2019/05/26

Brzydki, zły i szczery - Adam Ostrowski (O.S.T.R.)

"Nieistotne, ile płyt mam na swoim koncie i ile ich jeszcze nagram, nieważne recenzje, opinie hejterów, nieistotne, kim jestem dla ludzi jako raper czy muzyk, bo i tak kilka lat po zakończeniu kariery nikt nie będzie o tym pamiętał, natomiast dla moich dzieci i żony, jeśli tego nie spieprzę, będę bohaterem do końca życia".
Takimi słowami Adam Ostrowski kończy swoją autobiografie. I ja w to wierzę. OSTR - żywa legenda polskiego rapu. Niesamowity artysta, a jednocześnie zwyczajny gość, który chyba nadal nie do końca ma świadomość, jak wielką rolę jego twórczość odgrywa w życiu słuchaczy.

https://wielkalitera.pl/wp-content/uploads/
2019/04/okladka_OSTR_druk-666x1024.jpg
Nie będę dłużej rozwodził się nad zajebistością Adama, jeśli trafia do ciebie jego muzyka - ta książka będzie jak kolejny dobry kawałek. Jest kilka wspomnień z młodości, krótkie historie nagrywania kolejnych albumów, konfrontacja z chorobą... Wszystko przeplecione najczęściej zabawnymi anegdotami z życia. Całość czyta się błyskawicznie. Nie tylko dzięki lekkiemu, luzackiemu stylowi, ale też przez niewielką objętość, dużą czcionkę i mnóstwo grafik wewnątrz książki. Niby wszystko fajnie ale chciałoby się więcej! Autobiografię Ostrego dosłownie pochłonąłem w trakcie podróży pociągiem, było podobnie jak podczas słuchania jego płyt - świat zewnętrzny przestał istnieć. Podróż minęła w mgnieniu oka. Miałem przyjemność spotkać Adama osobiście i zamienić z nim parę słów przy okazji podpisywania książki na 10. edycji WTK. Otwarty, bezpośredni i autentyczny człowiek. Zwyczajny facet, który od lat tworzy niezwykłą muzykę. Doskonały przykład tego, że tylko rzeczy robione z pasją mają prawdziwą wartość.

"Brzydki, zły i szczery" to pozycja skierowana przede wszystkim dla fanów muzyka. Ładnie wydana, fajnie napisana ale stanowczo zbyt krótka... Na szczęście dzięki bogatej dyskografii, Ostrego można słuchać niemal w nieskończoność...

One Love.

Brzydki, zły i szczery - Adam Ostrowski
Wydawnictwo: Wielka Litera
Rok wydania: 2019
Stron: 208
Ocena: 7/10

2019/05/16

Księga M - Peng Shepherd

"Wówczas też zrozumiałam, jak działa Zapomnienie. Dlaczego czasami my, bezcieniści, po prostu o czymś nie pamiętamy, a dlaczego czasami coś się zmienia: bo istnieje różnica między sytuacją, w której zapomina umysł, a sytuacją, w której zapomina serce. Im więcej znaczy wspomnienie, tym więcej jest warte dla ciebie - i dla tego, kim jesteś. Serce odpuszcza z większym trudem. Ale co się dzieje, kiedy nie chcesz pożegnać się z czymś kruchym, co jest ci odbierane? Rozciąga się. A potem odrywa".
Indie, Brazylia, Panama. A później reszta świata. Niewytłumaczalna przypadłość sprawia, że ludzie tracą swoje cienie, a następnie wspomnienia. Zapominają kim są ich najbliżsi, zapominają kim są oni sami. Że trzeba jeść, oddychać... Po kilku latach od wybuchu epidemii Zapomnienia świat nie jest już taki jak dawniej. Ory i Max ukrywają się w opuszczonym hotelu, coraz trudniej przetrwać w zrujnowanym świecie, na domiar złego Max traci cień i pod nieobecność Ory'ego odchodzi. Mężczyzna stara się ją odnaleźć.

W fantastyce postapokaliptycznej bardzo cenię sobie realizm. Wiecie - surowa relacja z rozpadającego się świata. Im bardziej fikcja jest bliska rzeczywistości, tym lepiej. Przynajmniej dla mnie. A "Księga M"? Ta książka ma w sobie mnóstwo magii. Nie nazwałbym tego minusem, jednak warto wiedzieć, z czym potencjalny czytelnik będzie miał styczność. UWAGA! - SPOILER ALERT - UWAGA! Ta informacja ma dość istotny wpływ na odbiór książki. Ludzie którzy ulegają pokusie Zapomnienia, mają wpływ na rzeczywistość. Np. ktoś zapomina o jakimś miejscu, i to miejsce znika. Ktoś zapomina, że zwierzęta nie potrafią mówić, i może z nimi rozmawiać. Taka koncepcja jest ciekawa, owszem, ale też bardzo odważna, gdyż niesie za sobą nieograniczoną liczbę skrajnie absurdalnych konsekwencji. KONIEC - KONIEC - KONIEC. "Księga M" ma nieco 'bajkowy' klimat przywodzący na myśl "Stację Jedenaście", chociaż nie brakuje w niej brutalności. Z drugiej strony przywodzi na myśl "Wiek cudów" i jego kameralny, melancholijny nastrój. Bohaterowie tracą coraz istotniejsze wspomnienia, żyją, ale przestają być sobą, kurczowo próbują uchwycić się znikających wspomnień... Dopóki pamiętają.

http://katedra.nast.pl/literatura/
okladki/ksiegaM-large.jpg
 Wracając do fabuły - mamy Ory'ego próbującego odnaleźć ukochaną Max - i to jest 'rdzeń' całej historii. (Max 'rozmawia' z Orym nagrywając się na dyktafon). Oprócz tego jest jeszcze spora gromadka innych postaci - doktor Zadeh usiłujący rozgryźć fenomen Zapomnienia z pomocą swojego pacjenta - cierpiącego na amnezje wsteczną mężczyzny nazywanego Amnezjakiem, młoda irakijka Naz oraz jej siostra - Rojan, Ursula - która kieruje wozem kempingowym przewożąc grupę ocalałych, Hemu - pierwszego człowieka który stracił swój cień... Jest sekta, która ma własną interpretację tego, czemu ma służyć Zapomnienie, są pomniejsze kulty, trochę indyjskich legend i coś, co daje nadzieję tym, którzy jeszcze pamiętają - Nowy Orlean a w nim "Ten, który gromadzi". Szansa na ocalenie? A może zwykłą plotka?

Akcja "Księgi M" rozwija się raczej powoli, autorka prowokuje czytelnika do własnych przemyśleń, poświęcając przy tym sporo uwagi na zgłębianie psychiki bohaterów. Oczywiście są też dynamiczne momenty i całkiem epickie kawałki, jednak w ogólnym rozrachunku obcujemy z czymś głębszym, nie z tanią rozrywką a pozycją dość ambitną, przystępną w odbiorze a jednocześnie skłaniającą do refleksji. Czym są wspomnienia? Czym MY jesteśmy dzięki nim i czym bylibyśmy bez nich? Wydaje mi się, że "Księga M" to idealny materiał na wieloodcinkowy serial dla jakiegoś Netflixa czy innego Amazona. Sporo wątków, ciekawi bohaterowie, problem który dotyczy wszystkich ale na różne sposoby, no i magia...

Tak. Magia. Te 'magiczne' momenty nieco mnie irytowały. Bo z jednej strony mamy fajnie przedstawione dramaty bohaterów, a z drugiej zdarzenia które niewiele wnoszą, a jednak zmieniają postrzeganie historii. Być może to celowy zabieg. Muszę przyznać, że zakończenie jest zaskakujące chociaż gdyby obedrzeć je, jak i całą książkę, z nadprzyrodzonych akcentów (pomijając ideę utraty cienia i wspomnień) to "Księga M" spodobałaby mi się jeszcze bardziej. No ale to już co kto lubi. Może się czepiam. W końcu czego ja chcę od fantastyki? ;) Autor jest bogiem i może sobie stworzyć cokolwiek zechce...

"Księga M" - Peng Shepherd
Wydawnictwo: Burda Media Polska
Rok wydania: 2019 (oryginał 2018)
Stron: 464
Ocena: 7,5/10

2019/05/07

Zimna fala - Jarosław Klonowski

"To był bardzo dziwny okres. Amfetamina, LSD, papierosy i czarna kawa w zamian za cały sen, jaki mogliśmy dać bezsennej Ziemi. Tak jak wspomniałem, czuliśmy się niczym odkrywcy. Próbowaliśmy nawiązać kontakt z osobliwą i przerażającą kulturą, odczłowieczonych, drapieżnych istot, ledwie przypominających ludzi. To był świat z pogranicza mrocznej baśni. Spłukiwani w latrynie dziwnej historii, pochłanialiśmy te chwile jak sen, z którego prawie zrezygnowaliśmy".
Dawno żadna książka nie wywołała u mnie tak sprzecznych emocji. Z jednej strony genialne momenty, gdzie klimat był tak gęsty, że można by go dziabać siekierą, z drugiej fragmenty zwyczajnie słabe, przesadnie chaotyczne, sprawiające wrażenie niedopracowanych. Lektura była, co by nie mówić, bardzo emocjonująca. Zachwyt przechodził w rozczarowanie, podziw w konsternację...

Bydgoszcz. Lata '90. "Zimna fala" rozpoczyna się wspomnieniami dzieciństwa Mariusza - głównego bohatera i narratora. To, co od razu rzuca się w oczy, to język - niebanalny, sugestywny, momentalnie budujący atmosferę swoistej intymności, a przy tym wiarygodny (pomijam jakieś  tam małe zgrzyty i, o czym przykro pisać, bardzo słabą korektę). Wszystko to polane sosem z niepokojącego surrealizmu... Jest nieźle. Jeśli lubicie czytać przy muzyce, autor podrzuca nam masę tytułów i wykonawców, warto się temu bliżej przyjrzeć/przysłuchać. Cała fabuła kręci się wokół trójki młodych, niestroniących od wszelakich używek przyjaciół, którzy za namową jednego z nich, postanawiają nagrać dokument o bezdomnych. Kiedy po raz pierwszy oglądają zmontowany film, dochodzi do nich, że nieświadomie wplątali się w coś całkowicie niezrozumiałego. I niebezpiecznego. Czego dowodem jest brutalne morderstwo, którego ofiarą padł pomysłodawca nagrania. Pozostała przy życiu dwójka próbuje żyć normalnie. Z marnym skutkiem. Cienie przemykające na skraju widzenia zaczynają przybierać coraz bardziej materialne kształty, poczucie zagrożenia rośnie...

http://www.domhorroru.usermd.net/84-thickbox
_default/jaroslaw-klonowski-zimna-fala.jpg
No więc tak - mamy kilka wątków: przyjaźń głównych bohaterów, tajemniczą kasetę VHS, bezdomnych, legendarnego mordercę - Żrącego, tajemniczych Daleków, zagadkowy narkotyk... A to nie wszystko. Są jakieś tam wariacje na temat miejskich legend. Jest wchodzenie w dość psychodeliczne rejony. Czyta się to wszystko bardzo dobrze, ALE, no właśnie, opowieść się skończyła, a mi zabrakło takiego zazębienia się poszczególnych kwestii i stworzenia spójnej całości. Pomysłów wystarczyłoby na 3 długie opowiadania, być może dające większą satysfakcję odbiorcy. Daaawno temu czytałem taki mało popularny zbiorek "Tygrys tu, tygrys tam...", jedno z opowiadań pt. "Cudowne życie" Jerome'a Bixby'ego mnie nieźle rozwaliło, w "Zimnej fali" dostajemy podobny motyw. Tak więc w książce jest trochę 'typowej' grozy, ale mamy też do czynienia z czymś nieco ambitniejszym. I za to kolejny plus. W ogólnym rozrachunku, cóż, myślę, że porządna redakcja i 'dopieszczenie' "Zimnej fali" stworzyło by prawdziwą petardę. A tak? Otrzymujemy przyzwoitą lekturę, wartą przeczytania, z niewykorzystanym potencjałem. Na tą chwilę daje ocenę 7/10, lekko zawyżoną, ale mam autora na oku i wierzę, że będzie o nim głośno. Jeśli chodzi o samo wydanie - jak na Dom Horroru to mamy całkiem pokaźne czytadło. Okładka również daje radę.

"Zimna fala" miała dość kreatywną promocję. Czy skuteczną? Nie wiem. Jeśli jesteście ciekawi, zajrzyjcie po ten link: https://zimnafala.weebly.com/ . Ok, można się się czepiać, że autentyczność materiałów jest ciut... naciągana... ;) Ale sama idea stworzenia tego typu 'dodatków' do książki zasługuje na pochwałę. Bo kiedy przymknie się oko, tudzież oczy (przymknie, nie zamknie), to dostajemy całkiem fajne 'uzupełnienie' historii. Przyznaje, mimo swoich wad, "Zimnej fali" udało się mnie w jakiś sposób porwać. A to już coś.

"Zimna fala" - Jarosław Klonowski
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2019
Stron: 420
Ocena: 7/10

2019/04/15

Diabelskie nasienie - Edward Lee

"Mercy wyglądała, jakby ktoś wbił jej widły w plecy, kiedy koleś doszedł w jej ustach. Padła na podłogę, z palcem brązowym od gówna, a kiedy zaczęła płakać, sperma starego pierdziela wylała się spomiędzy jej warg".
Z prozą Edwarda Lee jest trochę tak, jak z piciem wódki. Wiecie, jest wiele rodzajów szlachetniejszych alkoholi ale jeśli człowiek naprawdę chce się upodlić... Kto by wybrzydzał? Tym bardziej, że przecież po pierwszym kieliszku każdy kolejny smakuje lepiej... Podobnie jest z twórczością Lee, jeśli zaczniesz - przepadniesz. Wpuścisz do swojej głowy coś skrajnie poje#anego, twój mózg się przenicuje a rzeczywistość zacznie niepostrzeżenie rozmywać...

http://www.domhorroru.usermd.net/83-
thickbox_default/edward-lee-diabelskie-nasienie.jpg
Przy każdym kolejnym spotkaniu z Edem mam taką naiwną nadzieję, że przecież nie mogę przeczytać czegoś bardziej posranego niż ostatnio. Za każdym razem się mylę. Nawet, gdy historia zaczyna się niewinnie, to prędzej czy później przerywam lekturę żeby zadać fundamentalne pytanie: WHAT THE ku#wa FUCK?! Jeśli zechcesz zacząć swoją przygodę z horrorem ekstremalnym, to może spróbuj czegoś... Nie wiem. Lżejszego? Bo tutaj to jest skok na głęboką wodę. Albo zbyt płytką. Na główkę. Wiecie chyba czym to się kończy? No właśnie. Mam nadzieję, że wystarczająco obrazowo nakreśliłem sytuację.

Ann White jest otyłą nastolatką z niewyparzoną gębą. Przysłowiowym przegrywem. Wraz z dwiema koleżankami trafia do koledżu w Dunwich (sic!), aby stać się godnymi członkiniami Domu Alfa, dziewczyny muszą przejść Tydzień Inicjacji. Pod okiem Kezzy - szalenie atrakcyjnej Starszej Siostry Zgromadzenia, oraz Zenasa - potężnego wieśniaka pełniącego rolę pokojówki, szofera i nie tylko, młode kobiety stają przed coraz bardziej wynaturzonymi zadaniami. Jest 'jak u Hitchcocka' - zaczyna się od, cóż, masturbacji i spożycia kawy z jej ''rezultatem', a później napięcie stale rośnie. Ann jest nie tylko gruba, ale też silnie zmotywowana - świadomość, że jedynie w ten sposób bogaty ojciec uwzględni ją w testamencie popycha dziewczynę do zanurzenia się w prawdziwym bagnie zepsucia. Ale to nie wszystko, bo Dom Alfa jest siedliskiem starożytnego zła...

Jest ostro. Nawet jak na Edwarda Lee. Każdy dzień to nowe wyzwania, nie będę wnikał w szczegóły, myślę, że same nazwy poszczególnych zadań wystarczą: Starodziadowanie, Lumpowanie, Wsiowanie, Szympansowanie, Tatusiowanie... Główna bohaterka i jej cięty język budzi swojego rodzaju sympatię, standardowo dostajemy sporo absurdalnych sytuacji obficie polanych wisielczym humorem. Motyw pierwotnego zła rozwija się powoli, dopiero w końcówce nabiera tempa. Lubicie Lovecrafta? Będziecie zadowoleni!

Wrócę jeszcze na moment do porównania lektury książek Edwarda Lee z piciem wódki... Wódka smakuje obrzydliwie. Trudno się nie zgodzić. Ale drugi kieliszek, trzeci, piąty... I zabawa się rozkręca. Hamulce puszczają, hulaj dusza! Aż do momentu, kiedy człowiek budzi się zarzygany gdzieś na podłodze, z gigantycznym bólem głowy, nie mniejszym kacem moralnym i postanowieniem, że nigdy-ku#wa-więcej. Obiecanki - cacanki. Wiecie o czym mówię. Mimo kolejnego przeorania głowy, z utajoną tęsknotą czekam na nowe tytuły. Dom Horroru jak dotąd nie zawodzi! Miało być bezkompromisowo i dokładnie tak jest, a Edward Lee po raz kolejny dał dowód na to, że jest synonimem ekstremalnego horroru w najczystszej postaci.

"Diabelskie nasienie" - Edward Lee
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2019 (oryginał 2011)
Stron: 150
Moja ocena: 7/10

2019/04/04

Zeszyty grozy Horror Masakra: "Bogini z nożem w dłoni", "Symfonia zgorszenia", "Robiłem to z żywym trupem"

Jakiś czas temu uśmiechnęło się do mnie szczęście i udało mi się kupić parę... Cóż... Dość kontrowersyjnych książek wydanych kilka lat temu przez Horror Masakrę. Z racji... Hmm... Stosunkowo wąskiej grupy zainteresowania i niewielkiego nakładu, pozycje te nie są łatwe do zdobycia. Poniżej kilka słów o tym, czy warto polować na takie 'perełki'...

Źródło nr.1
"Bogini z nożem w dłoni" - Marek Grzywacz
Wydawnictwo: Horror Masakra
Rok wydania: 2015
Stron: 56
Ocena: 6/10
"Jawiła się Boginią, kolejną wersją prastarego wizerunku. Takiego, któremu oddawały cześć plemiona okrutnych kanibali, wojownicy niszczący wszystko na swojej drodze i kapłani składający ofiary z noworodków. Błysnęły ostrza".
Przedmieścia. Zamknięte osiedle. I krwawy, niepokojący kult. Oraz para nastolatków, którzy chcą przeciwstawić się fanatycznej tradycji. Autor wykreował naprawdę fajny klimat na tych kilkudziesięciu stronach. Niestety - cały potencjał został sprasowany w niewielką nowelkę, za lekką, żeby zaszokowała,  za krótką, żeby móc rozsmakować się w całkiem obiecującej lekturze. Akcja poprowadzona jest błyskawicznie. Zbyt szybko. Ma się wrażenie, że z tego w zasadzie prostego pomysłu, można było wycisnąć więcej. Najlepiej w formie rozbudowanej powieści. Czytałbym takową!

Źródło nr.2
"Symfonia zgorszenia" - Carla Mori, Tomasz MordumX Siwiec
Wydawnictwo: Horror Masakra
Rok wydania: 2016
Stron: 58
Ocena: 7/10

Dwa krótkie (ale za to jakie treściwe!) opowiadania. "Bestia" Carli Mori to historia pięknej dziewczyny, dla której uroda okazała się przekleństwem. Jedynym ratunkiem staje się bardzo... restrykcyjna terapia. Widać kobiecą rękę w tym opowiadaniu, niby groza ekstremalna ale z taką specyficzną nutą subtelności.
"Odrodzona" Tomasza Siwca to już całkiem ostra jazda. Bohaterka rozbita chorobą i amputacją piersi zostaje odepchnięta przez potencjalnie kochającego męża. Mało tego, dowiaduje się o jego zdradzie. I tutaj uśmiecha się do niej szczęście - szansa na zemstę. Bardzo brutalną i naprawdę wypaczoną. Ale zemsta to zemsta, któż nie oparłby się takiej pokusie na jej miejscu? Im więcej czytam rzeczy od Tomasza Siwca, tym bardziej podoba mi się jego styl. Klarowny, dosadny, i prowokujący do bardzo niekomfortowych przemyśleń. To się ceni!

Źródło nr.3
"Robiłem to z żywym trupem" - Karol Mitka
Wydawnictwo: Horror Masakra
Rok wydania: 2015
Stron: 50
Ocena: 6/10

No i na koniec coś naprawdę posranego...
Ta niepozorna nowelka o wiele mówiącym tytule była reklamowana słowami: "Horror-gay-porn-extreme !!!
Szykujcie się na kurewsko ostrą jazdę!". Przeczytałem już całkiem sporo chorych rzeczy, i muszę przyznać, że owa pozycja zasługuje na miano jednej z pojebańszych. :) Mamy geja/erotomana/nekrofila, epidemie (specyficznych) zombie, brawurową ucieczkę przed bandziorami, tajne laboratorium... Akcja pędzi na złamanie karku, jest bardzo obrzydliwie i humorystycznie. Czegóż to nie wymyśli szalony ludzki umysł... Na koniec uraczę was jeszcze cytatem:
"(...) Sprawa zaczęła cuchnąć, kiedy zgłoszono zaginięcie występującego z panem Twardostaja Tęgopytego. Powęszyliśmy trochę i okazało się, że po raz ostatni widziano was razem w barze ,,U twardego Romana". Sprawdziliśmy monitoring. Bingo. Tak do pana trafiliśmy. Ostentacyjnie wsadziłem rękę w spodnie i zacząłem miętosić w dłoni jaja".
Także ten. Nikogo nie namawiam do czytania ale w pewnym sensie to całkiem zabawna historyjka...

Wszyscy grzesznicy krwawią - S.A. Cosby

"(...) A teraz siedział na ganku z butelką whisky i strzelbą do tłumienia zamieszek na kolanach. Chmury się rozstąpiły i od dawna już m...