzielić. Nie pokazywać, że istnieją".

Mocna to była lektura. Zaskakująco mocna. Z powieści na powieść Anna Musiałowicz zabiera czytelników w coraz mroczniejsze rejony. Może i "Śnieg jeszcze czysty" to nie jest podręcznikowy przykład literackiego horroru, ale są w nim takie momenty, które mrożą krew w żyłach.

źródło: [klik]

Późne lata sześćdziesiąte na polskiej wsi. W tragicznym wypadku ginie matka małej Gabrysi. Ojciec dziewczynki nie potrafi sobie poradzić z odejściem ukochanej, rolę opiekuna dziewczynki przejmuje jej babcia. Starsza kobieta robi wszystko co w jej mocy, żeby wspierać dorastającą Gabrysię pozbawioną matki, i lekceważoną przez ojca. Czas mija, życie toczy się dalej. Nieszczęśliwy splot wydarzeń sprawia, że dochodzi do kolejnej tragedii.

W prologu powieści poznajemy Weronikę - młodą, silną kobietę, matkę i żonę, postać lubianą i szanowaną, która nie raz i nie dwa pomogła komuś z lokalnej społeczności. Weronika niespodziewanie umiera. Jej śmierć rujnuje spokojne życie rodziny. Opis zarówno śmierci Weroniki, jak i zagubienia którego doświadczają jej najbliżsi zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Subtelne pióro autorki, uderzające momentami w poetyckie tony, nagle zderza się z niezwykłą, naturalistyczną brutalnością. I takich momentów w całej historii jest więcej. Bohaterowie radzą sobie z żałobą tak jak potrafią - Franek, mąż zmarłej Weroniki, zatraca się w pracy i nic nie znaczących romansach. Gabrysia ma żal do matki, czuje się przez nią porzucona. Babcia Gabrysi nie wie jak pomóc zbuntowanej wnuczce, wie za to, że ani ona, ani nikt inny nie zastąpi jej matki. Motyw nadprzyrodzony, czyli obecność ducha zmarłej, pełni tutaj rolę dekoracyjną, nie tyle straszy, co przypomina, jak wielkie piętno odcisnęła śmierć najbliższej na życiu pozostałych domowników. Kolejnym poważnym tematem, który porusza powieść, jest kwestia 'samotnego' dorastania oraz odkrywania przez młodą osobę własnej seksualności. Łatwo tutaj pokusić się o wydawanie pochopnych osądów, jednak patrząc na całą opowieść w szerszej perspektywie, nic nie wydaje się już takie czarno-białe. Pozornie błahe wydarzenia stają się fundamentem pod nadchodzącą katastrofę. Czy można było tego uniknąć? Dobre pytanie...

"Śnieg jeszcze czysty" z całą pewnością nie należy do książek, o których się szybko zapomina. To poruszająca, mroczna opowieść o ludzkim życiu i niewinności stopniowo burzonej przez nieodgadniony los. Anna Musiałowicz odważnie porusza i zgłębia tematy, których nawet w literaturze nie porusza się zbyt często. Smuci, szokuje, wzrusza. Pokazuje, jak słabymi jesteśmy istotami, oraz jak wiele mamy w sobie siły. To nie jest lekka lektura na poprawę humoru ale jeśli macie ochotę zmierzyć się z czymś, co wami dogłębnie wstrząśnie - polecam, absolutnie warto.

"Śnieg jeszcze czysty" - Anna Musiałowicz
Wydawnictwo: Stara Szkoła
Rok wydania: 2022
Stron: 232
Ocena: 8/10

2022/05/18

Festiwal Grozy i Fantastyki - maj 2022

Siema. Tym razem nie będzie recki książkowej, a recka wydarzenia. 6-8 maja w Łodzi odbyła się pierwsza edycja Festiwalu Grozy i Fantastyki. Byłem na miejscu w piątek i sobotę, poniżej moje wrażenia.

CZAS I MIEJSCE
Początek maja to stanowczo dobry czas na [cokolwiek]. W powietrzu wiosna, pogoda 9/10, aż ma się ochotę zrobić coś szalonego. Np. wyjść z piwnicy. W Łodzi byłem pierwszy raz, miasto całkiem fajne, słabe drogi (ale dużo remontów, więc ma się ku lepszemu), trochę ruin w centrum, trochę przyjemnej dla oka architektury, bardzo długi deptak, sympatyczne parki, ludzie bardzo mili (tutaj pora na anegdotę: zaczepił mnie lokalny smakosz alkoholi [dowolnych] wraz ze swoją koleżanką o eskimoskiej urodzie [balet 24/24] z prośbą o 3,50zł na flachę, kiedy powiedziałem, że nie mam gotówki, pan nie wyskoczył z terminalem ani nie wbił mi kosy pod żebro, a jedynie wylewnie życzył dobrego dnia i w ogóle [jeszcze chwila a wymienilibyśmy się numerami telefonów]). Jeśli chodzi o miejsce samego wydarzenia - super. Centrum Nauki i Techniki EC1 Łódź robi świetne wrażenie, dużo cegły, klimat mocno industrialny, jest na co popatrzeć, jest co pozwiedzać. Jak wygląda Hala Maszyn w której odbywał się festiwal to musicie sobie zobaczyć w necie. 


STOISKA
Było tego sporo. Od gier planszowych i puzzli, przez książki (prosto od autorów), biżuterię, popkulturowe ciuchy, aż po fantastyczne rękodzieło. Co mi najbardziej utkwiło w pamięci to Skrobasy, muchomorowe rzeczy od Kingi Ciepiel Art. oraz genialne figurki Horror Mannequins/ Figures.


WYDARZENIA
Pomijając premiery książek (w tym "Czasu umierania" który mnie czytelniczo odmulił, i dobitnie przypomniał ile frajdy mogą dawać książki), spotkania z autorami i prelekcje na FGF po raz pierwszy zobaczyć można było film dokumentalny "Horror ekstremalny - bękart gatunku" Patryka Bogusza i Jarosława Klonowskiego. Seans odbył się w piątek na scenie DARK, która z kolei mieściła się na poziomie -1 budynku, co dodatkowo podbijało klimat. Odcięty od festiwalowego gwaru z przyjemnością słuchałem co tam ciekawego mają do powiedzenia twórcy i fani literackiej ekstremy. W sobotę, również na scenie DARK miała miejsce premiera drugiej części "Drogi Zjednoczenia" - adaptacji opowiadania Wojciecha Guni ze zbioru "Miasto i rzeka". O tym, co zrobiło Studio Grozy nie ma się co rozpisywać. Trzeba tego doświadczyć. Ciary pod każdym względem.


PODSUMOWANIE
Fajnie było. Mocno trzymam kciuki, żeby impreza się przyjęła i na stałe zagościła w kalendarzu wszystkich fanów horrorowych klimatów (bo te są szczególnie bliskie mojemu sercu). Pewnie można by się do czegoś przyczepić, coś zrobić inaczej itd. (w końcu to była pierwsza odsłona, taka trochę testowa). Chciałbym, żeby FGF stał się takim grozowym klasykiem, potencjał jest, organizatorzy włożyli w wydarzenie mnóstwo pracy i serca, jeśli będzie kolejna edycja to jadę i wiem, że nie będę żałował. Polecam uczestnictwo. ❤❤❤

2022/02/07

Ohyda - Horror Zin

Dzisiejsza opinia będzie miała nieco inną formę niż zazwyczaj. Podobnie jak przedmiot owej opinii. Tomasz Siwiec stworzył własnymi rękami (dosłownie) rzecz, obok której fani bezkompromisowego horroru nie są w stanie przejść obojętnie - papierowy zin pod wymownym tytułem "OHYDA"


 Za kilkanaście złotych można nabyć wielce satysfakcjonującą lekturę w sam raz na wieczór. Co znajdziemy w pierwszym numerze pisma? Już Wam mówię:

  • wstęp Tomasza Siwca z dużą dawką ciętego humoru i niewymuszonej swobody,
  • szybki przegląd wartych uwagi newsów z grozowego podwórka,
  • mnóstwo mini-opinii o krótkometrażowych horrorach których prawdopodobnie jeszcze nie znacie (czasami to nawet lepiej),
  • 4 opowiadania: "Smakosz" Przemysława Kyrcza (klimaty rodem z "Driftililii" Edwarda Lee, trzeba uważać, najlepiej czytać na czczo:), "Biegacz" D. A. Reckiego (Fajny survival z poje#anym dzięciołem), "Położna" Magdaleny Lasoty (Nie potrzebuję większej rekomendacji żeby sięgnąć po zbiór opowiadań autorki, jest <<<GRUBO>>>), no i na koniec "Jestem operatorem" Macieja Klimka (Tego od potężnej kolekcji książkowych horrorów. Opowiadanie krótkie, a szkoda, bo ewidentnie widać, że w wyobraźni autora rodzą się naprawdę interesujące rzeczy).
  • 2 wywiady: pierwszy z Leszkiem Bigosem - autorem książki "Kastrator", drugi z Tomaszem Czarnym - autorem oraz właścicielem wydawnictwa Dom Horroru
Bardzo fajna inicjatywa, świetny efekt końcowy, 100% satysfakcji z lektury jeśli o mnie chodzi. Trwają prace nad numerem drugim. Jeśli się wahasz - przestań. Poczekaj na dwójkę i zamawiaj obydwie części. Dobra zabawa gwarantowana. Pomyśl o przyszłości - znajdziesz taka gazetkę za dziesięć lat i ze łzami w oczach przyznasz rację, że "kiedyś to ku#wa było!". :)

Wszyscy grzesznicy krwawią - S.A. Cosby

"(...) A teraz siedział na ganku z butelką whisky i strzelbą do tłumienia zamieszek na kolanach. Chmury się rozstąpiły i od dawna już m...