Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thriller/Kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thriller/Kryminał. Pokaż wszystkie posty

2026/02/21

Wszyscy grzesznicy krwawią - S.A. Cosby

"(...) A teraz siedział na ganku z butelką whisky i strzelbą do tłumienia zamieszek na kolanach. Chmury się rozstąpiły i od dawna już martwe gwiazdy rozświetliły niebo widmową poświatą. O uwagę Titusa walczyły żaby, świerszcze i nocne ptaki. Nie sypiał długo nawet wtedy, kiedy mógł, więc założył, że posiedzi tak do wschodu słońca. On na ganku, ojciec w łóżku, z rewolwerem w ręku - w końcu dotarła do niego groza tego, co się stało."

"Wszyscy grzesznicy krwawią" to już trzecia książka autora, którą miałem przyjemność przeczytać. Przyznaję - jestem fanem. Dostałem wszystko to, na co liczyłem: charakterystyczny styl, złożone postacie, zawiłe dylematy moralne. Mam wrażenie, ze to wszystko jest coraz bardziej podkręcone z powieści na powieść. 

źródło: klik!

Szkolna strzelanina burzy pozorny spokój w hrabstwie Charon. A to dopiero początek chaosu. Śledztwo odkrywa serię zabójstw, których ofiarami były dzieci. Czarnoskóry szeryf Titus Crown tropi mordercę, próbując jednocześnie zachować porządek w miasteczku. Nie wszystkim mieszkańcom zależy na dotarciu do prawdy. Tymczasem zamaskowany oprawca rzuca wyzwanie szeryfowi.

S.A. Cosby po raz kolejny nie bierze jeńców. Istotny element który przewija się w jego powieściach, to  temat rasizmu. A ten, chociaż trudno to przyznać, ma się zadziwiająco dobrze. Główny bohater musi walczyć nie tylko z niebezpiecznym psychopatą, ale również z niechęcią części społeczeństwa, które obiecał chronić. Postać Titusa jest skomplikowana i niejednoznaczna, czuć ciężar, z jakim zmaga się bohater. Cosby pozwala czytelnikowi mieć wątpliwości, nie dzieli ludzi na dobrych i złych, ale takich, którzy w kryzysowej sytuacji mogą udowodnić, że mają serce po właściwej stronie. Bardzo podobało mi się stopniowe ujawnianie tej mroczniejszej strony Titusa - poczucie winy po śmierci matki, żal do ojca, relacja z bratem oraz dawną miłością. "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni". Kolejnym ważnym wątkiem jest kwestia wiary, tutaj doceniam wyczucie autora, w pewnym momencie wróciłem myślami do pierwszego sezonu "Detektywa". Wrażliwsi czytelnicy powinni mieć świadomość pojawiających się tutaj brutalnych, naturalistycznych opisów. Zaskakująco brutalnych, jeśli mam być szczery, szczególnie, że dotyczących dzieci. "Wszyscy grzesznicy krwawią" to z jednej strony taka "męska" literatura, surowa, dynamiczna, z bezlitośnie pędzącą akcją, a z drugiej rzecz dająca do myślenia, wielowarstwowa, niepozbawiona specyficznej dla Cosby'ego szorstkiej wrażliwości. I właśnie dlatego jestem fanem.

"Wszyscy grzesznicy krwawią" - S.A. Cosby
Wydawnictwo Agora
Rok wydania: 2025 (oryginał: 2023)
Stron: 408
Ocena: 8/10

2024/12/30

Kolczaste łzy - S.A. Cosby

 "(...) – Mój brzuch. Widzę moje flaki. – Słowa Gremlina były tak ciche i lekkie, że omal nie porwał ich wiatr. Grayson i Kopuła podeszli do śmiertelnie rannego towarzysza. Gremlin nie miał dolnej połowy brzucha, a z miejsca po niej, jak wysmarowane tłuszczem węgorze, wypływały wnętrzności. Leżał w kałuży krwi i gówna tak dużej, że można by się w niej wykąpać. Jego nogi wyglądały jak paluszki chlebowe upieczone przez ślepego piekarza".
Brutalna, 'męska' literatura i poetycki język? Wchodzę w to. Mam słabość do poetyckiego języka. (Pewnie dlatego nadal lubię słuchać starych, rockowych ballad, jakkolwiek naiwne by nie były;). 
Ike i Buddy Lee to dwóch gości w średnim wieku z przestępczą przeszłością. Poznają się w niezbyt miłych okolicznościach - podczas pogrzebu swoich synów. Brutalnie zamordowani mężczyźni byli małżeństwem. Zarówno Ike, jak i Buddy Lee nie akceptowali ich związku. Teraz nie potrafią zaakceptować własnej ignorancji. Ich chłopcy nie żyją. Śledztwo utknęło w miejscu. Co pozostało?

źródło: [klik]

Ike - małomówny, czarnoskóry właściciel firmy ogrodniczej, obecnie przykładny obywatel. Przed laty, podczas odsiadki dorobił się wymownego pseudonimu - Furiat. Buddy Lee - samotny, nieco zaniedbany miłośnik trunków, mieszkający w przyczepie, z ciętym poczuciem humoru i słabością do kobiet. Bohaterów sporo rożni, ale jedno ich łączy. Chęć zemsty za wszelką cenę. Ustalmy to od razu: tak, zgadza się, to są dobrze znane motywy. Książki, seriale, filmy. Nic nowego. Od początku można przewidzieć, jak to się wszystko potoczy. Zapyziałe bary, gangi motocyklowe, pościgi, bójki, strzelaniny i co tam jeszcze. Czym więc ta książka się wyróżnia? Na pewno językiem. Chociaż  nie brakuje bluzgów i mowy potocznej, to S.A. Cosby ma tendencję do uderzania w piękne, poetyckie tony. Skutek? Podobało mi się, bo (jak już wspomniałem) jestem po prostu łasy na takie coś. Ale uczciwie muszę przyznać, że było kilka momentów, kiedy autor przeszarżował. Jeśli czytam więcej niż raz, że coś było tak ostre, że można by tym kroić chleb, silnik "zadieslował" a kolczaste okazały się nie tylko łzy, ale też np. słowa - cóż, jakiś tam zgrzyt mimowolnie zarejestrowałem. Czepianie się mam za sobą, więc co dobrego tutaj poza ładnym językiem... Tempo. Zero dłużyzn, czysta akcja, niechętnie przerywałem lekturę. (Gdybym tylko  na co dzień czytał z takim zaangażowaniem). Kolejny plus - dość mocna eksploracja tematu zaakceptowania cudzej odmienności. Kolor skóry, orientacja seksualna, status materialny. Bez taniego moralizatorstwa, z kilku płaszczyzn, bardzo spoko. Ostatni plus to postać Buddy'ego Lee. Urocza bezczelność, zaskakująca wrażliwośc, no, z kimś takim człowiek chętnie pogadałby o tym i owym przy piwie. Podsumowując - "Kolczaste łzy" to solidny, literacki akcyjniak, z którego można wyłuskać coś więcej, i dzięki temu nie zapomnieć o książce wraz z przeczytaniem jej ostatniej strony. Kolejna powieśc autora - "Asfaltowa pustynia" jest zrobiona na tych samych patentach. Ale i tak po nią sięgnę. I też przypadnie mi do gustu. 

"Kolczaste łzy" - S.A. Cosby
Wydawnictwo: Agora
Rok wydania: 2024 (oryginał 2021)
Stron: 368
Ocena: 7/10
 

2022/07/16

Indygo - Michał Jan Chmielewski

"(...) - Boję się - powiedział Emil. Jego szczęka drgała, zęby szczękały głośno. - Ktoś ci coś zrobił? - spytała, wstając na nogi. Uważnie zlustrowała okolice, ale w dalszym ciągu nie dostrzegała niczego podejrzanego. Tyle, że coś tu było. Jakaś groza, coś niebezpiecznego. Czuła na sobie czyjś wzrok. Zaginione dzieci. Płacz rodziców. Zaginione i nigdy nieodnalezione. Była gotowa do ucieczki, chciał biec przed siebie, w stronę miasta. Do zapadnięcia zmroku zostało jeszcze trochę czasu, ale o tej porze na działkach nie było nikogo., co znaczyło, że każdy, absolutnie każdy świr, porywacz czy inny Czarny Lud mógł się na nich czaić".

Michał Jan Chmielewski zasłynął powieścią "Złe" wydaną w 2016 roku. (Jeśli szukacie czegoś pokroju "Dziewczyny z sąsiedztwa" Jacka Ketchuma to polecam. Natężenie patologii i to, w jak realistyczny sposób została przedstawiona nikogo nie pozostawi obojętnym). W "Indygo" autor odchodzi od brutalnego naturalizmu, wplatając w historię wątek fantastyczny. Trzeba przyznać, że to dość ryzykowny krok. Czy słuszny? W sumie nie wiem.

Akcja rozgrywa się w Baskin Zachodnim. Czytelnicy autora na pewno kojarzą to miasteczko. Od lat giną w nim bez śladu dzieci. Mieszkańcy Baskin jeszcze dobrze nie zapomnieli o ostatnim zaginięciu, a już dochodzi do kolejnego. Wszyscy obawiają się najgorszego. Głównymi bohaterami powieści są Ada i Emil. Ada - wychowywana przez dziadków, cudem ocalała z wypadku samochodowego w którym straciła rodziców. Emil - odludek, odtrącony przez rówieśników, uważany za dziwaka. Jest jeszcze trzecia istotna postać - Kusak. Tak nazywa sam siebie odpowiedzialny za porwania dzieci morderca. Nietrudno się domyśleć, że w pewnym momencie ścieżki trójki bohaterów się przetną.

Podoba mi się styl Chmielewskiego. Prosty, treściwy, bardzo konkretny. Coś takiego zawsze do mnie trafia. Czuć w tym jakąś taką fajną autentyczność. Bohaterowie również na plus. Nie da się ich nie lubić, a sama relacja Ady i Emila jest po prostu urocza. Ta gra pozorów, gdzie obydwoje starają się wyjść na twardszych niż w rzeczywistości są, jednocześnie ukrywając przed sobą bolesne tajemnice - świetna robota. Jeśli chodzi o Kusaka i jego motywacje - nie mam zastrzeżeń. Krzywdzi i zabija bo może. I tyle. To go kręci, w tym się specjalizuje. Mijają lata i nikt niczego nie podejrzewa. Facet po prostu jest je*anym, zwyrodniałym psycholem. Co do elementu paranormalnego, który się w pewnym momencie tutaj pojawia, to mam mieszane uczucia. :/ Generalnie ładnie komponuje się w całej historii, ma to wszystko przysłowiowe "ręce i nogi" a jednak... Bardziej przemawiał do mnie ten miażdżący autentyzm, który autor zaserwował w powieści "Złe". Nie zmienia to faktu, że książka mi się podobała, mało tego - wkrótce powinna ukazać się nowa powieść Chmielewskiego - "Cicha, ciemna noc" po którą z przyjemnością sięgnę.

"Indygo" - Michał Jan Chmielewski
Wydawnictwo: Literate
Rok wydania: 2019
Stron: 300
Ocena: 7,5/10

2022/05/08

Czas umierania - Patryk Bogusz

"(...) To fakt, nawróconych w pudle nie brakowało. Nawet największe łachmyty po kilku latach za kratami cytowały Jezusa. Niektórzy tatuowali sobie podobiznę Syna Bożego i uważali, że w ten sposób dostąpili łaski. Poznałem nawet jednego świra, który kazał sobie wydziarać Chrystusa na penisie. Facet nie kumał, że to bluźnierstwo. Jeśli o mnie chodzi, to nigdy nie było mi z wiarą po drodze. Przeciwny też nie byłem, po prostu nie potrafię miłować bliźniego jak siebie samego. Świat to brutalne miejsce pełne degenaratów".
Od dłuższego czasu miałem poważny problem z czytaniem. Za co bym się nie wziął, może pomijając krótkie opowiadania, nie mogłem się w pełni oddać lekturze. Po kilkunastu, w najlepszym razie kilkudziesięciu minutach, moje myśli zaczynały się rozbiegać w różnych kierunkach. Czekałem na jakiś przełom, na książkę, która mnie odetnie od rzeczywistości. No i nareszcie się doczekałem.


Patryka Bogusza z pewnością kojarzą fani horroru ekstremalnego: "Obślizgłe paluchy""Tęgoryjec" czy "Nowoczesna niewolnica" (współautor) to tytuły, które spotkały się ze sporym uznaniem. Tym razem autor odszedł od zwichrowanych klimatów (tzn. AŻ TAK zwichrowanych) tworząc czarny kryminał. Efekt końcowy przerósł moje oczekiwania. Wiedziałem, że będzie bardzo dobrze, a wyszło nawet lepiej.

Warszawa u progu trzeciego tysiąclecia. Przestępczość zorganizowana ma się bardzo dobrze. Na Stadionie Dziesięciolecia kwitnie handel, w mieście dochodzi do strzelanin, kradzieże i narkomania są powszechnym zjawiskiem, ogólnie nie jest zbyt bezpiecznie (oględnie mówiąc). Tomasz Rid wychodzi na wolność po trzyletniej odsiadce. Dowiaduje się o brutalnym morderstwie bliskiej mu osoby. Mężczyzna wolałby unikać problemów, ale najwidoczniej nie będzie mu to dane. Splot wydarzeń sprawia, że Rid wplątuje się w poważne tarapaty. Takie historie rzadko dobrze się kończą...

Autor świetnie odnalazł się w 'nowym' gatunku - to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Główny bohater powieści wzbudził we mnie sympatię - inteligentny indywidualista, czasami brutalny, z psychopatycznymi zagrywkami, jednocześnie nie pozbawiony moralności. Kryminalista z ciągotami filozoficznymi. Ciekawa, niejednoznaczna postać, którą lubi się bardziej, niż powinno. Na pochwałę zasługuje również tło akcji. Brudne miasto pełne patologii. Odniesienia do prawdziwych wydarzeń i znanych postaci ówczesnego półświatka. Dużo przemocy. Fajnym zabiegiem jest wspomnienie kilku piosenek i filmów popularnych w tamtych czasach, to dobrze podbija klimat całości. Akcja trzyma dobre tempo, historia wciąga, ale nie jest przekombinowana - dla mnie to na plus. Język jest prosty, dosadny, sporo w nim slangu, ale nie na tyle, żeby przytłaczał. Podobnie z wulgaryzmami. Patryk Bogusz wplótł w całość też odrobinę charakterystycznego dla swojej twórczości czarnego humoru (który bardzo do mnie trafia) oraz garść rozkminek 'filozoficzno-etycznych'. Nie ma się do czego przyczepić. Czekam na dalsze losy Rida.

Na koniec kilka słów o samym wydaniu. Książka będzie miał premierę 21 maja, ja swój egzemplarz zakupiłem przedpremierowo na łódzkim Festiwalu Grozy i Fantastyki. Wydawca - Planeta Czytelnika debiutuje tym tytułem na rynku i robi to profesjonalnie. Porządny papier, estetyczna okładka (i zakładka), jedyne co bym dodał, to skrzydełka. Jeśli trochę tęsknicie za późnymi latami dziewięćdziesiątymi, fascynują was patologiczne klimaty albo macie ochotę na surową, męską lekturę, która jednocześnie oferuje coś więcej niż ciągłą napierdalankę, to będzie to bardzo dobry wybór. A nawet lepiej. :)

"Czas umierania" - Patryk Bogusz
Wydawnictwo: Planeta Czytelnika
Rok wydania: 2022
Stron: 290
Ocena: 8/10

2022/04/04

Ostatnie wakacje - Pseudonim Grek, Ośmiornica - Matt Shaw, Domek dla lalek - Edward Lee

Siema. Dzisiejszy post będzie trochę nietypowy. 3 mini-opinie na raz. Nie jest łatwo walczyć z prokrastynacją. 😅 Generalnie czytam niewiele, rozpaprałem z 10 książek (przez lata tego unikałem), do czego nie podejdę to <nie jest to>. Życie. No ale konkrety - zapraszam do lektury.

"OSTATNIE WAKACJE" - PSEUDONIM GREK

"(...) Wrócił po dziesięciu minutach. Spojrzał na zwłoki chłoptasia z miasta, który tak go wkurwiał. Zaczął się zastanawiać, co z nim zrobić. W końcu wsadził je do pontonu. Rozpiął kurtkę trupa, nożem rozciął sweter, który ten miał na sobie. Złapał za linkę przymocowana do pontonu i pociągnął go w stronę jeziora. Wiedział już, co ma zrobić z martwym mężczyzną. Był wiele lat rybakiem i często w morzu znajdowano zwłoki topielców. Zawsze wypływały, ale tylko te, które były całe".

Nie wiem - zacząć od opisu fabuły czy od narzekania? Niech będzie fabuła. Lata '70 ubiegłego wieku. W lasach na północy Polski żyje sobie w odosobnieniu pewna rodzina - stary rybak z żoną i dwoma synami. Ich losy krzyżują się z czwórką młodych ludzi, którzy biwakują nieopodal domu 'leśnej rodziny". W pewnym momencie dochodzi do 'konfliktu'.

Teraz narzekanie. Czy budowanie 'opinii' o książce za pomocą kilku (jeśli nie kilkunastu) fejkowych kont i wesołym wystawianiu oceny 10/10 jest ok? Niech każdy odpowie sobie na to pytanie sam. Dla mnie nie jest. Nie wiem czyja to robota. Wydawcy? Autora? Oddanych fanów? Nie idźcie tą drogą.

"Ostatnie wakacje" niepotrzebnie próbują udawać coś, czym nie są. Czym wobec tego są? Pulpowo/b-klasowym czytadłem, niewymagającym i całkiem przyjemnym w swej prostocie. Przesadnie brutalnym (co widać już od pierwszej sceny, swoją drogą - niepotrzebnej, bo zdradzającej zbyt wiele, co z kolei zepsuło twist z drugiej połowy książki), pełnym dosadnego gore i szokującym za wszelką cenę. Stylistycznie jest surowo, momentami wręcz topornie, co przywodzi na myśl ziemniaka obranego niewprawną ręką. Ma to swój urok, o ile lubi się takie klimaty. Ja akurat lubię. Tzn. takie książki, nie kwadratowe kartofle.

Cała historia dzieli się na dwie części, po pozornym finale przychodzi pora na mega-twist i dalszą 'zabawę'. O ile podejdzie się do lektury z odpowiednim nastawieniem, tj. bez wygórowanych oczekiwań, to można liczyć na całkiem niezłą, odmóżdżającą rozrywkę. Zakupiłem sobie "Las zły" autora - będzie czytane. :)

"Ostatnie wakacje" - Pseudonim Grek
Wydawnictwo: Poligraf
Rok wydania: 2021
Stron: 182
Ocena: 6-/10


"OŚMIORNICA" - MATT SHAW
"(...) To nie był pierwszy raz, kiedy Jess, kierowana ciekawością, logowała się na stronę z kamerkami. Grace nawet zaprosiła ją do obejrzenia jednego z jej występów, ale Jess się nie zgodziła. Pomyślała, że po tym nie dałaby rady pracować z nią i patrzeć jej w oczy, widząc, jak robiła jeden ze swoich specjalnych pokazów „squirtingu”. Można być dobrymi przyjaciółkami, ale są pewne rzeczy, których po prostu nie chce się oglądać. Obcy ludzie to co innego. Jess obserwowała występ od początku aż do momentu wylogowania się dziewczyny. W głębi duszy wiedziała, że stać by ją było na lepsze show. Jedynym powodem, dla którego tego nie zrobiła była obawa, że to wpłynie na jej potencjalną przyszłą karierę modelki".

Jess stawia pierwsze kroki w modelingu, marząc o wielkiej karierze. Na co dzień pracuje jako kelnerka, ledwie wiążąc koniec z końcem. Kiedy nasza bohaterka staje przed szansą zarobienia dobrych pieniędzy, nie zastanawia się zbyt długo. Cóż jest złego w byciu żywą tacą, z której serwowane będzie sushi na wykwintnym przyjęciu? W sumie nic. Jak się okaże, przyjęcie ma pewien konkretny cel. I tutaj zaczynają się problemy...

Matt Shaw to dobrze znany za granicą autor ekstremalnego horroru, który w Polsce zagościł po raz pierwszy dzięki wydawnictwu Phantom Books. "Ośmiornica" jest historią podzieloną na trzy części (część druga ukaże się prawdopodobnie jeszcze w kwietniu). Samo wydanie jest na najwyższym poziomie, pokusiłem się o twardą okładkę i wygląda to świetnie. Czyta się gładko, czuć sprawne pióro autora. Jess - czyli główna bohaterka budzi sympatię, jest nieco roztrzepana, trochę naiwna, ale dzięki temu urocza. Wątek jej przyjaciółki- Grace, ucięty zbyt szybko moim zdaniem. Kulminacyjne stężenie ekstremy następuje w finale (który ciut mnie rozczarował mimo wszystko), wcześniej nie ma tego przesadnie dużo. Czekam na drugą część, być może zmienię ocenę po przeczytaniu całej trylogii. Póki co dla jedynki 6/10. Ciężko czuć satysfakcję z lektury, kiedy historia kończy się akurat w takim momencie... 

"Ośmiornica" tom 1 - Matt Shaw
Wydawnictwo: Phantom Books 
Rok wydania: 2022 (oryginał 2019)
Stron: 138
Ocena: 6/10


"DOMEK DLA LALEK" - EDWARD LEE
"(...) Lympton, gotowy do drogi, przywdział kapelusz. Pochylił się i pocałował żonę w policzek. - Podtrzymuj ogień w swoich lędźwiach, moja droga. Wkrótce wrócę, a wtedy mój przyjaciel „Jasiu Wacek” i ja dostarczymy ci więcej rozkoszy, niż jest w stanie znieść ludzki organizm - odpowiedział, kuśtykając w stronę wyjścia. Mary nadal patrzyła na małżonka z mieszaniną wstydu i frustracji. Kobieta zabrała ręce z piersi i mruknęła: - Taa, Jasiu Wacek... Ta tłusta fajtłapa, która się zowie moim mężem, prędzej wydupczyłaby domek dla lalek niż własną żonę...".

Reginald Lympton jest kolekcjonerem domków dla lalek. Pewnego dnia udaje mu się nabyć PATTEN MANOR - domek, o którym krążyły legendy, prawdziwy popis kunsztu. Wkrótce wokół Reginalda zaczynają dziać się dziwne rzeczy...

Nie czytałem M.R. Jamesa, więc trudno mi powiedzieć, jak bardzo Edward Lee wystylizował swoją nowelkę na podobieństwo jego twórczości. Na pewno jest tu duża dawka stereotypowej, brytyjskiej maniery. Dystynkcja miesza się z bezpruderyjnością, a specyficzny humor autora gwarantuje solidne parsknięcia śmiechem. Całkiem niezły wybór dla czytelników, którzy jeszcze nie zapoznali się z twórczością Edwarda Lee. Szybka, lekka, niezobowiązująca lektura. 

"Domek dla lalek" - Edward Lee
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2021
Stron: 96
Ocena: 6/10

2021/12/12

Prowokacja - Mark Carper

"Kiedy Mike Stabenow odzyskał świadomość, zaczął stopniowo orientować się w położeniu w jakim się znalazł. Czuł potworny ból głowy, próbował jednak jak najszybciej się podnieść. Okazało się to niemożliwe. I to nie z tego powodu, że był bardzo osłabiony, ale dlatego, że jego prawa ręka znajdowała się w górze, a on w żaden sposób nie mógł jej opuścić i użyć do podparcia się. Co prawda lewa ręka była swobodna, jednak to nie wystarczyło do wykonania tak prostych czynności jak podnoszenie się i wstawanie. Po chwili do Mike'a dotarło, że nadgarstek jego prawej ręki znajduje się w szczelnej metalowej obręczy, połączonej łańcuchem z drugą taką samą, tylko obejmującą rurkę doprowadzającą wodę do kaloryfera".

Victoria Orlando jest na ostatniej prostej do wygrania wyścigu o objęcie urzędu senatora. Wzorowa żona i matka, a przy tym wciąż zyskująca popularność, ciesząca się ogromną sympatią wyborców pani polityk. Co może pójść nie tak? Otóż wybucha skandal. Czy sponsor kampanii wyborczej niedoszłej pani senator jest jednocześnie jej kochankiem? Taki właśnie news obiega lokalne media. Co prawda nikt nie przedstawił przekonujących dowodów na autentyczność sensacyjnej informacji, jednak polityczna kariera kobiety właśnie dobiegła końca. 

"Prowokacja" zaczyna się mocnym uderzeniem - jeden z dziennikarzy odpowiedzialnych za wypuszczenie w świat nieprawdziwej informacji dotyczącej rzekomego romansu - Mike Stabenow - toczy sobie właśnie miłą pogawędkę wraz ze swoim porywaczem. Mężczyzna podaje się co prawda za agenta FBI, jednak (delikatnie rzecz ujmując) nie budzi zaufania. Wiecie może jak głęboko pod ziemię udało się dotrzeć ludziom? Jeśli nie - będziecie mieli okazję się dowiedzieć. Generalnie czeka na was sporo anegdot i ciekawostek, które niekoniecznie maja związek z fabuła tej krótkiej powieści, ale musicie być bardzo czujni!

Historia napisana przez osobę ukrywającą się pod pseudonimem Mark Carper wyróżnia się ciekawą, oryginalną formą. Stajemy się świadkami wydarzeń, które budzą naszą ciekawość, ale ich prawdziwy sens zostaje powoli odkrywany wraz z kolejnymi stronami tej krótkiej, acz pokrętnej opowieści. Autor zwodzi czytelnika na manowce, aż znajdziemy się w sytuacji, w której po prostu musimy przyznać mu rację. Głównym 'przesłaniem' "Prowokacji" jest pokazanie tego, jak wielką siłę ma plotka, i jak bardzo skłonni jesteśmy wierzyć w to, w co akurat wygodnie nam wierzyć. Współczesność testuje nas na tym polu nader często, mimo to nadal każdemu z nas zdarza się na coś nabrać. Pal licho jeśli chodzi o udawaną promocję na black friday, gorzej, jeśli na szali postawimy czyjąś dobrą reputację, albo nawet ludzkie życie. 

Pomijając niewielkie zgrzyty w kwestii autentyczności poszczególnych bohaterów, oraz momentami nieco 'sztywne' dialogi, "Prowokację" czytało się szybko i bezboleśnie. Zgodnie z tytułem - książka prowokuje, i robi to całkiem zgrabnie, w spontaniczny sposób bawiąc się formą. Czego jak czego, ale oryginalności jej odmówić nie można. Jeśli masz ochotę spędzić wieczór z lekką lekturą, która jednocześnie trzyma w napięciu, ale przede wszystkim rozrusza twoje szare komórki, to może być całkiem dobry wybór. Tylko pamiętaj - bądź czujnym czytelnikiem. Nie wszystko co przeczytasz musi być prawdą. 

PS Jeśli masz ochotę bliżej zapoznać się z "Prowokacją", możesz odwiedzić jej fanpage na Facebooku: https://www.facebook.com/prowokacjaksiazka

"Prowokacja" - Mark Carper
Wydawnictwo: Wydawnictwo AlterNatywne
Rok wydania: 2021
Stron: 118
Ocena: 6/10

2020/11/08

Upiorne Święta - praca zbiorowa

"(...) Nikt normalny nie zabija za głupie żarty. A jeśli tamten nie jest normalny? Jeśli to morderca? Patrzy w górę, ale stamtąd nie nadejdzie pomoc. Jeszcze nigdy nie nadeszła, choć tyle razy o nią prosił. Stamtąd leci tylko śnieg, wielkie płatki, które wpadają w oczy, roztapiają się i wypływają ze łzami na policzki. Jeśli posiedzi tutaj dłużej, śnieg pokryje go grubą warstwą. Stygnący organizm zamieni w martwy lód." T. Hildebrandt "Opowieść wigilijna"

Horror i Boże Narodzenie? Ok. Nawet bardzo ok. Ale w połowie października??? Nie za wcześnie to? Nie wiem jak Was, ale mnie strasznie irytuje robienie klimatu świąt na dwa miesiące przed właściwym czasem... Zapewne olałbym tę książkę, gdyby nie nazwisko jednego z najmocniejszych grozowych pisarzy czyli (nie, nie Mastertona) Kuby Bielawskiego. No ale dobra, po kolei...


Tomasz Hildebrandt - Opowieść wigilijna
Zaczyna się zaskakująco. Wigilijny wieczór, do ledwie zamkniętej restauracji dobija się irytujący facet w przebraniu Mikołaja, gdyby wiedział jak go ugoszczą jej pracownicy - wolałby chodzić głodny. Mamy tutaj wariację na temat dickensowskiego klasyka w szaleńczym stylu godnym horroru ekstremalnego. Pomimo średniego zakończenia daję wielki plus za świetny klimat - brud, patologia, obłęd. Podobało mi się. 

Adam Przechrzta - Kontrakt
Świąt co prawda tutaj nie ma :/ są za to nazistowscy okultyści, rosyjscy oligarchowie i wielki spisek w tle. Pewien lingwista dostaje podejrzane, ale dobrze płatne zlecenie. Oczywiście nie kończy się to dobrze. Dużo się działo ale mi nie podeszło. Tam gdzie powinienem myśleć "wow!" myślałem "co? XD". 

Hanna Greń - Pechowe święta
Kryminalno-obyczajowy dramat czy coś w tym stylu. Skojarzyło mi się z takimi typowymi, polskimi serialami. Pościgi, strzelaniny i specyficzne aktorstwo. ;) Ale żeby nie było - czytało się całkiem nieźle. Po prostu to opowiadanie niezbyt pasuje do zbioru.

Artur Urbanowicz - 87 centymetrów
Czytałem "Gałęziste" zanim Artur Urbanowicz stał się rozpoznawalnym i cenionym autorem. 😎 Bardzo mi się podobało, przyznaję. Nie wątpię, że szum wokół tego nazwiska jest uzasadniony, chociaż nie jestem na bieżąco. W każdym razie - jest klimat świąt, są charakterystyczni bohaterowie, fajne, wiarygodne tło, dużo humoru, trochę grozy, trochę s-f... To wszystko połączone w zgrabny, naturalny sposób. (Fabuła w skrócie: grupa nastoletnich przyjaciół organizuję wspólną kolację wigilijną, za oknem trwa największa od lat śnieżyca a okoliczni policjanci prowadzą śledztwo dotyczące zagadkowych śmierci mieszkańców). 

Graham Masterton - Czerwony rzeźnik z Wrocławia
Po przeczytaniu nasuwa się tylko jedno stwierdzenie: "It's a prank bro!". XD Masterton to jednak ma swój urok. Oprócz historii o makabrycznym procederze robienia kiełbasy z dzieci, możemy trafić też na ciekawe przysłowia. Uwaga, cytuję - "Możesz zrobić dużo sera z pajęczego mleka, ale nie spodziewaj się, że utkasz pajęczynę". 

Marek Zychla - Rezerwat
Zaczyna się bardzo spokojnie - takie tam przygotowania przed rodzinną wigilią. Później okazuje się, że mamy post-apokalipsę, jeszcze później, że to postapo w raczej odległej przyszłości, jakaś antyutopia... No nie dałem rady. :I Absolutnie nie twierdzę, że opowiadanie Zychli jest złe, tym bardziej, że go nie dokończyłem. Na pewno jest totalnie nieobliczalne a ja, póki co, nie potrafię się w tą twórczość wgryźć.

Robert Cichowlas - Prezent od Gwiazdora
Cierpiący po rozstaniu z kobietą facet podwozi napotkanego po drodze Gwiazdora. Autostopowicz okazuję się dość dziwnym pasażerem... Zdrada, zemsta, mroczne instynkty. Morał: uwaga na nimfomanki. :D

Jakub Ćwiek - Już nie jesteś smutkiem
Grupa bezdomnych dostaje zaproszenia na kolację wigilijną organizowaną przez zagadkową fundację. Mimo obaw postanawiają z nich skorzystać. Co złego może się stać? No ale dzieje się. I powiem wam, że zakończenie tego opowiadania zmasakrowało mi głowę. Genialna rzecz. Gatunkowo pachnie to weirdem, ale takim surowym, który uderza z pełną mocą dopiero w finale. 

Przemysław Wilczyński - Dom na końcu ulicy
Bezrobotny, sfrustrowany mężczyzna zaczyna coraz bardziej świrować. Spora dawka alegorii, fikcja miesza się z rzeczywistością itd. Mnie nie porwało generalnie ale tragedii też nie ma.

Jakub Bielawski - Krótka historia na pożegnanie
Nareszcie czas na deser. Pięknie napisana, ponura baśń o umierającym mieście po Strasznej Wojnie. Po ulicach błąkają się ociemniali i kalecy ludzie, pośród nich jest bajkokleta Sergiusz. Lada dzień wigilia, a mężczyzna zastanawia się nad szukaniem lepszego losu gdzieś indziej... Fani Bielawskiego dostaną tu dokładnie to, za co kochają twórczość pisarza - zachwycający styl, mrok i wrażliwość. 10/10 chociaż wesoło nie jest. Co jak co, ale marzy mi się przeczytanie powieści powracającej do wykreowanego tutaj świata, to by była wielka rzecz... 

Podsumowując: "Upiorne Święta" to bardzo nierówny zbiór, trafiają się perełki, trafiają się średniaki. Moje TOP 3? Bielawski, Ćwiek, Urbanowicz. Wyróżnienie: Hildebrandt. Zróżnicowaną mamy nie tylko jakość, ale i gatunki. Co kto lubi. Sam fakt, że wydawnictwo publikujące horror w raczej śladowych ilościach pokusiło się o stworzenie tej antologii jest godny pochwały i mocno cieszy. Mam nadzieję, że nie jest to jednorazowy wyskok. Zostało 1,5 miesiąca jeśli ktoś nie jest zdecydowany. Ze swojej strony oczywiście polecam.

"Upiorne Święta". Antologia horroru
Autorzy: Jakub Bielawski, Robert Cichowlas, Ćwiek Jakub, Hanna Greń, Tomasz Hildebrandt, Graham Masterton, Adam Przechrzta, Artur Urbanowicz, Przemysław Wilczyński, Marek Zychla
Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania: 2020
Stron: 384
Ocena: 6/10

2020/05/27

Słabość serca - Jeff Strand

" (...) Możesz w każdej chwili zrezygnować, a jedyną karą będzie katorżnicza, straszliwa, ponura, brudna agonia twojego męża. Coś nie tak z bajglem? - Nie - odrzekła. - To ruszaj żuchwą. Przyda ci się energia. Zmusiła się, by wziąć kęs. Nawet pokryty grubą warstwą dżemu, bajgiel wydawał się suchy w jej ustach. - W związku z tym ustalimy wyłącznie jeden dogmat - ciągnął Stephen. Absolutnie zero policji. Jeśli wplączą się w to gliny, znaczy, że zboczyłaś ze ścieżki Gary'ego i przegrałaś".
"Słabość serca" to jedna z najświeższych propozycji wydawniczych Domu Horroru. Tytuł przywodzi na myśl jakiegoś harlequina, i jeśli się zastanowić, to chyba nieprzypadkowo... Bo wiecie - mimo, że nowela Jeffa Stranda to rasowy thriller, miłość odgrywa tutaj bardzo istotną rolę.

 
Rebecca i Garry tworzą młode, udane małżeństwo. Mieszkają nieco na uboczu gdzieś w środkowej Alasce. Kiedy Gary wyrusza z dwoma kumplami na krótki biwak, jego żona zostaje w domu sama i nie znosi tego najlepiej. Dręczona irracjonalnymi obawami popada w lekką paranoję. Strach o siebie i partnera zagłusza w kobiecie jakikolwiek zdrowy rozsądek. Przed oczami ma same najczarniejsze scenariusze - szczególnie, że powrót Gary'ego się przedłuża... Nieznośne oczekiwanie przerywa wizyta policjanta który twierdzi, że Gary potrzebuje natychmiastowej pomocy. Tylko, że to nie jest prawdziwy policjant, i wygląda na to, że Rebecca nie jest aż taką paranoiczką... Żeby odzyskać męża, musi podjąć wyzwanie rzucone jej przez dwóch psycholi - przetrwać dokładnie to samo, co spotkało Gary'ego. Czego się nie robi dla miłości? No właśnie, czego? 

Na początku "Słabość serca" skojarzyła mi się z twórczością Jacka Ketchuma. Bardzo źli ludzie kontra zwyczajni ludzie. Ale Jeff Strand pisze w inny sposób. Znacznie więcej w tym pisarstwie luzu i swobody niż u Ketchuma, czyta się świetnie - to trzeba przyznać. Autor całkiem sprytnie dozuje napięcie, zręcznie przedłuża finałową konfrontację nie pozwalając żeby czytelnik się międzyczasie nudził. Do tego fajny humor. Chociaż ta historia niczym mnie nie zaskoczyła, to i tak mi się podobało. Dobra próbka umiejętności autora, żeby móc bez obaw sięgnąć po jego kolejne rzeczy, o ile się takowe ukażą. Mam nadzieję, że tak. Sama nowela to gotowy materiał na film - współczesna przypowieść o sile miłości i pokonywaniu lęku. Nie jest to coś, co jakoś strasznie przeora psychikę, ale można miło spędzić wieczór.  Jest po prostu dobrze. A ja będę sobie czekał i trzymał kciuki za publikację kolejnych książek Stranda, trochę tego jest. Czuję, że facet może być w stanie mnie zaskoczyć. A, jeszcze dwa słowa o okładce: bardzo ładna. Robota Strangely Twisted. Polecam się przyjrzeć temu artyście.

"Słabość serca" - Jeff Strand
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2020 (oryginał 2012)
Stron: 150
Ocena: 6/10

2020/05/13

Meta Noir - Adam Deka

"Skąpane w ropie strzępy ciała, zniekształcone fragmenty tkanek przekłutych implantami, druty, przerośnięte od sterydów i hormonu wzrostu serce, a także kilka innych organów dało się jeszcze wyodrębnić wzrokiem w karaluchowym potoku, który momentalnie unicestwił Guya Gibsona. W tej samej chwili z drugiego końca korytarza wpadło dwóch mężczyzn. Jednocześnie wydobyli spod lotniczych, czarnych kurtek broń maszynową".

Adam Deka jest autorem dwóch książek wydanych przez Dom Horroru: debiutanckie "Wije" traktują o morderczych wijach (taaa), natomiast "Splunę ci w pysk" to historia nawiedzonej... suwnicy (rodzaj dźwigu wykorzystywany w halach przemysłowych). Jak widać autorowi oryginalnych pomysłów nie brakuje, jednak tym razem zaserwował on czytelnikom rzecz oryginalną nie tylko pod względem treści, ale również formy. "Meta Noir" to mocno poryta hybryda cyberpunkowego science-fiction, postapokaliptycznego horroru i cholera wie czego jeszcze. Najlepsze jest to, że książka została ręcznie wykonana a jej nakład to raptem 100 szt. 


Na początek pierwsze wrażenia: mój egzemplarz dotarł bodaj dwa dni po zamówieniu, czyli bardzo szybko. Pod pierwszą warstwą okładki (fajny, gruby papier z fakturą i okienkiem) mamy szykowną, kolorową grafikę stworzona przez Teresę Bruska-Czerwińską. Generalnie książka jest malutka (10,5x15cm) i prezentuje się mega uroczo. Czcionka, jak na oldskulową odbitkę z maszynopisu przystało, czasami bywa grubsza niż powinna, a czasami nieco niewyraźna i 'rozmyta'. Dawno temu minęły czasy popularności podobnych publikacji, fajnie jest móc trzymać w rękach takie cudo - swoisty artefakt który autentycznie oddaje ducha przeszłości. 

Ponieważ książki powinny zachwycać nie tylko wykonaniem, ale z założenia treścią, wypadałoby żebym się jakoś odniósł do tej ostatniej... A nie jest to rzeczą łatwą, bo "Meta Noir" to lektura intensywnie drenująca umysł. Czytelnik zostaje rzucony w wir akcji bez żadnej 'gry wstępnej'. Pokrótce - w przyszłości powierzchnia planety uległa skażeniu, życie przeniosło się pod ziemię. Społeczeństwo podporządkowane jest zaawansowanej technologii. Zbuntowany programista Filip - miłośnik analogowych książek i kofeiny, postanawia zburzyć bieżący porządek. Jednocześnie do Ziemi zbliża się ganimedejska flota (w dużym uproszczeniu), a jej zamiary nie są do końca znane. Istnienie futurystycznej rzeczywistości staje pod znakiem zapytania...

Przyznaję - ciężko mi było wgryźć się w tą historię. Mnóstwo akcji, złożona wizja świata (z wieloma naprawdę intrygującymi pomysłami), nieco chaotyczna narracja, musiało minąć parę chwil zanim się w tym odnalazłem. Chwilami rozgorączkowana, psychodeliczna narracja z miejsca przywiodła mi na myśl dzieła Wiliama S. Burroughsa (zgodnie z zajawką reklamującą "Meta Noir" w sieci), taki wizjonerski bełkot który, o ile nie poświęci się mu wystarczającej uwagi, będzie głównie bełkotem, a nie nabuzowaną falą emocji zmiatającą wszystko co stanie jej na drodze. Takie klimaty się albo lubi, albo odbija się od nich jak od ściany. Pod płaszczykiem szalonego s-f, chwilami brutalnego, z niewyszukanym, bezceremonialnym humorem, mamy przemyconą treść zawierającą zadziwiająco dużo ideologicznych rozkmin. W normalnych warunkach raczej wątpię, żebym zaczął się zastanawiać nad poruszanymi tutaj kwestiami... Całkiem mi się to spodobało, jedyny zarzut to ciut za duży chaos. Gdyby całą powieść delikatnie 'wygładzić' i uporządkować (?), na pewno stała by się o wiele bardziej przystępna w odbiorze. Jeśli jesteście zainteresowani - szukajcie informacji na FB albo piszcie na maila podanego pod zdjęciem.

xeromorphfan@gmail.com

"Meta Noir" - Adam Deka
Wydawnictwo: XEROMORPH
Rok wydania: 2020
Stron: 168
Ocena: 7/10
PUBLIKACJA WYDANA NA PRAWACH RĘKOPISU
LIMIT NAKŁADU: 100 SZTUK

2020/04/14

Samotność - Jozef Karika

"Jesteś sam przez to, że żyjesz. Twoje jestestwo to esencja samotności. Mógłbyś z kimś być tylko pod warunkiem, że w ogóle byś nie istniał. Każda molekuła twojego ciała i każde drżenie twej myśli tworzą tę samotność". 
Kilka dni temu Wydawnictwo Stara Szkoła udostępniło na Woblinku darmowe opowiadanie Jozefa Kariki. Taki prezent na święta. I tutaj pierwszy plus: opowiadanie jest naprawdę darmowe, jak masz konto to sobie pobierasz i tyle, nie musisz kupować innego e-booka, żeby 'przy okazji kupić' "Samotność" za 0,00 zł. Nawet gdybym musiał sobie założyć konto tylko dla tego jednego pliku, to i tak byłbym wygrany. Przeczytałem i jestem strasznie zadowolony. Uwielbiam jak ten facet pisze!

klik
Zaczyna się od mrocznego wyznania narratora - prześladuje go poczucie wszechogarniającej samotności. A właściwie czegoś innego. Czegoś gorszego. Żeby przed tym jakoś uciec, bohater musi być stale w ruchu. Nie chodzi tutaj jedynie o ruch fizyczny, ale także ten umysłowy. O ile lżej jest uciekać w ciągu dnia, tak nocą... Nocą jest o wiele trudniej. Kiedy zimowa aura nie pozwala na nocną tułaczkę po okolicy, mężczyzna znajduje schronienie w... pociągach. Podróże koleją dają mu chwilę na złapanie tchu. Ale tylko do czasu.

Uwielbiam styl Kariki. To jest nie lada sztuka stworzyć naprawdę gęsty, klaustrofobiczny klimat za pomocą w gruncie rzeczy prostego i klarownego języka. Autor nie sili się na straszenie, tylko straszy. Ot tak. Standardowo w tle historii pojawiają się góry ze swoimi tajemnicami. Jest sporo brutalności. Jest zaskakujące zakończenie. Świetna lektura z dyskretnie przedstawionym 'drugim dnem', gdzie pozornie nic nieznaczące sugestie, jakieś pojedyncze, krótkie zdania wywołują autentyczne ciary na plecach. "Mistrz słowackiego horroru". Jozef Karika zasługuje na takie miano. Mistrz słowa, mistrz klimatu, mistrz w straszeniu. Pomyśleć, że w Polsce znamy tylko kawałeczek jego twórczości. Ale ile dobrego może być przed nami?

"Samotność" - Jozef Karika
Wydawnictwo: Stara Szkoła
Rok wydania: 2020 (oryginał 2009)
Ocena: 8/10

2019/07/16

Diabeł wcielony - Donald Ray Pollock

" - Tak wygląda śmierć - powiedział Willard pochmurnym tonem pewnego wieczoru, gdy wraz z Arvinem klęczeli przy cuchnącym zgnilizną pniu przesiąkniętym krwią. - Chcesz tego dla swojej matki? - Nie - odparł chłopiec. Willard uderzył pięścią w pień. - To módlże się, do cholery! Arvin zdjął brudną chustkę z twarzy i zaciągnął się głęboko śmierdzącym powietrzem. Od tego momentu przestał unikać brudu, niekończących się modlitw, zepsutej krwi i zgniłych trucheł. Mimo to matka nadal gasła w oczach".
Kojarzycie obraz prowincji Stanów Zjednoczonych z drugiej połowy XX wieku? Bezkresne pola kukurydzy, niekończące się nitki autostrad, zapyziałe stacje benzynowe, podupadające mieściny pełne nieufnych mieszkańców. W takiej właśnie scenerii rozgrywają się wydarzenia tej książki.

https://papierowyksiezyc.pl/
ksiegarnia/diabel-wcielony/
 Historia podzielona jest na 7 części i aż 55 krótkich rozdziałów. Zaczyna się w 1945 roku, kiedy poznajemy wracającego do domu z Wietnamu Willarda Russella, a kończy (?) w roku 1966. "Diabeł wcielony" to cała masa charakterystycznych, często groteskowych bohaterów wypaczonych przez ówczesną rzeczywistość. Mamy więc Willarda, naznaczonego wojenna traumą mężczyznę próbującego za wszelką cenę ocalić nieuleczalnie chorą żonę, Arvina - jego syna który w dalszej części historii okaże się jedną z kluczowych postaci. Jest dwóch nawiedzonych "kaznodziejów" - Roy - fanatycznie głoszący Słowo Boże i jego kaleki pomocnik grający na gitarze - Theodore. Oprócz tego mamy parę seryjnych morderców - Carla Hendersona, lubującego się w artystycznej fotografii swoich ofiar, oraz jego żonę Sandy - siostrę skorumpowanego szeryfa Lee Bodeckera. Ale to nie wszyscy...

Akcja przeskakuje z jednego wątku na drugi, co w pewnym momencie zaczęło mnie nawet lekko irytować, dopiero kiedy w końcówce losy poszczególnych bohaterów zaczynają się splatać, doszło do mnie jak zgrabnie autor poprowadził całą historię. Finałowe rozwiązanie świetnie podkreśla ogólny wydźwięk tej opowieści. Koło bezlitosnego losu się zamyka. Ale nie przestaje się toczyć. I nadal miażdży kolejne ofiary na swojej drodze. Zło w ludziach ma tutaj przeróżne oblicza... Zmieścić tylu degeneratów w tak krótkiej książce to nie lada sztuka. Jednakże mimo tej duszącej ilości syfu i najpodlejszych ludzkich instynktów, dostajemy też coś więcej - tragiczną, i na swój sposób poruszającą historię.

Donald Ray Pollock z niezwykłą intensywnością odmalował nie tylko brudne realia amerykańskiej prowincji, ale tez świetnie zbudował klimat wiszącego nad swoimi bohaterami widma nadciągającej tragedii. Dla nikogo nie ma tutaj litości. Polecam wszystkim "miłośnikom" bezkompromisowej literatury, ludzkiego wynaturzenia i scenerii filmów w stylu "Bękarty diabła" czy "Teksańska masakra piłą mechaniczną". Chociaż przy lekturze "Diabła wcielonego" nie będziecie mieli okazji do śmiechu, miejcie to na uwadze. Warto!

"Diabeł wcielony" - Donald Ray Pollock
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2019 (oryginał 2011)
Stron: 330
Ocena: 8/10

2019/01/20

48 - Andreas Gruber

"Wpatrywała się w deszcz, padający w ciemności idealnie prostymi liniami kropel. Nagle zrozumiała sens tych wszystkich sprzeczności. Świat był przedziwnym miejscem, pełnym absurdów niemożliwych do ogarnięcia umysłem. Ale to właśnie dlatego wydarzenia przybierały taki, a nie inny bieg."
Nie żywiłem jakichś szczególnych nadziei co do tego tytułu. Przy przeglądaniu schowka w swojej ulubionej księgarni internetowej (a mam tam prawie 300 pozycji i robię to nałogowo) zauważyłem, że PAPIEROWY KSIĘŻYC przecenił kilka książek. Okładka wyglądała obiecująco a ja miałem jeszcze trochę środków do wykorzystania...

https://papierowyksiezyc.pl/wp-content/
uploads/2017/09/48_okladka-1-300x430.jpg

Bywało, że robiłem lepsze książkowe inwestycje ale i ta nie okazała się najgorsza. Tak więc... Jest sobie psychopatyczny morderca, porywa ludzi i daje ultimatum - 48 godzin na odgadnięcie kogo i dlaczego uprowadził. W przeciwnym razie zabija. Jedną z ofiar jest matka Sabine Nemez - policjantki z Monachium. Sabine próbuje bezowocnie rozgryźć mordercę, dopiero połączenie sił z aroganckim profilerem z Holandii - Maartenem S. Sneijderem zaczyna przynosić skutki. W międzyczasie doktor Helen Berger zostaje wciągnięta w grę psychopaty, próbuje ocalić kolejną z porwanych osób. Jak łatwo się domyśleć, w pewnym momencie losy bohaterów się splatają...

Książka jest dobra. Ani nie urywa dupy, ani nie nudzi. Ot czytadło o którym zapomni się prędzej niż później. Poprawnie napisana, bez mega zaskakujących zwrotów akcji (może to i lepiej), z pośród bohaterów najbardziej wyróżnia się geniusz i cham do potęgi oraz miłośnik marihuany - Sneijder. Na uwagę zasługują również całkiem kreatywne metody zabijania stosowane przez naszego psychopatę. Historia zgrabnie łączy poruszone wątki, tempo jest dynamiczne a zachowania bohaterów nie wydaja się przesadnie irracjonalne. Ogólnie rzecz biorąc - nie ma się za bardzo do czego przyczepić... Niestety zachwycić się też nie bardzo jest czym...

Andreas Gruber napisał jeszcze 3 thrillery z cyklu "Maarten S. Sneijder i Sabine Nemez". Nie liczyłbym jednak na polskie wydania. Jeśli ktoś ma ochotę na niezobowiązującą lekturę w nieco mrocznych klimatach to polecam. Byle nie nastawiać się na Bóg wie co. Dobra - nic więcej. Czasem tyle wystarczy.

48 - Andreas Gruber
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Stron: 472
Ocena: 6/10

2019/01/13

Było sobie Glasgow - Alexander McArthur i Herbert Kingsley Long

"Bijatyki i seks są jedynymi darowymi  rozrywkami życia w slumsach. Dodać do tego picie, za co trzeba było płacić, i już mamy trzy główne ujścia całego eskapistycznego zestawu wartości na stałe zakorzenionego w podświadomości mieszkańców slumsów."
Akcja książki ma miejsce w Gorbals - cieszącej się złą sławą dzielnicy Glasgow. Lata 20. ubiegłego wieku. Brud, smród i ubóstwo. Młody Johnnie Stark chciałby być kimś, niestety środowisko w którym przyszło mu żyć nieszczególnie temu sprzyja... Wszechobecna bieda, przemoc, brak pracy i perspektyw. Ale Johnie jest uparty, silny i głupi odważny. Po jednej z zadym w klubie tanecznym, gdzie masakruje swoich przeciwników, zostaje okrzyknięty Królem Brzytew. Zyskuje powszechny szacunek pośród zdeprawowanej młodzieży.
https://www.facebook.com/VisAVisEtiuda/photos/a.
348635648594448/1107559812702024/?type=3&theater
W sumie nie wiedziałem czego spodziewać się po tej książce. Wydana ponad 80 lat temu, ponoć skandaliczna... "Było sobie Glasgow" to tak naprawdę  historia upadku człowieka. Społeczeństwo trawione patologiami wydaje się być z góry skazane na porażkę. Nie wszyscy bohaterowie są równie 'błyskotliwi' co Król Brzytew w robieniu kariery, jednak nawet uczciwa praca nie gwarantuje sukcesu w tak parszywym miejscu. Zniszczone domy, ulice pełne skorych do bitki wyrostków, ubóstwo, alkoholizm. A pomiędzy całym tym brudem ludzie którzy chcieliby godnie żyć. Autorzy kilkukrotnie próbują wytłumaczyć irracjonalne zachowanie postaci gdyż ówczesne społeczeństwo kierowało się 'specyficznym' kodeksem moralnym. Z drugiej strony - mimo upływu lat widać zadziwiająco dużo podobieństw do patologicznych klimatów w teraźniejszości. Przecież dziś też nie brakuje miejsc, po których lepiej nie spacerować samotnie nocą...

Ale oprócz wielkich bijatyk zwaśnionych gangów mieszkańcy Glasgow mieli też inne rozrywki, np. zakłady bukmacherskie, kino i... taniec. Trzeba przyznać, że w książce całkiem nieźle przedstawiono codzienne życie klasy robotniczej. Styl jest specyficzny, nieco toporny ale nie ma tragedii. Z czasem da się przywyknąć do słów typu: 'tyra', 'kizior', 'macher' czy 'klawo'. :) Nie spodziewałem się tego po pierwszych stronach ale  wciągnęła mnie historia Króla Brzytew. Co ciekawe, mimo sporej ilości przemocy nikt nie szasta bluzgami. Nie jest to typowy kryminał, raczej dramatyczna historia ludzi, których los zdefiniowało tytułowe "nie byle jakie miasto". No i plus za fajną, minimalistyczną okładkę. 

Było sobie Glasgow - Alexander McArthur i Herbert Kingsley Long
Wydawnictwo: Vis-a-vis / Etiuda
Stron: 256
Ocena: 6/10

Wszyscy grzesznicy krwawią - S.A. Cosby

"(...) A teraz siedział na ganku z butelką whisky i strzelbą do tłumienia zamieszek na kolanach. Chmury się rozstąpiły i od dawna już m...