Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horror ekstremalny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horror ekstremalny. Pokaż wszystkie posty

2025/10/18

Dom rozwolnienia - Edward Lee & Tomasz Czarny

"(...) Deke był z Baltimore, Willy z Atlanty, a Marsha z południowego Bostonu. Nie jest istotne dla tej historii, jak ta trójka wędrownych ekskrementów się spotkała. Wspomnijmy po prostu, że zapoznali się ze sobą w trakcie wymiany igieł na ulicy Somerset w Filadelfii jakąś dekadę temu. Marsha, wtedy jeszcze całkiem atrakcyjna, prostytuowała się, kiedy pokaźnych rozmiarów chłopak z którym była, Willy, robił za jej mięśnie. Robili kasę, zgadza się, ale większość wydawali na innych ćpunów, benzodiazepiny, metę i heroinę, przez co właśnie byli bezdomni".

 Jedna z moich (czytelniczych) jaźni chciałaby czytać rzeczy, które targają emocjami, ściskają gardło i serce, szarpią wte i wewte, nie pozwalają zasnąć... Druga widzi "Dom rozwolnienia" i myśli sobie: hehe, nie no, muszę to przeczytać XD. 

źródło

Mamy trójkę ćpunów: Deke - robi w grupie za mózg, Willy - za mięśnie oraz Marsha - prostytutka u kresu kariery, robi za worek treningowy Willy'ego. Deke dziedziczy po swoim zmarłym krewnym dom. I świetnie się składa, bo nasza wesołą gromadka nie ma za bardzo gdzie mieszkać, ani czym się odurzyć. Poprzedni właściciel domu był duchownym, co nie uchroniło go od pozostawienia po sobie kilku piekielnych niespodzianek. 

Każdy kto poznał klimat książek Edwarda Lee poczuje się jak w domu. Zdegenerowani bohaterowie, rynsztokowy humor, płyny ustrojowe, absurdalne pomysły, czego chcieć więcej? W krótkiej formie to wszystko smakuje najlepiej, w dłuższej staje się nużące. Książka jest napisana w duecie, jednak można ją uznać za typowe dzieło legendy horroru ekstremalnego. Jedyne do czego się przyczepię, to "ucięte" zakończenie. No ale tak to bywa z zakończeniami, rzadko kiedy satysfakcjonują, tym bardziej w gatunku, który ma za zadanie szokować przez cały czas. Lubisz ekstremę? Czytaj. I pamiętaj - tylko Bóg może nas sądzić. ;)

"Dom rozwolnienia" - Edward Lee & Tomasz Czarny
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2025
Stron: 96
Ocena: 6/10

2024/08/27

"Mickey & Mo" Tomasz Czarny i Robert Essig, "Dziecko" Edward Lee

"Monicę (na któą wszyscy mówili „Mo”) poznał, gdy kupowała metę od Bone'a. A kupowała dużo i często. Była solidnie wkopana w to gówno. Mickey nie wiedział czemu, ale ta wychudzona, zaniedbana i przećpana laska podobała mu się. Była pewna siebie, i mimo, że znajdowała się na dnie, miała jeszcze charakterny błysk w oku. Pogadali sobie trochę paląc papierosy i crack. A później wsiedli do pickupa Mickeya, pojechali do starej szopy, którą Mickey mijał przejazdem i kochali się tam jak dzikie zwierzęta". - "Mickey & Mo"

Najnowsze tytuły z Domu Horroru zachęciły mnie tematyką i nazwiskami. Ćpuny gotujące metę w odludnych lasach? Co poradzić - mam słabośc do tego typu klimatów. Nowy Edward Lee po polsku? Pewnie! Gwarancja jakości. Ostatnio zasugerowałem, że jak się człowiek oczyta tej ekstremy to już mało co go rusza i w ogóle... Dwie niepozorne ksiązeczki, będzie jak znalazł na odmóżdżenie. Co złego może się stać???

Nikomu nie polecam tych książek. Chcecie? Czytajcie. Ale róbcie to na własną odpowiedzialność. 

źródło: https://domhorroru.pl/pl/

Na początek "Mickey & Mo". Zakochana para zdegenerowanych narkomanów produkuje sobie metaamfetaminę w jakiejś zapadłej dziurze w stanie Maryland. Przyjaciółka Mo prosi ją o przysługę - opiekę nad dzieckiem przez jedną noc. Matka musi odreagować trudy macierzyństwa i się porządnie wyszaleć. Mo akceptuje prośbę. Niestety. Co na plus: świetny, ćpuńsko-wieśniacki brudny klimat (nie oceniajcie mnie), slang, całkiem charakterystyczni bohaterowie, a przede wszystkim główny twist, gdzie potrzebowałem stanowczo zbyt wielu sekund zanim dotarło do mnie co tam się właściwie stało. Minusy: po tym najbardziej szokującym momencie (gdzie chwilowe niedopowiedzenie i SUGESTIA robią największą robotę, nie późniejsze dosadne opisy) dalsze pastwienie się nad tematem nie budzi już większych emocji, za minus można też uznać bardzo otwarte zakończenie i brak gwarancji na kontynuację. 

No dobra, to było posrane. Czas na Edwarda Lee. Dwie krótkie nowelki. I faktycznie - jednym z głównych motywów są tutaj dzieci. W tytułowej historii główny bohater zostaje wrobiony w odpowiedzialnośc za katastrofę budowlaną. Postanawia uciec od cywilizacji i zaszyć się w jakiejś zapomnianej przez Boga wiosce - wszystko wydaje się lepsze od parspektywy spędzenia reszty życia za kratkami. Podczas podróży zapyziałym autobusem wpada w oko pewnej kobiecie. Kobiecie, która ponoć nie cieszy się najlepszą reputacją w okolicy, na pewno nie cieszy się najlepszą aparycją, na dodatek ma przerażającego synka o wdzięcznym "imieniu" Szocik i równie przerażające zamiary wobec naszego zbiega. Z deszczu pod rynnę. Zestawienie eleganckich manierów głównego bohatera z kwintesencją patologii jest naprawdę zabawne. Ale poziom obrzydliwości wali w sufit i ciężko przebrnąć przez niektórę momenty. Lojalnie uprzedzam. 

Druga nowelka - "Fetyszysta", pozwala pogłębić więdzę czytelnika na temat ludzkich zboczeń. Wiedzieliście czym jest grawiditofilia? Ja nie. A jest to pociąg seksualny do ciężarnych kobiet. Główny bohater podczas ważnej podróży służbowej postanawia skorzystać z usług prostytutki w zaawansowanej ciąży. Wieczór kończy się... zaskakująco. Na pewno nie tak, jak sobie planował. No cóż, po raz kolejny mamy do czynienia z ekstremą w najczystszej postaci. Myślę, że nawet czytelnicy obyci z tą "estetyką" będą mieć wątpliwości przy przewracaniu kolejnych kartek. Nie nastawiałem się tutaj na jakieś wyjątkowo szokujące treści (jak na standardy horroru ekstremalnego), jednak przeczytałem coś, co łamie kolejne granice i nie ukrywam - pozostawiło mnie w stanie jakiegoś rozbicia. A wiecie co jest najgorsze? Że nawet najbardziej zwyrodniała fikcja najpewniej jest właśnie dla kogoś na świecie rzeczywistością. I nie da się nic z tym zrobić. 

"Mickey & Mo" - Tomasz Czarny i Robert Essig
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2024
Stron: 50
Ocena: 7/10

"Dziecko" - Edward Lee
Zawiera nowele "Dziecko" i "Fetyszysta"
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2024
Stron: 102
Ocena: 7/10

2024/07/25

Patusy - Patryk Bogusz, Marcin Piotrowski, Tomasz Czarny

"– Czasem śmierć to jedyne wyjście i mówię to z pełną odpowiedzialnością – powiedział i nachylił się do kamery. Twarz skrywał za czarną skórzaną maską, bo misja była ważniejsza od jego wyglądu. On był tylko głosem, którego wierni będą słuchać. Na finalnym streamie grupy beta zebrał tysiące nastolatków. Wiedział, że tylko kilku z nich podoła zadaniu, a moze tylko jeden. Jedna wyjątkowa istota, która zrozumie, że tylko przez autodestrukcję można osiągnąć spokój. Mówiła o tym filozofia, mówiła literatura, muzyka i film. On przeniósł tę prawdę na inny poziom, docierając do mas. Czasy się zmieniły, forma przekazu również".

Dziś będzie krótko (krócej niż zazwyczaj) bo i obiekt mojej recki do najdłuższych nie należy, w sumie "Patusy" równie dobrze mogłyby się ukazać w jakimś zbiorze opowiadań z ekstremalną grozą. 

źródło: https://domhorroru.pl/pl/glowna/212-patusy.html

Fabuła nie należy do przesadnie skomplikowanych, policjant po śmierci córki postanowił odejść ze służby i na własną rękę zająć się robieniem porządku z patostreamerami - to właśnie przez jednego z nich stracił dziecko. Klasyczny motyw zemsty plus jedno z nowszych zagrożeń współczesnego świata. Jak wyszło? Moim zdaniem średnio. Jest bardzo krwawo, jest obrzydliwie, ale żeby lektura mnie jakoś bardziej poruszyła? Niekoniecznie. Rzecz dzieje się w amerykańskich realiach, momentami wyczuwalne są fajne nuty właściwe do kryminału noir (obstawiam pióro Patryka Bogusza). Sceny gore - spoko, ale odrobinę wtórne. Chwila wywołująca największą reakcję (realne mdłości) to chyba też trochę hołd dla słynnego "2 Girls 1 Cup" XD. Zakończenie z fajnym pomysłem, można się doszukać jakiegoś głębszego, symbolicznego sensu, niestety finałowe sceny rozgrywają się błyskawicznie. Ogólnie takie tam czytadełko pod piwo, o którym czytelnik dość szybko zapomni. Zbyt szybko.

Moja opinia ma dość krytyczny ton, a to dlatego, że znam solową twórczość autorów i wiem, że tych panów bez wątpienia stać na więcej. Przekonałem się o tym wielokrotnie. Tutaj bez szału. Skoro krótka nowelka doczekała się papierowej formy, to liczyłem na coś lepszego. Tym bardziej, że i poruszony temat ma olbrzymi potencjał . Niezdecydowanym polecam przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie. Mimo narzekania ode mnie 6/10 bo mam słabość do tego typu twórczości.

"Patusy" - Patryk Bogusz, Marcin Piotrowski, Tomasz Czarny
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2024
Stron: 79
Ocena: 6/10

2024/02/10

Pan Kanapka - Patryk Bogusz i Marcin Piotrowski

"Mama zawsze powtarzała, żebym się nie żenił. Mówiła, ze ludzie nie są do tego stworzeni. Sama miała trzech mężów i każdy następny był gorszy od poprzedniego. Wszyscy okazali się pijakami i tłukli ją nie na żarty. Trzeci wybranek był prawdziwym zjebem. Dopiero w podstawówce skumałem, że nie każdy ojczym wpycha podopiecznemu kutasa w dłoń. Oczywiście uznałem, że u mnie będzie inaczej. Niestety... to mama miała rację." - "Pan Kanapka" P. Bogusz i M. Piotrowski

 Minęło trochę czasu odkąd ostatni raz sięgnąłem po literacką ekstremę. Ta przerwa okazała się bardzo dobrym  ruchem, kiedy za długo pozostaje się przy tego typu treściach, stają się one nużące i wywołują raptem ułamek emocji, które powinny wywoływać. Twórczość obydwu autorów jest mi dość dobrze znana (chociaż mam trochę do nadrobienia), nie miałem więc wątpliwości, że czeka mnie naprawdę porąbana lektura. 

źródło: klik

"Pan Kanapka"
Tytułowa nowela inspirowana jest postacią prawdziwego seryjnego mordercy i gwałciciela - Josepha Metheny'ego. Polecam zerknąć w necie jak facet wyglądał - jak cholerny potwór. I tym właśnie był. Patryk Bogusz i Marcin Piotrowski przechrzcili Josepha na Edmunda, następnie wrzucili go w warszawskie realia lat dziewięćdziesiątych. Główny bohater został porzucony przez żonę i pozbawiony mieszkania socjalnego, postanowił więc rozkręcić własny biznes - obwoźne stoisko z burgerami. Od początku jest bardzo ostro, autorzy nie biorą jeńców. Jak ekstrema to ekstrema - nie ma przebacz. Pierwszoosobowa narracja robi robotę, Edmund to taki rubaszny wujas, który wiadomo, że ma nierówno pod sufitem, ale tez budzi swoistą sympatię. Gdyby tylko nie robił tego co robi... Pełnokrwista ekstrema pełna patologii, podlana czarnym humorem. Końcówka dość stonowana, można powiedzieć, że zgodna z "oryginałem". 

"Urlop na wsi" Marcin Piotrowski
Po pewnym "incydencie" Mateusz postanawia naprawić swój związek z Agnieszką zabierając ją do uroczej wioski gdzie mieszkają jego krewni. Para zostaje ciepło przyjęta, jednak Agnieszka nieufnie patrzy na specyficzną rodzinę swojego chłopaka. Każdy kolejny dzień rodzi coraz więcej obaw. Zaskoczyło mnie pojawienie się motywu fantastycznego w tej historii. Opowiadanie jest dość krótkie, ale nie brakuje w nim właściwego ekstremie "mięsa". Mało tego, "Urlop na wsi" zdaje się być prequelem "Nędzy", jest więc nadzieja na ponowne spotkanie z jego bohaterami. Mam nadzieję, że książka wróci do księgarń i tym razem zdążę ją zakupić.

"Dziwka szatana" Patryk Bogusz
Co powiecie na horror z wątkiem okultystycznym dziejący się za murami więzienia? Ci czytelnicy, którzy znają "Czas umierania" Patryka Bogusza wiedzą, że autor potrafi doskonale wykreować brudny, przestępczy klimat. Bruen wkrótce wychodzi na wolność. O ile uda mu się do tego czasu przeżyć. Charakterystyczna narracja, mnóstwo slangu, zero litości + drobny easter egg dla miłośników literackiej ekstremy. Wygląda to na początek jakiejś większej, odjechanej historii. ;)

"Pan Kanapka" - Patryk Bogusz i Marcin Piotrowski
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2022
Stron: 130
Ocena: 7/10

2023/03/19

Przysługa - Tomasz Tomaszewski

"Bogucki poczerwieniał ze złości na twarzy. Życzył w myślach jak najgorzej klientowi, nie pozbawił go jednak życia. Nie wiedział o tym oczywiście i kompletnie nie zdawał sobie z tego sprawy. Dopiero później odkryje, że musi mieć bliższy lub dalszy kontakt wzrokowy z daną osobą, aby swe myśli lub słowa wprowadzić w czyn. Początkiem października zauważy także, że nie powinien źle myśleć o innych i wypowiadać na głos pewnych życzeń. Końcem października wpadnie na pewien pomysł, który wcieli w życie. W listopadzie zatraci się zupełnie, a w grudniu straci wszystko. O tym też jeszcze nie wiedział".

Nie da się ukryć, że nazwisko autora w dość spektakularny sposób zaistniało w grozowym światku. Debiutancka powieść pt. "Złe miejsce" spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem czytelników. Tak się złożyło, że druga powieść Tomasza Tomaszewskiego ukazała się w jednym z moich ulubionych wydawnictw, jako pierwszy tytuł po zmianie właściciela. Do listy powodów, dzięki którym sięgnąłem po "Przysługę" (oprócz ciekawości, sporych oczekiwań i zaufanego wydawcy) dorzuciłbym także fantastyczną okładkę, intrygujący opis i... niewielką objętość. Przeczytałem, podobało mi się, ale mam kilka uwag.

Fabuła książki nie należy do przesadnie skomplikowanych, a sam motyw który napędza akcję jest genialny w swojej prostocie - facet zauważa, że jest w stanie wpływać samą myślą na zachowanie innych ludzi. Ileż można z czegoś takiego wycisnąć! Niemal boskie moce w rękach zwyczajnego człowieka. Czy jest ktoś, kto sam tego nie próbował? (Ja tam nie tracę nadziei;). Piotr Bogucki - bo tak nazywa się nasz główny bohater - postanawia wykorzystać niesamowity dar (?) do wzbogacenia się. Umieszcza w necie ogłoszenie, w którym oferuje wykonanie tytułowej przysługi - wskazana osoba zrobi dokładnie to, czego oczekuje zleceniodawca. Nie mija wiele czasu i pojawiają się pierwsi klienci. Na początku 'przysługi' są dość niewinne, z czasem przestają takie być.

Zacznę od narzekania. Ostrzegam. :) Notkę z tyłu okładki otwiera takie pytanie: "Jak zachowałby się przyzwoity człowiek, gdyby mógł bezkarnie decydować o działaniach innych osób?". No właśnie. Lektura "Przysługi" nie dostarcza odpowiedzi na to pytanie, ponieważ ciężko uznać głównego bohatera za przyzwoitego człowieka. Już pierwsze "testy" nowej umiejętności pokazują, że Piotr ma jakieś patologiczne zagrywki. Możesz sprawić, że ktokolwiek zrobi dosłownie cokolwiek, i publicznie upokarzasz randomowe osoby? Serio? Słaby sposób na zdobycie sympatii czytelnika. Sama przemiana z osoby w miarę normalnej w ewidentnie złą przebiega błyskawicznie. Szkoda, myślę, że można było lepiej rozegrać element tej 'transformacji', a przede wszystkim go rozbudować. Nie przekonuje mnie również relacja Piotra i jego żony. Czy posiadając takie moce naprawdę traciłby czas na kłótnie, zamiast sprawić, żeby jego małżonka po prostu nie dostrzegała problemów? Wątpię. Tym bardziej na takim etapie odklejenia naszego bohatera. CHYBA, że uznamy brak używania "daru" na drugiej połowie, jako ostatnie podrygi kulawej moralności Piotra. W takiej formie średnio to do mnie trafia. :/ Dobra, było narzekanie, to teraz pochwały. Piotr jako osoba, której odbiło od władzy wypada całkiem przekonująco. Wprowadzenie Anny, czyli typowej femme fatale to dobry zabieg. Pożądanie wyłączyło bohaterowi resztki rozsądku, czego nie dokonały nawet nadludzkie moce. Pozytywnie zaskoczyło mnie również zakończenie - autor w finale nie cofa się ani o krok. Czytałem końcówkę, i coś we mnie krzyczało - niech ktoś coś zrobi! Ale nic to nie dało. Brawo za bezkompromisowość. Jeszcze jeden element zasługuje na wyjątkową uwagę - okładka. Polecam zajrzeć na profil By Widomska i zobaczyć jak powstała - świetna robota!

O ile kiedyś powstanie kontynuacja "Przysługi", a jest to całkiem możliwe, to chętnie po nią sięgnę. Póki co, na swoją kolej czeka "Złe miejsce". Jeśli czytaliście obydwa tytuły, dajcie znać który z nich bardziej do Was trafił. 

"Przysługa" - Tomasz Tomaszewski
Wydawnictwo: Phantom Books
Rok wydania: 2023
Stron: 160
Ocena: 6/10

2023/01/21

Fleja - Aron Beauregard

"Przerażenie samo w sobie jest bezradnym uczuciem, które zazwyczaj natychmiast wtłacza się do naszego organizmu. Zupełnie jakby drzemało uśpione, wypełniając igłę, która właśnie wbija się w nasze żyły. Czeka na idealny moment, by wcisnąć tłok. Zazwyczaj wywołuje go jakiś obraz, dźwięk, a niekiedy także zapach. Opcja zapachu była dla mnie mniej prawdopodobna, ponieważ mój wypadek sprawił, że moje zmysły stały się bardziej przytępione niż u normalnej osoby".

Vera ma obsesję na punkcie czystości. Jako mała dziewczynka zauważyła, że domy jej rówieśników są zupełnie inne niż miejsce, w którym mieszka. Postanowiła coś z tym zrobić. Walka z wszechobecnym brudem, insektami i gryzoniami zakończyła się sukcesem, jednak odcisnęła trwałe piętno na psychice bohaterki. Lata mijały, ale traumatyczna przeszłość nigdy nie pozwalała o sobie zapomnieć. Końcówka lat osiemdziesiątych. Vera wiedzie szczęśliwe życie u boku niepełnosprawnego męża, para spodziewa się dziecka. Wizyta akwizytora oferującego nowoczesny odkurzacz rozpoczyna serię zdarzeń, których finał okaże się prawdziwym koszmarem. Nasza główna bohaterka postanawia sama sprawdzić się jako sprzedawczyni wspomnianego urządzenia, w końcu jest specjalistką jeśli chodzi o czystość, a oferowany sprzęt daje niesamowite możliwości. Sprzedaż idzie bardzo dobrze, dopóki Vera nie zapuszcza się na prowincję, gdzie w niepozornym domu na odludziu spotka ją prawdziwa gehenna.


"Fleja" przyciąga uwagę bardzo sugestywną okładką. Raczej nie ulega wątpliwości, że jest to wzorcowy przykład literackiej ekstremy. Książka ma raptem 150 stron, dużą czcionkę i dość mocno 'rozstrzelany' tekst, więc czyta się ją bardzo szybko (co nie znaczy, że płynnie - zadziwiająco wiele razy [jak na tak krótką książkę] musiałem powracać do jakiegoś zdania i przekonywać się, że wewnętrzny zgrzyt wywołany jego budową nie był urojony). Vera opowiada czytelnikowi swoją historię podzieloną na krótkie rozdziały (ciekawie zatytułowane, tak swoją drogą), co trochę przypomina pamiętnik. Całość można z grubsza podzielić na dwie części, punktem przełomowym staje się wizyta w domu tytułowego Flei. Szczerze mówiąc bardziej podobała mi się pierwsza część. Wspomnienia z dzieciństwa Very, samobójstwo jej siostry, związek z mężczyzną na wózku... Druga część, to już jazda bez trzymanki. Nie można odmówić autorowi kreatywności w wymyślaniu coraz to obrzydliwszych motywów. Niestety - łatwiej się zrzygać, niż zaangażować emocjonalnie w tę opowieść (#złotemyśli). Natężenie ohydy i makabry całkowicie zdominowało fabułę. Gdzieś w tym wszystkim została przerwana więź, jaką nawiązałem z narratorką, jej los przestał mnie interesować. Wiem, że ekstrema czy splatterpunk rządzą się swoimi prawami. Z pewnością nie powinna wywoływać znużenia/zobojętnienia. Coś nie do końca tutaj zagrało. Nie twierdzę, że książka jest zła (jako reprezentant swojego gatunku), jednak jestem trochę zawiedziony. Być może podszedłem do niej zbyt entuzjastycznie, w końcu do pewnego momentu była świetną, poruszającą rozrywką.

Ciekawe jak zareagowałbym na "Fleję" gdyby było to moje pierwsze spotkanie z horrorem ekstremalnym? Być może byłbym tak zszokowany, że nie przyszłoby mi do głowy marudzić. Co jak co, ale Aron Beauregard stworzył kawał chorego gówna. Jeśli na rynku pojawią się tłumaczenia kolejnych pozycji z bogatej bibliografii autora (kontynuacja "Flei"?) to na pewno po nie sięgnę. Osoby rozważające lekturę zachęcam do jej podjęcia - być może dla Was okaże się w pełni satysfakcjonująca. 

"Fleja" - Aron Beauregard
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rod wydania: 2022 (oryginał 2019)
Stron: 150
Ocena: 6/10

2022/10/30

Głód - Marcin Majchrzak

"(...) Poczułem, że mój żołądek zamienia się w bardzo ciężki głaz. Spojrzałem za siebie, nie żeby spotkać się wzrokiem z Denatką, ale żeby zobaczyć ciągnące się za nami koleiny w śniegu, nasz wydeptany tor. Był tam, naturalnie. Wzroku Denatki też nie udało mi się uniknąć. Ziała z niego absolutna pustka. Dziewczyna zaczęła krzyczeć, a był to krzyk pierwotny i dziki, krzyk pełen strachu i czystego szaleństwa. Z początku spróbowałem jakoś ją uspokoić, przemówić do rozumu, ale to nic nie dawało. Natalia krzyczała, a wraz z nią krzyczały wszystkie moje wnętrzności, wszystkie kości, wszystkie zwoje mózgowe. W końcu nie wytrzymałem".

Okładka "Głodu" należy do ścisłej czołówki moich ulubionych okładek z ubiegłego roku. Książkę która wygląda tak dobrze, kupiłbym bez względu na nazwisko autora. Fantastycznie piękny i złowrogi obrazek (Maciej Kamuda - świetna robota, cieszy oko ile razy na nią nie spojrzeć). Kiedy już zaspokoiłem swoją próżność, książka wylądowała na półce obok dziesiątek innych czekających na swoją kolej. I tak sobie stała kilkanaście miesięcy. Oczywiście nie było widać okładki, więc o niej zapomniałem. Klucz według którego sięgam po kolejne książki jest co prawda dość skomplikowany i nie za bardzo go ogarniam, jednak pozytywne spotkanie z "Ciszą" autora na pewno zbliżyły "Głód" do zrobienia z nim tego, do czego został stworzony.

"Będzie rzeźnia" - tak sobie pomyślałem, kiedy zobaczyłem "Głód" po raz pierwszy. No i się pomyliłem, bo nie było. Ale i tak było dobrze. A później była rzeźnia. I było jeszcze lepiej. Ale po kolei...

Tomek - główny bohater powieści, to postać która w większości czytelników wzbudzi coś na kształt sympatii. Dlaczego? Bo ma gorzej niż my. O ile każdy z nas ma od czasu do czasu prze#ebane, tak Tomek ma prze#ebane hurtowo. Zostaje wyrzucony ze znienawidzonej roboty, pobity przez lokalną patole a na koniec rozstaje się ze swoją dziewczyną i chwilowo nie ma nawet gdzie mieszkać. Co zrobić, kiedy zostajesz poniżony, pozbawiony jakichkolwiek perspektyw i nie masz co liczyć na wsparcie najbliższej osoby? Może wyjechać w Bieszczady? Tak! To opcja dobra jak każda inna. Towarzyszką i inicjatorką tej wesołej podróży staje się przypadkowo poznana nastolatka, która akurat uciekła z domu. Para bohaterów trafia na bieszczadzkie odludzia, ale zanim docierają do tymczasowego celu swojej podróży, łapie ich potężna zamieć śnieżna.

Pierwsza część "Głodu" zaskoczyła mnie paranoiczną grozą rodem ze "Szczeliny" Jozefa Kariki. Po dość (mimo wszystko) heheszkowym wstępie, gdzie lepiej poznajemy Tomka i Denatkę, nadchodzi moment, w którym rzeczywistość zaczyna się kruszyć i rozsypywać. Ponieważ polubiliśmy naszych bohaterów, zaczynamy się o nich martwić, coś tam stanowczo jest nie tak... Czytelnikowi przestaje być do śmiechu. Dzieje się sporo: jest makabrycznie, nastrojowo, obrzydliwie, dołująco i hardkorowo. Wszystkiego po trochu.  Scena z kreatywnym zastosowaniem przewodu od czajnika - nie zapomnę jej nigdy. (Trafia do mojego horrorowego kanonu [SBJP, pozdro dla kumatych]). Bawiłem się bardzo dobrze, kilkukrotnie skrzywiłem z obrzydzenia, pośmiałem, konkretnie zaniepokoiłem a nawet zostałem popchnięty do rozważań natury etycznej. Jak na drugą powieść 'nowego' autora to bardzo dobra robota. Polecam.

PS Nie wiem jak to tam wyszło z "Głodem" po 'incydencie' z DH, ale wygląda na to, że jest problem z dostępnością. Szkoda gdyby ta książka miała gdzieś zniknąć. 

"Głód" - Marcin Majchrzak
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2021
Stron: 251
Ocena: 7,5/10

2022/09/19

Głód - Matt Shaw

"(...) Kanapka zawinięta byłą w folię, by zachować świeżość. Spokojnie ją odwinął, odłożył na bok i wziął głęboki wdech. Zapach kanapki wywołał u niego ślinotok. Wziął gryza. Kulinarny orgazm. Metaforyczny oczywiście. Westchnął, powstrzymując się od wykrzyczenia: "kurwa, ale to jest pyszne!". Zastanowił się, czy dla Dereka świadomość, ile przyjemności daje Thomasowi konsumpcja jego martwego brata, byłaby pocieszeniem. Ale Derek nie przyszedł dziś do szkoły. Nic dziwnego, po tym jak wczorajszej nocy odnaleziono zwłoki, jego mama obawiała się najgorszego. Thomas uśmiechnął się do siebie przeżuwając martwego dzieciaka".

Wydawnictwo Phantom Books niestety definitywnie kończy działalność (zostaje OkoLica Strachu), ale zanim to oficjalnie nastąpi, fani horroru ekstremalnego mogą cieszyć się z nowej minipowieści Matta Shawa pt. "Głód". Podkreślam - fani horroru ekstremalnego. Pozostali czytelnicy co najwyżej popukają się w głowy. Bo cóż można powiedzieć o książce, którą otwiera scena rodem z "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną", gdzie ofiarą jest dziecko a oprawca uskutecznia nekrofagię? 


Główny bohater historii - Thomas, jest zwykłym facetem. Pozornie. Na co dzień nudny nauczyciel, mieszkający samotnie, stroniący od ludzi. Ale Thomas ma jedną, potężną słabość - ludzkie mięso. Żeby je pozyskać, mężczyzna nie cofnie się przed niczym. Krwawą rutynę burzy koleżanka z pracy, a konkretniej nieoczekiwane uczucia, które zaczyna żywić wobec niej nasz kanibal. 

Okładka "Głodu" dosadnie pokazuje styl tej książki. Jest brutalnie, krwawo i bezkompromisowo. Konsumpcja dzieci to nie jest najostrzejszy motyw który się tutaj pojawia. Najbardziej szokują rzeczy, które zostają jedynie zasugerowane. Dodatkowy plus za ciekawe, zaskakujące zakończenie. Lekturę polecam wyłącznie osobom zaznajomionym z gatunkiem. Pozostali powinni trzymać się od tej książki z daleka. :)

"Głód" - Matt Shaw
Wydawnictwo: Phantom Books
Rok wydania: 2022 (oryginał 2020)
Stron: 88
Ocena: 7/10

2022/08/04

Wszystkie święta umarły - Brian Smith

"(...) Zamiast uciekać w popłochu, Candice stanęła jak wryta. Po prostu nie mogła ogarnąć rozumem, że zamaskowany, dzierżący maczetę morderca nachodzi domek w lesie, by siać krwawe spustoszenie w grupie imprezujących młodych ludzi. To było zbyt absurdalne. To musiał być jakiś żart. Przybrała wyzywającą pozę, uśmiechając się i krzyżując ręce na piersiach. - Ładny kostium, ale to jeszcze nie Halloween. Czy to jest gumowa maczeta? Założę się, że tak. Dobra robota z tą udawaną krwią. Mężczyzna przechylił głowę, mrużąc oczy. Wydawał się niemal komicznie zdezorientowany. Candice nieśmiało zrobiła krok w jego stronę, rozkładając ramiona i wyciągając rękę. - Czy mogę dotknąć twojego małego rekwizytu?".
Bryan Smith to kolejny z popularnych amerykańskich autorów horroru który zadebiutował ostatnimi laty w Polsce. Jeśli lubicie slasherowe klimaty to koniecznie powinniście zainteresować się poniższym tytułem. Nie jest on co prawda pozbawiony wad, jednak w ogólnym rozrachunku zapewnia całkiem satysfakcjonującą lekturę.


Za kilka dni mieszkańcy Willow Springs będą świętować Halloween. O ile dożyją, gdyż miasteczkiem wstrząsa fala brutalnych morderstw. Oprócz zmasakrowanych ciał, oprawca zostawia na miejscach zbrodni dynie. Policja raczej marnie radzi sobie z odkryciem tożsamości mordercy, zaś ofiar przybywa. Kim jest psychopata? Nie trzeba długo czekać, żeby poznać odpowiedź na to pytanie. Zaskakująco szybko dowiadujemy się kto, i dlaczego zabija. 25 lat wcześniej grupka lokalnych łobuzów skrzywdziła bezbronnego chłopca. Nadszedł czas na zemstę.

Dwie największe wady tej powieści, to brak jakiegokolwiek elementu zaskoczenia jeśli chodzi o sprawcę morderstw, praktycznie od początku mamy wszystko podane na tacy, oraz niekonsekwentne, błyskawiczne zakończenie. Ale są też plusy. :) Na szczęście plusów jest więcej. Zacznę od dynamicznej, przyjemnej w odbiorze narracji, niezbędnej przy typowo rozrywkowej lekturze. Właściwie tempo spada dopiero w finale, czy raczej zostaje nagle ucięte wraz z samą historią. Podobał mi się również klimat stereotypowego, amerykańskiego miasteczka oraz jego mieszkańców, gdzie większość ludzi ukrywa jakieś brudne sekrety. Kolejny plus dla kreacji 'głównego bohatera' - dostajemy jakąś tam historię, dlaczego stał się tym, kim się stał. Przez chwilę czułem nawet współczucie, dopóki nasz protagonista się porządnie nie rozbestwił. Doceniam również kreatywność autora w kwestii tzw. rzeźni. Można poczuć prawdziwy dyskomfort czytając te opisy. Sceny z przeszłości, kiedy sadystyczne dzieciaki pastwią się nad swoją ofiarą, no, trudno się to czyta. Właściwie jest to znacznie bardziej poruszające niż późniejsze wydarzenia, gdzie krew leje się strumieniami. Zaskakuje również fragment, gdzie jedna z ofiar miała od dawna myśli samobójcze, oraz reakcja samego mordercy...

Prawdopodobnie całkiem szybko zapomnę o tej historii, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. "Wszystkie święta umarły" to dobry wybór dla czytelników poszukujących szybkiego, łatwego i przyjemnego horroru. Taka tam rozrywka na letnie wieczory. Czasami tyle wystarczy żeby zając czymś głowę, i czuć coś w rodzaju zadowolenia. :)

"Wszystkie święta umarły" - Brian Smith
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2022 (oryginał 2015)
Stron: 280
Ocena: 6/10

2022/06/28

Upiorna uczta - Robert Cichowlas

"(...) Od tego momentu opowieść stawała się jeszcze ciekawsza. - Odkryłam w sobie nimfomankę, gdy twój tato rozebrał mnie w krzakach, a potem zaczął pieścić jądrami moją twarz. Zauważyło nas paru bezdomnych, którzy zaczęli się przypatrywać. Wtedy jeszcze nie w głowie mi było uprawianie seksu z żulami, dlatego kazałam im iść w diabły. Ale w podświadomości zrodziło się kolejne pragnienie - by bzyknąć się z tymi śmierdziuchami." - fragment z opowiadania "Pokuta" R. Cichowlas
 Lubię czytać bardzo dziwne i porąbane rzeczy. "Upiorna uczta" wyglądała na książkę, która idealnie spełni te kryteria. Nieduży nakład i trudna dostępność dodatkowo podbiły moje zainteresowanie tym tytułem. Zacznę od kilku słów na temat poszczególnych opowiadań. To ostatni moment, żeby odpuścić sobie dalszą lekturę. :)

"Duckfucker"
Ekhm... Tak - tytuł zdradza fabułę. O gustach się nie dyskutuje. Główny bohater bardzo lubi kaczki, mimo związku z atrakcyjną kobietą o zapędach nimfomańskich. Jest w tej historyjce potężna dawka tragikomedii. Bizarro w czystej postaci. Chcąc nie chcąc - zostanie w głowie. 

"Propozycja"
Facet któremu nie powodzi się jakoś wybitnie dobrze dostaje propozycję "łatwego" zarobku miliona złotych. Haczyk? Stosunek płciowy ze skrajnie odpychającą kobietą. Mężczyzna podejmuje zadanie, w końcu dzięki swojemu poświęceniu będzie mógł odmienić życie swojej rodziny. Dobra historia z udanym zakończeniem. 

"Fryzjer"
Króciótkie, trochę takie <nie wiadomo co>. We wstępie autor wyjaśnia genezę powstania, najwidoczniej ma sentyment do tej historii. 

"Szkieletowy Poznań"
Zaczyna się bardzo obiecująco - para policjantów (którą od razu polubiłem) jest świadkiem marszu szkieletów przez miasto. Spora dawka pulpy, Hitler, III Rzesza, kilka soczystych fragmentów, niestety im dalej w opowiadanie tym mniej się angażowałem. Widziałbym to w dłuższej formie.

"Pokuta"
Pornohorror. Dobra scena w samolocie - sugestywna, nie powiem. Dalej co najwyżej średnio. Taśma klejąca, świeczniki, dużo penisów... Zakończenie słabe. Trochę szkoda, liczyłem na coś lepszego.

"Nawiedzone mieszkanie"
Zgrabne opowiadanie o duchu. Żadna ekstrema ani nic, miło się czytało.

"Opowieść z bardzo szczęśliwym zakończeniem"
O ile poprzednie opowiadanie było wręcz delikatne, tak w tym mamy prawdziwy hardkor. Idiotyczny wybryk na imprezie w gronie znajomych niesie za sobą koszmarne konsekwencje. Przez całą historię mocno czuć, że 'żarty się skończyły'. Autor we wstępie podkreśla inspirację Jackiem Ketchumem i trzeba przyznać, że doskonale podszedł do tematu a efekt końcowy robi piorunujące wrażenie. Najbardziej realistyczne, i jednocześnie najstraszniejsze opowiadanie w zbiorze.

"Willa Greisera"
Trochę w klimatach "Szkieletowego Poznania", i znowu nie mogłem się wczuć. Para kupuje dom, w którym dawniej mieszkał niemiecki zbrodniarz wojenny. Nie mija dużo czasu i zaczynają dziać się dziwne rzeczy.

"Duckfucker 2: Monkeyfucker"
To było słabe. Szkoda. Może miało w jakiś sposób 'wytłumaczyć' jedynkę, że sprawiedliwości stało się zadość czy coś, nie wiem. Jedyny plus tego opowiadania to morał: jeśli nie dogadasz z kimś szczegółów i zaufasz czyjejś fantazji - możesz tego pożałować. 

* * *

Przyznaję - "Upiorna uczta" ciut mnie rozczarowała. Generalnie czyta się dobrze, czuć sprawne pióro autora, jednak w kilku przypadkach potencjał historii ewidentnie nie zostaje w pełni wykorzystany ("Pokuta"). Zaczyna się fajnie, później jakoś się to wszystko rozjeżdża a kończy niestety średnio. "Szkieletowy Poznań" i "Willa Greisera" stanowczo lepiej by smakowały w dłuższej formie. Najlepsze opowiadania? "Duckfucker" (szokujące, niesmaczne a jednocześnie wprawiające w nieoczywistą konsternację) i "Opowieść z bardzo szczęśliwym zakończeniem" (naturalistyczne, przesiąknięte prawdziwym złem, które zaczęło żyć własnym życiem). Na dodatkowy plus - charakterystyczna okładka i krótki wstęp przed każdym tekstem, bardzo lubię kiedy autorzy się na coś takiego decydują. Czy warto polować na ten tytuł? Nie wiem, ja tam się cieszę, że po niego sięgnąłem, nawet mimo lekkiego niedosytu. Mam całkiem sporo do nadrobienia jeśli chodzi o twórczość Roberta Cichowlasa.

"Upiorna uczta" - Robert Cichowlas
Wydawnictwo: Phantom Books
Rok wydania: 2018
Stron: 222
Ocena: 6/10

2022/04/24

Pokój 415/Co noc - Edward Lee

"Gray mijał tę dziewczynę już kolejną noc z rzędu. Łapała stopa przy drodze stanowej. Od razu mógł stwierdzić, że to czystej wody wieśniara, ale musiał też przyznać, że była śliczna jak diabli. Miała na sobie postrzępione, dżinsowe szorty i top na ramiączkach. Szła żwirowym poboczem, a na jej zgrabnych, długich nogach migotało światło reflektorów. Według lokalnej gazety tę część drogi stanowej upodobały sobie prostytutki". Edward Lee - "Co noc" [Trudno było znaleźć jakiś fajny cytat, który jednocześnie nie byłby zbyt hardkorowy].

 Jeśli miałbym komuś polecić jakiś horror ekstremalny, ale taki naprawdę mocny, to poleciłbym tę książkę. Klasyka gatunku. XD Wielu zapyta - "jak można czytać takie chore gówno?". Ano można. Zresztą - nie ocenia się książki po okładce, co nie? :D


"Pokój 415"
Pierwsze opowiadanie, i tutaj ciekawostka dla niewtajemniczonych, było już wydane po polsku 10 lat temu, w formie papierowej książeczki dołączonej do magazynu "Coś na progu" wydawnictwa Dobre Historie. W 2012 roku prawdopodobnie nie przeczytałem niczego bardziej powalonego. W 2022 i nowym tłumaczeniu "Pokój 415" nadal robi wrażenie. Z tym tłumaczeniem to w ogóle ciekawa rzecz, nawet nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo różnie można zinterpretować dany tekst podczas przekładu. O czym jest ta historia? O męskich koszmarach, pożądaniu i wątpliwej moralności. Jack Flood zajmuje wysokie stanowisko w firmie zajmującej się sprzedażą sprzętu elektronicznego. Jeśli już mowa o <sprzęcie>, to sprzęt Jacka odmawia posłuszeństwa swojemu właścicielowi w krytycznych momentach. Pogodzony z klęską, upokorzony mężczyzna przypadkowo staje się świadkiem niepokojących wydarzeń rozgrywających się w pewnym hotelowym pokoju. Wydarzeń które sprawią, że będzie musiał zmierzyć się z mrokiem, który nosi głęboko w sobie. (Jak myślicie, mogę już pisać blurby na okładki??? XD).

"Co noc"
Gray - główny bohater, podczas nocnego powrotu z pracy zabiera ze sobą autostopowiczkę. Kari Ann jest prostą, niesamowicie atrakcyjną, biedną dziewczyną ze wsi. Co prawda nie ma pieniędzy, ale potrafi odwdzięczyć się za podwózkę w inny sposób. Zaślepiony pożądaniem mężczyzna wpada w poważne kłopoty. "Co noc" to Edward Lee jakiego lubię najbardziej. Potężna dawka ekstremy i niewyszukanego humoru. A pod tym wszystkim głębszy sens. Ukłon dla tłumacza - Jakuba Grzecy. Dałeś radę z tym slangiem, wyszło kapitalnie. Nie będę się rozwodził nad tym, jak dobrą rozrywkę zapewniła mi ta krótka historia, bo co Wy sobie o mnie pomyślicie? :D

Czy w książce znajdziemy nagą kobietę wysmarowaną krwią i ekskrementami? Nie. Ale motywy z okładki się oczywiście pojawiają. (Nie ma jedynie przezroczystego facecika w oknie, ale miałem prawo go nie zauważyć ;). Dużo seksu, przemocy i najczystszego, ludzkiego zła. Dla kogoś, kto nie zdaje sobie sprawy na co stać Edwarda Lee, lektura tej książki może być dość traumatycznym doświadczeniem. Czy pragnienie zaspokojenia swojej ciekawości jest tego warte? To już musicie sami sobie odpowiedzieć... ;)

"Pokój 415" oraz "Co noc" - Edward Lee
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2022
Stron: 140
Ocena: 8/10

2022/04/04

Ostatnie wakacje - Pseudonim Grek, Ośmiornica - Matt Shaw, Domek dla lalek - Edward Lee

Siema. Dzisiejszy post będzie trochę nietypowy. 3 mini-opinie na raz. Nie jest łatwo walczyć z prokrastynacją. 😅 Generalnie czytam niewiele, rozpaprałem z 10 książek (przez lata tego unikałem), do czego nie podejdę to <nie jest to>. Życie. No ale konkrety - zapraszam do lektury.

"OSTATNIE WAKACJE" - PSEUDONIM GREK

"(...) Wrócił po dziesięciu minutach. Spojrzał na zwłoki chłoptasia z miasta, który tak go wkurwiał. Zaczął się zastanawiać, co z nim zrobić. W końcu wsadził je do pontonu. Rozpiął kurtkę trupa, nożem rozciął sweter, który ten miał na sobie. Złapał za linkę przymocowana do pontonu i pociągnął go w stronę jeziora. Wiedział już, co ma zrobić z martwym mężczyzną. Był wiele lat rybakiem i często w morzu znajdowano zwłoki topielców. Zawsze wypływały, ale tylko te, które były całe".

Nie wiem - zacząć od opisu fabuły czy od narzekania? Niech będzie fabuła. Lata '70 ubiegłego wieku. W lasach na północy Polski żyje sobie w odosobnieniu pewna rodzina - stary rybak z żoną i dwoma synami. Ich losy krzyżują się z czwórką młodych ludzi, którzy biwakują nieopodal domu 'leśnej rodziny". W pewnym momencie dochodzi do 'konfliktu'.

Teraz narzekanie. Czy budowanie 'opinii' o książce za pomocą kilku (jeśli nie kilkunastu) fejkowych kont i wesołym wystawianiu oceny 10/10 jest ok? Niech każdy odpowie sobie na to pytanie sam. Dla mnie nie jest. Nie wiem czyja to robota. Wydawcy? Autora? Oddanych fanów? Nie idźcie tą drogą.

"Ostatnie wakacje" niepotrzebnie próbują udawać coś, czym nie są. Czym wobec tego są? Pulpowo/b-klasowym czytadłem, niewymagającym i całkiem przyjemnym w swej prostocie. Przesadnie brutalnym (co widać już od pierwszej sceny, swoją drogą - niepotrzebnej, bo zdradzającej zbyt wiele, co z kolei zepsuło twist z drugiej połowy książki), pełnym dosadnego gore i szokującym za wszelką cenę. Stylistycznie jest surowo, momentami wręcz topornie, co przywodzi na myśl ziemniaka obranego niewprawną ręką. Ma to swój urok, o ile lubi się takie klimaty. Ja akurat lubię. Tzn. takie książki, nie kwadratowe kartofle.

Cała historia dzieli się na dwie części, po pozornym finale przychodzi pora na mega-twist i dalszą 'zabawę'. O ile podejdzie się do lektury z odpowiednim nastawieniem, tj. bez wygórowanych oczekiwań, to można liczyć na całkiem niezłą, odmóżdżającą rozrywkę. Zakupiłem sobie "Las zły" autora - będzie czytane. :)

"Ostatnie wakacje" - Pseudonim Grek
Wydawnictwo: Poligraf
Rok wydania: 2021
Stron: 182
Ocena: 6-/10


"OŚMIORNICA" - MATT SHAW
"(...) To nie był pierwszy raz, kiedy Jess, kierowana ciekawością, logowała się na stronę z kamerkami. Grace nawet zaprosiła ją do obejrzenia jednego z jej występów, ale Jess się nie zgodziła. Pomyślała, że po tym nie dałaby rady pracować z nią i patrzeć jej w oczy, widząc, jak robiła jeden ze swoich specjalnych pokazów „squirtingu”. Można być dobrymi przyjaciółkami, ale są pewne rzeczy, których po prostu nie chce się oglądać. Obcy ludzie to co innego. Jess obserwowała występ od początku aż do momentu wylogowania się dziewczyny. W głębi duszy wiedziała, że stać by ją było na lepsze show. Jedynym powodem, dla którego tego nie zrobiła była obawa, że to wpłynie na jej potencjalną przyszłą karierę modelki".

Jess stawia pierwsze kroki w modelingu, marząc o wielkiej karierze. Na co dzień pracuje jako kelnerka, ledwie wiążąc koniec z końcem. Kiedy nasza bohaterka staje przed szansą zarobienia dobrych pieniędzy, nie zastanawia się zbyt długo. Cóż jest złego w byciu żywą tacą, z której serwowane będzie sushi na wykwintnym przyjęciu? W sumie nic. Jak się okaże, przyjęcie ma pewien konkretny cel. I tutaj zaczynają się problemy...

Matt Shaw to dobrze znany za granicą autor ekstremalnego horroru, który w Polsce zagościł po raz pierwszy dzięki wydawnictwu Phantom Books. "Ośmiornica" jest historią podzieloną na trzy części (część druga ukaże się prawdopodobnie jeszcze w kwietniu). Samo wydanie jest na najwyższym poziomie, pokusiłem się o twardą okładkę i wygląda to świetnie. Czyta się gładko, czuć sprawne pióro autora. Jess - czyli główna bohaterka budzi sympatię, jest nieco roztrzepana, trochę naiwna, ale dzięki temu urocza. Wątek jej przyjaciółki- Grace, ucięty zbyt szybko moim zdaniem. Kulminacyjne stężenie ekstremy następuje w finale (który ciut mnie rozczarował mimo wszystko), wcześniej nie ma tego przesadnie dużo. Czekam na drugą część, być może zmienię ocenę po przeczytaniu całej trylogii. Póki co dla jedynki 6/10. Ciężko czuć satysfakcję z lektury, kiedy historia kończy się akurat w takim momencie... 

"Ośmiornica" tom 1 - Matt Shaw
Wydawnictwo: Phantom Books 
Rok wydania: 2022 (oryginał 2019)
Stron: 138
Ocena: 6/10


"DOMEK DLA LALEK" - EDWARD LEE
"(...) Lympton, gotowy do drogi, przywdział kapelusz. Pochylił się i pocałował żonę w policzek. - Podtrzymuj ogień w swoich lędźwiach, moja droga. Wkrótce wrócę, a wtedy mój przyjaciel „Jasiu Wacek” i ja dostarczymy ci więcej rozkoszy, niż jest w stanie znieść ludzki organizm - odpowiedział, kuśtykając w stronę wyjścia. Mary nadal patrzyła na małżonka z mieszaniną wstydu i frustracji. Kobieta zabrała ręce z piersi i mruknęła: - Taa, Jasiu Wacek... Ta tłusta fajtłapa, która się zowie moim mężem, prędzej wydupczyłaby domek dla lalek niż własną żonę...".

Reginald Lympton jest kolekcjonerem domków dla lalek. Pewnego dnia udaje mu się nabyć PATTEN MANOR - domek, o którym krążyły legendy, prawdziwy popis kunsztu. Wkrótce wokół Reginalda zaczynają dziać się dziwne rzeczy...

Nie czytałem M.R. Jamesa, więc trudno mi powiedzieć, jak bardzo Edward Lee wystylizował swoją nowelkę na podobieństwo jego twórczości. Na pewno jest tu duża dawka stereotypowej, brytyjskiej maniery. Dystynkcja miesza się z bezpruderyjnością, a specyficzny humor autora gwarantuje solidne parsknięcia śmiechem. Całkiem niezły wybór dla czytelników, którzy jeszcze nie zapoznali się z twórczością Edwarda Lee. Szybka, lekka, niezobowiązująca lektura. 

"Domek dla lalek" - Edward Lee
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2021
Stron: 96
Ocena: 6/10

2022/02/07

Ohyda - Horror Zin

Dzisiejsza opinia będzie miała nieco inną formę niż zazwyczaj. Podobnie jak przedmiot owej opinii. Tomasz Siwiec stworzył własnymi rękami (dosłownie) rzecz, obok której fani bezkompromisowego horroru nie są w stanie przejść obojętnie - papierowy zin pod wymownym tytułem "OHYDA"


 Za kilkanaście złotych można nabyć wielce satysfakcjonującą lekturę w sam raz na wieczór. Co znajdziemy w pierwszym numerze pisma? Już Wam mówię:

  • wstęp Tomasza Siwca z dużą dawką ciętego humoru i niewymuszonej swobody,
  • szybki przegląd wartych uwagi newsów z grozowego podwórka,
  • mnóstwo mini-opinii o krótkometrażowych horrorach których prawdopodobnie jeszcze nie znacie (czasami to nawet lepiej),
  • 4 opowiadania: "Smakosz" Przemysława Kyrcza (klimaty rodem z "Driftililii" Edwarda Lee, trzeba uważać, najlepiej czytać na czczo:), "Biegacz" D. A. Reckiego (Fajny survival z poje#anym dzięciołem), "Położna" Magdaleny Lasoty (Nie potrzebuję większej rekomendacji żeby sięgnąć po zbiór opowiadań autorki, jest <<<GRUBO>>>), no i na koniec "Jestem operatorem" Macieja Klimka (Tego od potężnej kolekcji książkowych horrorów. Opowiadanie krótkie, a szkoda, bo ewidentnie widać, że w wyobraźni autora rodzą się naprawdę interesujące rzeczy).
  • 2 wywiady: pierwszy z Leszkiem Bigosem - autorem książki "Kastrator", drugi z Tomaszem Czarnym - autorem oraz właścicielem wydawnictwa Dom Horroru
Bardzo fajna inicjatywa, świetny efekt końcowy, 100% satysfakcji z lektury jeśli o mnie chodzi. Trwają prace nad numerem drugim. Jeśli się wahasz - przestań. Poczekaj na dwójkę i zamawiaj obydwie części. Dobra zabawa gwarantowana. Pomyśl o przyszłości - znajdziesz taka gazetkę za dziesięć lat i ze łzami w oczach przyznasz rację, że "kiedyś to ku#wa było!". :)

2021/11/14

Piękna i bestialska - Kristopher Triana

"(...) Rozmawialiśmy o szkole, o planach pójścia do colleg'u i o całej reszcie nastoletnich pierdoletów, monotonnego badziewia, które sprawiało, że wyłączałam się i śniłam na jawie o cięciu się albo wkręcaniu śrub w kciuki moich znajomych. Derek nie mógłby być bardziej nudny, gdyby reżyserował film dokumentalny o szyszkach. Został wyprany ze wszelkiego indywidualizmu, stał się kserokopią każdego kibicującego szkolnej drużynie, grającego w piwnego ping-ponga, walącego się w pierś szympansa w naszych odlanych z matrycy przedmieściach, w naszym kraju pełnym ciasteczek wyciętych z tej samej foremki. Kiedy paplał tak, by za nic w świecie nie dopuścić do niezręcznej ciszy, wyobraziłam sobie, że młotkiem wbijam mu w nozdrza druty do robótek ręcznych, by przeprowadzić starą dobrą lobotomię. Czy ktokolwiek w ogóle zauważyłby zmianę w jego zachowaniu?".

Jeśli sądzisz, że twoja była miała naje#ane w głowie, to poznaj Kim White. Główna bohaterka (i jednocześnie narratorka) "Pięknej i bestialskiej" jest szalenie atrakcyjna, pewna siebie oraz śmiertelnie znudzona życiem. Kim ma wszystko, czego mogą pragnąć jej rówieśnicy, a mimo to, cóż... Trudno nazwać ją szczęśliwą. Umysł dziewczyny zatruwają mroczne myśli. Żeby jakoś wyrwać się z egzystencjalnego marazmu, Kim postanawia stracić dziewictwo. Nie korzysta jednak z 'pomocy' żadnego z napalonych na nią nastolatków, a uwodzi żonatego nauczyciela. Utrata dziewictwa to jedno, ale prawdziwą pokusę stanowi zniszczenie czyjegoś człowieczeństwa. W głowie Kim rodzi się złożony, podły plan, którego ofiarami pada coraz większe grono osób.

Wydaje mi się, że "Piękną i bestialską" można dość łatwo przeoczyć w zatrzęsieniu grozowych tytułów, ewentualnie pomylić z kolejnym thrillerem, których są setki. Okładka nie oddaje tego, jak bardzo hardkorowe wnętrze kryje powieść Triany. O ile na początku cynizm głównej bohaterki budzi swoistą (zboczoną) fascynację, to kolejne zainicjowane przez nią zdarzenia zaczynają mrozić krew w żyłach. Kim jest autentycznie ZŁA. Jej perfidne manipulacje zaczynają ostatecznie zbierać krwawe żniwo. "Piękna i bestialska" to rasowa, brutalna ekstrema, która budzi mnóstwo emocji. Głowna bohaterka stanowi podręcznikowy przykład skrajnie zaburzonej psychopatki, socjopatki i czego tam jeszcze, a kiedy wydaje nam się, że jest bardzo źle, to Kim robi coś takiego, że jest jeszcze gorzej. Nie chcielibyście spotkać jej na swojej drodze. 

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ta książka, co prawda nazwisko Kristophera Triany już kiedyś obiło mi się o uszy, ale naprawdę nie zdawałem sobie sprawy, z jak dobrą lekturą będę miał do czynienia. Scena z córką nauczyciela, zbierane przez Kim "trofea" czy wreszcie sam finał przyprawiły mnie o gęsią skórkę i wywołały rzeczywisty dyskomfort. Polecam czytelnikom horroru ekstremalnego w klimatach "Dziewczyny z sąsiedztwa" Jacka Ketchuma oraz miłośnikom literackiej jazdy po bandzie. 

"Piękna i bestialska" - Kristopher Triana
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2021 (oryginał 2018)
Stron: 373
Ocena: 8/10

2021/09/28

Piekielna rzeźnia (część 1) - Joanna Trzaska & Tomasz Siwiec

"(...) W końcu udało jej się rozchylić powieki. Pierwsze co zobaczyła, to jakąś obcą twarz. Należała do kobiety. Ciemne, lekko kręcone włosy opadały na ramiona. Dopiero po krótkiej chwili zorientowała się, że kobieta niesie ją na rękach. Próbowała się poruszyć, ale była zbyt słaba. Starała sobie przypomnieć, co się stało. Pamiętała podwórko, a potem tę samą kobietę stojącą nad piaskownicą. Zanim przyłożyła jej dziwnie pachnącą chustkę do nosa, powiedziała, cześć Asiu. Najwidoczniej musiała ją znać." - z opowiadania Tomasza Siwca pt. "Mamusia"

Fani literackiej ekstremy z cała pewnością kojarzą niepozorne książki wydawnictwa Horror Masakra, których parę ładnych sztuk ukazało się kilka lat temu. "Sakrament Okrucieństwa", "Liturgia Plugastwa" czy "Symfonia Zgorszenia"  to tylko niektóre z nich. "Piekielna rzeźnia" wygląda zupełnie jak kontynuacja wspomnianej serii. Kilkadziesiąt stron, czarny grzbiet bez tytułu (dopóki stoi na półce, nikt się nie zgorszy), a w środku samo mięso. Ile jest książek, które witają cię hasłem: "Czuj się jak u siebie w domu, skurwysynu!"? Raczej nie za wiele. :)


"Ja, Dariusz" - Joanna Trzaska
Debiutanckie opowiadanie autorki nie rozczarowuje. Dostajemy w nim mieszankę sprawdzonych motywów (klub nocny rodem z "Nightwhere" Eversona, do tego klimaty sekciarsko-zombiestyczne z nutą egzystencjalnych rozkmin), z konkretną dawką chorego humoru (propsuje). Sporo brudu, seksu i brutalności. No i nawet jest jest w tej krótkiej historii przesłanie... Za mało, żeby móc wyrobić sobie jakieś zdanie, ale wystarczająco dużo, żeby zauważyć potencjał. Czekam na więcej, bom ciekaw. :)

"Mamusia" - Tomasz Siwiec
Powraca temat, który niejednokrotnie przewinął się w opowiadaniach Tomka, mianowicie krzywda, której doświadczają dzieci. Autor jest rodzicem, więc zapewne od czasu do czasu dręczą go tego typu koszmary. Fabuła "Mamusi" jest bardzo prosta: ktoś porywa dzieci, lokalny policjant stara się je odnaleźć. Przemoc wobec najmłodszych to motyw, który może budzić szczególnie silne emocje nawet pośród "doświadczonych" czytelników horroru ekstremalnego. W tej historii nie ma kompromisów - czujcie się ostrzeżeni. Dodatkowy plus za zakończenie. Całość to naprawdę fajny materiał na krótką i treściwą ekranizację.

Lektura "Piekielnej rzeźni" może zapewnić Wam wieczór pełen wrażeń, o ile jesteście gotowi na TAKIE wrażenia. Czekam na część drugą. 

"Piekielna rzeźnia" (część 1) - Joanna Trzaska & Tomasz Siwiec
Wydawnictwo: Horror Masakra
Rok wydania: 2021
Stron: 72
Ocena: 7/10

2021/09/16

Galeria - Karolina Kaczkowska

"(...) Chwiejnym krokiem, brodząc w rzece ludzkiej krwi, potykając się o pętle wyprutych jelit i połamane kości, Robert udał się do opuszczonej lodziarni  w pobliżu. Zataczał się, obijając o sprzęty, ale zdołał jeszcze nałożyć sobie wielką porcję malinowego sorbetu. Nie zważał na wszechobecne plamy posoki i smród ludzkiego mięsa. Zatknął na szczycie waflową rurkę i udał się do stolika. Z najbliższego krzesła zrzucił trupa, z którego oczodołów wystawały trzonki sztućców, usiadł i z zapałem zaczął pałaszować deser." - "Galeria" K. Kaczkowska

Przyjrzyjcie się dokładnie tej okładce. Dostrzegacie więcej niż na pierwszy rzut oka? Podobnie jest z opowiadaniami Karoliny Kaczkowskiej. Hurtowa ilość ekstremy na pierwszym planie, ale można z tego wyłowić coś jeszcze... Wstęp do "Galerii" napisał sam Edward Lee, który nie szczędzi ciepłych słów o autorce. Trudno się z nim nie zgodzić. 


Na początek kilka starszych opowiadań z "Liturgii Plugastwa". Co prawda je znałem, ale nie potrafiłem odmówić sobie 'przyjemności' z powtórnej lektury. Zrobiły wrażenie jak za pierwszym razem - tyle mogę powiedzieć. Dostajemy kolejno: lovecraftowską orgię ("Mleko matki"), przeklęty dom z grupą nocujących w nim nastolatków ("Pierwszy dom po prawej"), "Baśń o poławiaczu pereł" (zaboli szczególnie męską część czytelników), bardzo złych ludzi ("Bestie") oraz motyw 'szalonego naukowca' ("Otworek"). Dalej mamy kanibalistyczne love story pt. "Zjedz mnie", nie wiem gdzie, ale już kiedyś czytałem to opowiadanie. Kolejne utwory to już dla mnie same nowości. 

"Tatuaże" - króciutko, przewrotni, do zapomnienia.
"Pantofelek" - retelling "Kopciuszka" z perspektywy księcia-fetyszysty. Wyborny humor. :D
"Ona, to coś i nóż" - kobieta twierdzi, że coś zalęgło się pod jej skórą. Nikt jej nie wierzy. Szokujące, z mocno wyczuwalną nuta paranoi. 
"Wzgórze czarownic" - rytuał, ofiara, zemsta. Nic nadzwyczajnego. Po raz kolejny świetny humor.
"Sposób na grzyba" - samotna Elżbieta walczy z grzybami. Humor rodem z "The Boys" - bardzo makabrycznie i absurdalnie, a jednocześnie całkiem poważnie. Po raz kolejny szalony mix, który robi niemałe wrażenie.
"Ciałomistrz" - prawie przy tym wymiękłem, szczególnie ciężki jest początek. Przytłaczający cyberpunk w stylu Williama S. Burroughsa (o ile by takowe pisał w ogóle). Szczególnie duży plus za mrugnięcie okiem w finałowej scenie.
"Galeria" - tytułowy budynek łączy losy kilku osób - nastoletniej galerianki z rozbitej rodziny, młodego koprofila, kwiaciarki obawiającej się, że jest w niechcianej ciąży... W moim odczuciu jest tutaj  ciut za dużo chaosu, mimo to czyta się świetnie. 
"Krasnoludki" - no i na koniec opowiadanie w duecie z Marcinem Piotrowskim (marzenia się spełniają, prawda? :) . Takiej apokalipsy raczej nikt się nie spodziewał. Tytułowe stworki robią totalną rzeźnię. Mnóstwo akcji i czarnego humoru. Żal, że takie krótkie.

Pora na podsumowanie: jestem ukontentowany. XD Wiedziałem czego się spodziewać, miałem na to nadzieję, dostałem to, na co liczyłem. Z całą pewnością nie jest to lektura dla wszystkich, i z cała pewnością nie jest to bezsensowne szokowanie dla szokowania. Fajnie, że wznowiono opowiadania autorki sprzed kilku lat - "Bestie" czy "Otworek" to kapitalne, wstrząsające historie, o których ciężko zapomnieć. "Pantofelek", "Sposób na grzyba" czy "Krasnoludki" to z kolei konkretna dawka absurdalnego humoru i gwarancja wytrzeszczonych oczu (również oczu wyobraźni). Trochę szkoda, że nie pojawiło się nic z 'uniwersum' znanego z "Domu Gry" (do przeczytania w "Ofiarologii"). Jeśli się wahasz - czytać/nie czytać, to możesz zerknąć na w miarę świeży wywiad z autorką na "Grozowni" i się odpowiednio ustosunkować. Tyle z mojej strony, róbcie co uważacie. ;)

"Galeria" - Karolina Kaczkowska
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2021
Stron: 218
Ocena: 8/10

2021/06/13

Uwodziciel - Jon Athan

 "(...) Liam przestał się ruszać. Patrzył na duży cień za kamerą. Chłopczyk na krzesełku sapnął, wyczerpany płaczem. - Robię to, ponieważ mi zaufałeś - kontynuował Cheese. - Zaufałeś zupełnie obcej osobie z Internetu. Byłeś na tyle łatwowierny, żeby wpaść w moją pułapkę. Czy rodzice niczego cię nie nauczyli? Prawdopodobnie teraz wypłakują sobie oczy, myśląc o zabiciu się za to, że cię zawiedli. A jeśli tego nie zrobią, wcześniej czy później zobaczą ten film. I wtedy... Wtedy naprawdę będą chcieli ze sobą skończyć. Ponieważ zamierzam cię skrzywdzić, Liamie. Tak bardzo cię skrzywdzę".

Wydawnictwo Horror Masakra zapowiadało "Uwodziciela" jako "najczystszą esencję ekstremalnego horroru". Przeczytałem, sprawdziłem, mogę się jakoś do tego odnieść. Lekko nie było. Tematyka przemocy wobec dzieci to nie jest coś, o czym chętnie się mówi. Ok, wiemy, że te złe rzeczy się dzieją, potępiamy je, ale tak naprawdę nie skupiamy się na ich istocie, wypieramy ich prawdziwość. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że coś takiego mogłoby spotkać kogoś bliskiego. Jon Athan przedstawia historię ojca, który za wszelką cenę będzie starał się odnaleźć swoją zaginioną córkę. Lepiej dobrze się zastanówcie, czy na pewno chcecie towarzyszyć mu w tej podróży.


 O tym,  że horror ekstremalny to nie jest literatura dla wszystkich pisałem już kilkukrotnie. W przypadku "Uwodziciela" ta 'reguła' jest wyjątkowo ważna. Najpierw należy ogarnąć, jakimi zasadami kieruje się ekstrema, i czemu ma to w ogóle służyć. Zaczyna się niewinnie - dziesięcioletni chłopiec po raz pierwszy spotyka się z poznanym w sieci kolegą. Park, mnóstwo ludzi wokół, co złego może się stać? Początkowa nieufność szybko mija i chłopiec daje się zaprosić do domu 'przyjaciela'. Bardzo szybko przekonuje się, jak wielki błąd popełnił. Równolegle poznajemy rodzinę Andrew McCarthy'ego - jego żonę Holly, oraz dwójkę dzieci. Nieznajomy młody mężczyzna zaczepia córkę Andrew - Grace, przy okazji robi dziewczynce kilka zdjęć. Zaniepokojony ojciec konfrontuje się z fotografem - Zacharym, do wszystkiego dołącza policja, jednak nie ma żadnych dowodów na złe intencje mężczyzny. Zapewne cała sytuacja poszłaby w niepamięć, gdyby fakt, że podobny incydent się powtarza. Zachary jawnie kpi sobie z Andrew, prześladuje jego rodzinę przy czym kreuje się na ofiarę paranoicznego ojca. Świat McCarthy'ego wali się, kiedy pewnego dnia jego córka zostaje uprowadzona. Poszukiwania nie przynoszą rezultatu, relacje z żoną i synem się rozpadają, lokalne media coraz rzadziej poruszają sprawę zaginięcia a policja działa w stereotypowy sposób, czyli tak nie za skutecznie. Zrozpaczony Andrew postanawia działać na własną rękę i odzyskać córkę. Cokolwiek się wydarzy - nie odpuści.

Pod względem przemocy jest bardzo, bardzo ostro. Ponieważ Andrew stosuje wobec zwyrodnialców te same metody, których oni używają wobec porywanych dzieci, jego poszukiwania zostawiają za sobą naprawdę krwawy ślad. Ciężko czyta się o torturowaniu dzieci, ale tylko w ten sposób możemy uświadomić sobie, że nie ma na świecie gorszego zła niż człowiek. To są klimaty rodem z "Dziewczyny z sąsiedztwa" Ketchuma. Może nie powinno się kibicować działaniom Andrew, przynajmniej oficjalnie, a zamiast tego wierzyć w działanie systemu, no ale cóż... I tak zaskoczyłem samego siebie, bo poczułem cień współczucia dla ludzi, od których zrozpaczony ojciec musiał siłą wyciągać informację o porwanej córce. Czy ci "ludzie" czuli współczucie dla ofiar realizując swoje chore fantazje? Nie, nie bardzo. Przestępcy seksualni mają całą masę wymówek którymi usprawiedliwiają swoje czyny. Czy są one cokolwiek warte? Czy powinno się ich leczyć? Powinniśmy zapytać Andrew, ten facet odkrył jeden prosty trik jak wyleczyć sadystycznych pedofili z ich "zaburzeń". "Uwodziciel" to przytłaczająca, ponura i autentycznie wstrząsająca lektura, która pokazuje bezkarność jednostek totalnie pozbawionych człowieczeństwa, jednostek świadomych tej bezkarności, przebiegłych i zepsutych do szpiku kości. A na dodatek istniejących naprawdę.

Nie polecam, nie odradzam. Na pewno nie jest to książka o której się zapomina w momencie zakończenia. Tym bardziej, że samo zakończenie po prostu miażdży. Zajawki Horror Masakry to nie były jedynie szumne zapowiedzi, to na serio jest horror ekstremalny najcięższego kalibru. Owszem, można w nim znaleźć drobne potknięcia, jednak w ogólnym rozrachunku nie mają one  znaczenia. Jeśli chodzi o wydanie - jest spoko. Na plus - świetna okładka, na minus - brak skrzydełek i oprawa z tendencją do rozwarstwiania się. Autora wrzucam na listę ulubionych i z całą pewnością sięgnę po jego kolejne tytuły, o ile się takowe ukażą.

"Uwodziciel" - Jon Athan
Wydawnictwo: Horror Masakra
Rok wydania: 2021 (oryginał 2020)
Stron: 286
Ocena: 7,5/10

2021/04/07

Bighead - Edward Lee

 "- Ludzie nie so dobrzy, Bighead - powiedział Dziadzio, zanim się wykopyrtnał. - Dlatego żem zamieszkoł w Lower Woods, co by być od nich z daleka. Nikomu nie ufoj, synu, bo cię przeflancujo na cacy. Wykorzystajo cie pewnikiem, więc nie dej się. Jeśli pamientosz, co do ciebie mówie, zapamientaj najbardziej to, synu. Musisz ich wyruchoć, zanim oni wyruchojo ciebie".

To. Było. Mocne. Ponad dwie dekady po premierze, legendarny "Bighead" nareszcie ukazał się po polsku. Każda książka Edwarda Lee jest dobra, ale najbardziej lubię autora właśnie w takich klimatach. Zapadłe amerykańskie wsie, ich skrajnie patologiczni mieszkańcy - po prostu to uwielbiam. Wyobraźcie sobie niemal dwuipółmetrowego, zmutowanego stwora (z przyrodzeniem długim na prawie pół metra), który jest nadludzko silny, nigdy się nie mył, zaś jego potrzeby ograniczają się do gwałcenia i zjadania ludzi (kolejność dowolna). Po śmierci swojego kalekiego opiekuna, Bighead wyrusza w świat. Do kogo należy głos, który każe mu podążać przed siebie? Jaką tajemnicę skrywa jego przeszłość? Czy ktokolwiek będzie w stanie go zatrzymać?

Oprócz tytułowego monstrum, mamy tutaj jeszcze kilka interesujących postaci wokół których kręci się cała historia. Ale po kolei. Charity jest sierotą, po latach spędzonych w domu dziecka wraca do swojej ciotki - Annie, która zastępowała jej matkę. Ciotce nie wiodło się najlepiej, więc dziewczynka trafiła do sierocińca. Przynajmniej taka jest oficjalna wersja. Zakompleksionej Charity towarzyszy atrakcyjna Jerrica - z zawodu reporterka, prywatnie - uzależniona od seksu, była narkomanka. W zajeździe prowadzonym przez Annie zatrzymuje się Alexander - ksiądz, psycholog, dawniej żołnierz. Mężczyzna ma za zadanie doprowadzić do jako takiego porządku pobliskie opuszczone opactwo, w którym wkrótce ma powstać ośrodek odwykowy dla księży. Równolegle śledzimy losy lokalnego psychopaty - Tritta "Ballsa" Connera i jego umiarkowanie rozgarniętego przyjaciela - Dicky'ego. Chłopaki zajmują się przerzutem bimbru do sąsiedniego stanu. Żeby jakoś urozmaicić nudne życie na prowincji, Balls inicjuje polowania na przydrożne dziwki, narkomanki czy autostopowiczki. Jego ofiary nigdy nie wychodzą z tego w całości.

Spodziewaliście się, że Bighead będzie robił jatkę przez 350 stron a fani ekstremy zapiszczą z zachwytu? Bez przesady. :) Jatka jest, owszem, ale nie tylko. Po pierwsze - klimat. Zajazd z dala od ludzi, upalne lato, nocne niebo przecinają nieme błyskawice, coś złego wisi w tym parnym powietrzu... Plus rednecka mentalność i ten przeuroczy slang. Po drugie - bohaterowie. Cóż - wzorami cnót to oni nie są. Ale za to fascynują. Mają swoje sekrety, walczą z własnymi demonami, nawet sam Bighead w pewnym momencie zaskakuje swoistą moralnością (no i kto jest większym potworem?). Na szczególną uwagę zasługuje postać księdza Alexandra. Może i facet ma słabość do używek i niewyparzony język, ale jego wiara? Coś takiego budzi prawdziwe uznanie! (Rozmowy księdza z Jezusem to już w ogóle jest złoto). Po trzecie - historia. Cała opowieść składa się w zgrabną całość. Dostajemy odpowiedzi na niemal wszystkie dręczące nas pytania, a skrywane przez lata tajemnice bohaterów w końcu wychodzą na jaw. Co jeszcze? Oczywiście solidna dawka powalającego humoru. No i ekstrema. Dużo ekstremy. Bardzo dużo. Dzieją się takie rzeczy, że oczy wychodzą na wierzch.

Nikogo nie zachęcam, nikogo nie namawiam. Rzecz raczej tylko dla fanów Edwarda Lee i jemu podobnych twórców. Nikt o zdrowych zmysłach nie przebrnie przez to bagno okropieństw tylko po to, żeby poznać nieoczywiste rozterki bohaterów. "Bighead" nie ma litości. Czy było warto? Oczywiście! Niczego nie żałuję. :)

"Bighead" - Edward Lee
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2021 (oryginał 1999)
Stron: 355
Ocena: 8/10

2021/03/28

Obscura 2. Antologia horroru

"Gdy wracała do domu, natrafiła w lesie na truchło jakiegoś zwierzęcia oblazłe przed drobne, białe larwy. Od tego wszystko się zaczęło, prawda? Od szczura zjadanego przez muchówki. Kucnęła, przyglądała się chwilę gorączkowo pracującym larwom, skupiła się na ich ruchach, pierwszych promieniach słońca odbijających się od błyszczącej skóry. Sięgnęła ręką do zwierzęcia, oderwała malutki kawałek mięsa, włożyła sobie do ust, pogryzła. Lekko gorzkawy, krwisty smak w ustach sprawił, że poczuła się częścią wspólnoty białych larw. Obserwowała proces, do którego cały czas dążyła." - Aneta Pazdan "Pomiędzy ciszą a Imagiem"
Zeszłoroczna "Obscura" dość mocno przeorała mi głowę. Było kilka momentów, gdzie nawet zacząłem się zastanawiać - DLACZEGO.JA.TO.CZYTAM??? Sięgnięcie po dwójkę wydawało się więc rozsądnym krokiem... ¯\_(ツ)_/¯ "Obscura 2" to świeżutka antologia horroru ekstremalnego, gdzie można się przekonać, jak bardzo różni autorzy (niekoniecznie typowo 'ekstremalni') radzą sobie z tym nielekkim gatunkiem. [Spoiler: świetnie sobie radzą].


Agnieszka Pilecka - "Zaradna piątka"
Zaczynamy od mocnego uderzenia. Na świecie żyją źli ludzie. Co się stanie, kiedy pięciu zwyrodnialców 'połączy swoje siły'?  Autorka nadchodzącego zbioru opowiadań o wymownym tytule "Wszystko chuj" serwuje czytelnikom brutalną historię z przewrotnym zakończeniem. Bardzo dobry wybór na otwarcie antologii i ostatni moment, żeby się ewentualnie wycofać z dalszej lektury. ;) 

Robert Ziębiński - "Miłość"
Ciekawa forma - poznajemy prywatne zapiski dwójki bohaterów na przestrzeni kilku lat. Z jednej strony zwyczajny nauczyciel, z drugiej zwyczajna nastolatka... Całość się doskonale zgrywa, a zakończenie pozostaje w sferze najgorszych obaw czytelnika.

Paulina Rezanowicz - "Czy nie boisz się chłopców takich jak my?"
Istna petarda. Zapamiętajcie to nazwisko, bo może być o nim głośno w najbliższych latach. Opowiadanie z rodzaju tych, w które się zanurzasz i możesz nie wypływać. Mega klimatyczne, pełne brudu, patologii, pokręconego humoru i zła. Jeśli ktoś potrafi na kilku stronach do tego stopnia rozkręcić wyobraźnię czytelnika, to ja nie mam pytań. Brawo!

Michał Pleskacz - "Ad profundis"
Pewien 'incydent' z dzieciństwa Tomasza w jakiś sposób zdefiniował jego seksualność. Znajomość ze zjawiskową Alicją obudziła stare demony. Jest bardzo... mokro, lepko i waginalnie. Finał to już body horror pełną gębą. (Aż mi się przypomniał taki filmik +18 z czasów gimnazjalnych i pierwszych telefonów potrafiących odtwarzać wideo, gdzie pewien łysy 'aktor' wziął swoją głowę, i wsadził ją 'aktorce'... A zresztą, nieważne). Mocna rzecz - może wywołać niesmak. :D 

Sandra Gatt Osińska - "Malwina"
Artur ukrywa przed światem swoje prawdziwe 'ja'. Postanawia z tym skończyć. Jak wiadomo - "piękno rodzi się w bólu"... Ciekawe opowiadanie, niby prosty motyw, ale w dobrym wykonaniu. Pod warstwą obrzydliwości kryje się sporo tragizmu...

Maciej Szymczak - "Nibylandia"
Autor zabiera czytelnika do zaskakującej lokalizacji - Neverland Ranch w Kalifornii. Opuszczona posiadłość, niegdyś należąca do Króla Popu, kryje w sobie koszmarne sekrety. Przekonają się o tym na własne oczy dwaj sympatyczni gliniarze. Świetnie się czytało, ciężkie tematy przedstawione w nieco pulpowej konwencji.

Bartłomiej Fitas - "Niebo w gębie"
Nowo zatrudniona kelnerka w pewnym lokalu gastronomicznym poznaje tajemnicę jego niebywałej popularności. Nie polecam czytać przed, w trakcie ani po jedzeniu - grozi rzygnięciem. Ja wiem, że horror ekstremalny, naturalistyczny itd. ale, na Boga, jak można tak zbezcześcić pierogi! Są jakieś granice! :D

Flora Woźnica - "Za wszelką cenę"
Krótka historia toksycznej relacji kobiety i jej córki. Kolejne opowiadanie po "Innej marionetce" z antologii "Zabawki", gdzie autorka w przejaskrawiony sposób pokazuje zupełnie realne patologie. I nie jest to w żadnym razie zarzut, bo całość mocno daje do myślenia.

Tomasz Siwiec - "Mandragora"
Czy da się zrobić dobrą, wciągającą opowieść z oklepanych motywów? Pewnie, że się da. Córka Mariusza i Weroniki zapada na nieuleczalną chorobę, zostało jej bardzo niewiele czasu. Mężczyzna jest w stanie zrobić wszystko w zamian za życie dziecka. Kapitalny, b-klasowy finał z odrobiną zaskakującej wrażliwości. 

Adam Loraj - "Coroczne spotkanie"
Awaria auta podczas ulewy, gdzieś na odludnej wiosce, nocą - sytuacja nie do pozazdroszczenia. Na szczęście (?) główna bohaterka otrzymuje pomoc od lokalnego mieszkańca. Ciekawy pomysł, może ciut za szybka końcówka, ogólnie bardzo spoko.

Paulina Miękoś-Maziarska i Rafał Pietrzyk - "Pocztówki z Ochrydy"
Ochydra - macedońskie miasto okaleczone wojną. Biedna kobieta ze ślepnącą córką muszą walczyć o przetrwanie. Zdesperowana kobieta godzi się na udział w eksperymencie. Ciekawa fabuła z wieloma niedopowiedzeniami, ładny język - bardzo emocjonalny, wstrząsający finał. Z całą pewnością na dłużej zostanie w głowie.

Marcin Piotrowski - "Boża larwa"
Okultystyczna księga trafia w ręce młodego mężczyzny, który nie ma skrupułów aby skorzystać z zawartej w niej wiedzy. Jest obrzydliwie, akcja pędzi i zaskakuje. Dobre na zaostrzenie apetytu przed nadchodzącym zbiorem opowiadań "Wszystkie martwe sny" autora.

Alicja Gajda - "Swobodnym wieczorem na Równej"
Na autorkę zwróciłem uwagę w antologii "Tabu 2". Tym razem zabiera nas do świata, w którym wszystko kręci się wokół... pracy. Brudna, pesymistyczna i nieco groteskowa wizja obłąkanego społeczeństwa. Robi wrażenie, intuicja mnie nie zawiodła.

Roland Hensoldt - "Tkacz losu"
Policjant dostaje od anonimowego nadawcy dziwną przesyłkę - dywan, na którym wyszyte są wydarzenia z przyszłości. Historia zaczyna się dość niepozornie, ale z czasem obiera zupełnie nieoczekiwany kierunek. Mamy tutaj prawdziwy mix doskonale wszystkim znanych obrzydliwości: szowinizm, hejt w sieci, inwigilacja, fake newsy... Zaskakujące opowiadanie, co by nie mówić.

Aneta Pazdan - "Pomiędzy ciszą a Imagiem"
Świetny utwór. Chyba, że ktoś ma insektofobię, to wtedy nie. :) Traumatyczne doświadczenie z młodości Laury odcisnęło bolesne piętno na jej psychice. Coś w niej pękło, ale też coś się obudziło... Naprawdę solidna dawka ekstremy, zalecam mieć nazwisko autorki na uwadze.

Agata Poważyńska - "Gdy dym przyćmił niebo"
Coś dla wielbicieli postapokalipsy. Czytało się bardzo płynnie, 'klasyczne' wyobrażenie świata po zagładzie, trochę ludzkich niedobitków i problemy natury moralnej. Nie jest jakoś mega ekstremalnie, ale ponury klimat to rekompensuje. Właściwie to poczytałbym więcej, zakończenie mnie nie usatysfakcjonowało.

Robert Zawadzki - "Tendencje realistyczne w kinie Istvana Tzary"
No i na deser wyborne opowiadanie - coś okropnie niepokojącego, co równie dobrze mogłoby ukazać się w "Snach umarłych". Analiza twórczości enigmatycznego reżysera i poszukiwanie jego ostatniego dzieła. Ciekawa forma, świetne wykonanie, szokujące zakończenie. 

PODSUMOWANIE: Rewelacyjna antologia - tyle Wam powiem. 17 opowiadań i, co nieczęsto się zdarza, nie ma tutaj jakichś słabszych elementów. Od początku do końca solidny, wysoki poziom. Kilka utworów wyróżnia się ciut lżejszym klimatem na tle hardkorowej reszty, ale i tak dostarczają masę emocji. Na moją listę zaufanych autorów wleciały kolejne nazwiska - jeśli pisarska kariera kilku osób z tego grona dopiero się rozkręca, to ja jedynie czekam na więcej, szacunek.  "Obscura" ma wszelkie predyspozycje ku temu, żeby uznać ją za serię kultową. Kupować, czytać, przeżywać. Z całego serca polecam. 

"Obscura 2". Antologia horroru ekstremalnego
Praca zbiorowa
Wydawnictwo: Phantom Books
Rok wydania: 2021
Stron: 438
Ocena: 8/10

2021/02/27

Wyborny trup - Agustina Bazterrica

"(...) On uświadamia sobie, że robotnik zbyt długo zwleka. Samica, którą ogłuszył Sergio, zaczyna się poruszać. Robotnik tego nie widzi. Samica się rzuca, najpierw lekko, potem coraz mocniej. Ruch jest tak gwałtowny, że nogi oswobadzają się z poluzowanych pasów. Ciało pada z głuchym łupnięciem. Drży na podłodze i biała skóra plami się krwią pochodzącą ze sztuk poderżniętych przed nią. Samica podnosi rękę. Próbuje wstać. Robotnik się odwraca i patrzy na to obojętnie. Bierze pistolet ogłuszający i strzela jej w czoło. Potem podwiesza ją ponownie".

W niedalekiej przyszłości wirus GGB zainfekował zwierzęta, w związku z czym stały się one śmiertelnym zagrożeniem dla ludzi. Doszło do tzw. Przemiany. Zwierzęta wybito, a braki białka w diecie postanowiono uzupełnić sobie ludzkim mięsem. Ludzkość nie protestowała jakoś nadzwyczaj mocno, ponoć do wszystkiego idzie się przyzwyczaić. (Co ciekawe, z naukowego punktu widzenia, ludzkie mięso nie różni się niczym szczególnym od mięsa zwierząt, szkodliwe dla organizmu może być jedynie spożywanie mózgu). Punkt wyjściowy "Wybornego trupa" powinien wydawać się całkowicie absurdalny, jednak jeśli się nad tym zastanowić, no cóż, jeśli o mnie chodzi - za każdym razem dochodzę do nie za wesołych wniosków...

Marcos - główny bohater powieści, jest kluczowym pracownikiem w jednym z zakładów przetwórczych. W miejscu zwierząt umieszczono ludzi. Mężczyzna sumiennie wykonuje swoje obowiązki, jednak nie radzi sobie najlepiej w życiu prywatnym. Samotnie walczy z traumą po utracie dziecka, zaś jedna z najbliższych mu osób - ojciec, jest poważnie chory. Marcos otrzymuje nieoczekiwany prezent - wartą masę pieniędzy samicę PCP (Pierwsze Czyste Pokolenie). Obecność w jego życiu tej 'odczłowieczonej' istoty, z czasem staje się punktem przełomowym... 

Jedzenie ludzkiego mięsa. Przemysł zwierzęcy z ludźmi w roli głównej. Im dalej zagłębiamy się w temat, tym bardziej to wszystko okazuje się być chore. Mamy okazje prześledzić cały proces obróbki mięsa - od przybycia specjalnie wyhodowanych jednostek (nikt nie nazywa ich ludźmi) do fabryki, przez ich przygotowanie do uboju, sam ubój, porcjowanie i finalny efekt, czyli powstanie tzw. "mięsa specjalnego"... Nic się nie marnuje, poszczególne branże odkupują skórę, włosy a nawet odchody. 

Cała historia przedstawiona jest w bardzo chłodny, jednocześnie nie pozbawiony mnóstwa szczegółów sposób. Krótkie rozdziały czyta się błyskawicznie. Główny bohater budzi mieszane emocje, jest w nim coś bardzo niepokojącego. Wielu ludzi nie było w stanie zaakceptować rzeczywistości po Przemianie, sam Marcos, mimo wykonywanej pracy, nie sprawia wrażenia człowieka, który pogodził się z nowym porządkiem. Pomijając wiodący wątek kanibalizmu, który niejednego czytelnika przyprawi o mdłości, w książce poruszono wiele nie mniej kontrowersyjnych tematów. Eksperymenty naukowe na żywych okazach, nowy Kościół pozwalający złożyć się w ofierze, polowanie na ludzi przeznaczonych na rzeź jako alternatywa dla myślistwa, watahy oszalałych Padlinożerców, którzy zadowolą się nawet chorym mięsem... Nie da się ukryć, że cały ten mroczny świat robi ogromne wrażenie i przyprawia o dreszcze. 

Pomimo naturalistycznej stylistyki, która doskonale się tutaj sprawdzanie, nie zaniedbano najważniejszej kwestii - ludzkiej moralności. Szok mija prędzej czy później, jednak rozważania do których nas doprowadził, będą ciążyły w głowie znacznie dłużej... Niepokój podczas lektury jest dodatkowo wzmagany przez surrealistyczne sceny rodem z koszmarów sennych. Warto też zwrócić uwagę na samo wydanie książki - choć 'napompowana' do granic przyzwoitości wielką czcionką i pustymi stronami, to prezentuje się świetnie, twarda okładka (z niespodzianką) i klimatyczna wyklejka prezentują się znakomicie.

UWAGA! SPOILERY! NIE CZYTAĆ PRZED LEKTURĄ!

Z technicznego punktu widzenia, "Wyborny trup" jest horrorem ekstremalnym. Można w nim znaleźć naprawdę sporo fragmentów, które tak naprawdę nie maja istotnego znaczenia dla fabuły, a ich jedyną funkcją jest 'podkręcenie' skali obrzydliwości i wszechobecnego wynaturzenia. Skąd więc wynika popularność tego tytułu, przy jednoczesnej awersji znacznej części czytelników do ekstremy? Nie wiem. Czy np. fragment o tym, że przeznaczona na teren łowiecki ciężarna MUSI mieć rozwinięty płód, gdyż polujący zamierza go zjeść, jest w jakiś sposób konieczny dla całej historii? A wzmianka o pozbawianiu ciężarnych samic rąk i nóg, żeby nie mogły uszkodzić płodu (mięso niemowlaka jest uznawane za najbardziej wykwintne)? Co z fragmentem o Padlinożercach z końcówki? Nie brzmi to nieco rasistowsko? Osobiście nie czuję się w żaden sposób oburzony pomysłami autorki na fikcyjną powieść, zastanawia mnie jedynie, jak to się stało, że osoba odpowiedzialna za 'incydent fekalny' z "Parafilem" jednocześnie rekomenduje na okładce "Wybornego trupa"? M. in. o tym jest ta książka - posiadasz jakiś tam autorytet, mówisz ludziom co mają robić. A oni to robią. Bez wnikania w szczegóły. Bo po co? Nie wróży to najlepiej na przyszłość.

"Wyborny trup" - Agustina Bazterrica
Wydawnictwo: Mova
Rok wydania: 2021 (oryginał 2017)
Stron: 272
Ocena: 7/10

Wszyscy grzesznicy krwawią - S.A. Cosby

"(...) A teraz siedział na ganku z butelką whisky i strzelbą do tłumienia zamieszek na kolanach. Chmury się rozstąpiły i od dawna już m...