2019/07/26

Nawiedzona wagina - Carlton Mellick III

"- Słuchaj - kontynuuje Stacy. - Kupiłam ci aparat, więc możesz robić zdjęcia. I krótkofalówkę, żebyśmy pozostali w kontakcie. I sprzęt wspinaczkowy. Później zdobędę kamerę. Może nawet będzie można oglądać wszystko na żywo na monitorze. - Jak to w ogóle ma się w tobie zmieścić? - pytam. - Ja ledwo wchodzę, do tego ogolony i natłuszczony. - Będziesz nago odpowiada. - Ale do kostki przywiążę ci plastikową torbę, prześliźnie się, jeśli dobrze ją naoliwić. Kupiłam tonę lubrykantów".
Polscy czytelnicy nie mieli wielu okazji do obcowania z dziełami Carltona Mellicka III, a jest on, jakby nie patrzeć, jednym z ikonicznych twórców nurtu bizarro. Dla niewtajemniczonych, cytuję za Wikipedią: "Bizarro fiction (z ang. bizarre – dziwaczny, fiction - fikcja, także: bizarro, neosurrealizm, avant punk) – współczesny gatunek literacki, którego autorzy używają takich środków wyrazu jak absurd, groteska czy satyra w celu stworzenia wyłamującej się ze schematów prozy."

http://www.domhorroru.usermd.net/88-thickbox_
default/carlton-mellick-iii-nawiedzona-wagina.jpg
 Spójrz na okładkę. Na tytuł. Przeczytaj go na głos. Nadal patrz na okładkę. Czy nie nasuwa Ci się na myśl elementarne pytanie - WTF?! Zacznij czytać a gwarantuję, że zadasz je sobie jeszcze wielokrotnie. :) "Nawiedzona wagina" to w zasadzie taka nowelka. Być może dzięki temu zmiany w mózgu których doznasz po lekturze nie będą nieodwracalne...

Steve to zwykły, prosty facet. Od jakiegoś czasu ma dość specyficzny problem - z pochwy jego dziewczyny, nieco ześwirowanej Stacy, dochodzą dziwne dźwięki, szepty, krzyki... Stacy bagatelizuje to... zjawisko? Twierdzi, że ma tak od dzieciństwa bo jej pochwa jest nawiedzona. Ale Steve nie może się z tym faktem tak łatwo pogodzić, a już tym bardziej, gdy pewnego razu z waginy kobiety wypełza... żywy trup. Po namowach partnerki i w imię miłości Steve wyrusza do wnętrza Stacy aby zbadać kryjący się w niej świat. Tak - robi to dokładnie w taki sposób jak myślisz. I to dopiero początek jego dziwnych przygód.

Cóż, trudno opisać mi swoje wrażenia po lekturze... Książka jest na pewno sprawnie napisana, zważywszy na poziom absurdu całej tej historii to zadziwiająco łatwo się ją 'przyswaja'. Język jest klarowny, bohaterowie wyraziści, opisy sugestywne a humor czarny. W kilku momentach nie da się nie prychnąć śmiechem. Jest trochę obrzydliwości... Mimo wszystko głównym odczuciem towarzyszącym czytaniu "Nawiedzonej waginy" jest potężne zdumienie - jak można wymyślić coś tak posranego a jednocześnie przedstawić to w taki sposób, żeby zapewnić odbiorcy dobrą zabawę. Bo muszę przyznać, że choć książka jest krótka to bawiłem się z nią całkiem nieźle! A Carlton Mellick III ma jeszcze całą masę nieprzetłumaczonych na polski tytułów które są na tyle... intrygujące, że jakaś zboczona ciekawość na pewno popchnie mnie, żebym się z nimi zapoznał. Polecam osobom szukającym nietypowych literackich doznań, wisielczego humoru i wszystkim tym, którzy sądzą, że nic ich już w życiu nie zaskoczy.

"Nawiedzona wagina" - Carlton Mellick III
Wydawnictwo: Dom Horroru
Rok wydania: 2019 (oryginał 2006)
Stron: 104
Ocena: 6,5/10


2019/07/16

Diabeł wcielony - Donald Ray Pollock

" - Tak wygląda śmierć - powiedział Willard pochmurnym tonem pewnego wieczoru, gdy wraz z Arvinem klęczeli przy cuchnącym zgnilizną pniu przesiąkniętym krwią. - Chcesz tego dla swojej matki? - Nie - odparł chłopiec. Willard uderzył pięścią w pień. - To módlże się, do cholery! Arvin zdjął brudną chustkę z twarzy i zaciągnął się głęboko śmierdzącym powietrzem. Od tego momentu przestał unikać brudu, niekończących się modlitw, zepsutej krwi i zgniłych trucheł. Mimo to matka nadal gasła w oczach".
Kojarzycie obraz prowincji Stanów Zjednoczonych z drugiej połowy XX wieku? Bezkresne pola kukurydzy, niekończące się nitki autostrad, zapyziałe stacje benzynowe, podupadające mieściny pełne nieufnych mieszkańców. W takiej właśnie scenerii rozgrywają się wydarzenia tej książki.

https://papierowyksiezyc.pl/
ksiegarnia/diabel-wcielony/
 Historia podzielona jest na 7 części i aż 55 krótkich rozdziałów. Zaczyna się w 1945 roku, kiedy poznajemy wracającego do domu z Wietnamu Willarda Russella, a kończy (?) w roku 1966. "Diabeł wcielony" to cała masa charakterystycznych, często groteskowych bohaterów wypaczonych przez ówczesną rzeczywistość. Mamy więc Willarda, naznaczonego wojenna traumą mężczyznę próbującego za wszelką cenę ocalić nieuleczalnie chorą żonę, Arvina - jego syna który w dalszej części historii okaże się jedną z kluczowych postaci. Jest dwóch nawiedzonych "kaznodziejów" - Roy - fanatycznie głoszący Słowo Boże i jego kaleki pomocnik grający na gitarze - Theodore. Oprócz tego mamy parę seryjnych morderców - Carla Hendersona, lubującego się w artystycznej fotografii swoich ofiar, oraz jego żonę Sandy - siostrę skorumpowanego szeryfa Lee Bodeckera. Ale to nie wszyscy...

Akcja przeskakuje z jednego wątku na drugi, co w pewnym momencie zaczęło mnie nawet lekko irytować, dopiero kiedy w końcówce losy poszczególnych bohaterów zaczynają się splatać, doszło do mnie jak zgrabnie autor poprowadził całą historię. Finałowe rozwiązanie świetnie podkreśla ogólny wydźwięk tej opowieści. Koło bezlitosnego losu się zamyka. Ale nie przestaje się toczyć. I nadal miażdży kolejne ofiary na swojej drodze. Zło w ludziach ma tutaj przeróżne oblicza... Zmieścić tylu degeneratów w tak krótkiej książce to nie lada sztuka. Jednakże mimo tej duszącej ilości syfu i najpodlejszych ludzkich instynktów, dostajemy też coś więcej - tragiczną, i na swój sposób poruszającą historię.

Donald Ray Pollock z niezwykłą intensywnością odmalował nie tylko brudne realia amerykańskiej prowincji, ale tez świetnie zbudował klimat wiszącego nad swoimi bohaterami widma nadciągającej tragedii. Dla nikogo nie ma tutaj litości. Polecam wszystkim "miłośnikom" bezkompromisowej literatury, ludzkiego wynaturzenia i scenerii filmów w stylu "Bękarty diabła" czy "Teksańska masakra piłą mechaniczną". Chociaż przy lekturze "Diabła wcielonego" nie będziecie mieli okazji do śmiechu, miejcie to na uwadze. Warto!

"Diabeł wcielony" - Donald Ray Pollock
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2019 (oryginał 2011)
Stron: 330
Ocena: 8/10

2019/07/07

Ćma - Jakub Bielawski

"Usiadła na miedzy, wyrwała pechowe źdźbło trawy i zaczęła je żuć jak stara wieśniara. Nie było w tym jakiejś większej idei, po prostu miała taki kaprys. Bez sensu. Całe jej życie było bez sensu. To prawda. Nie miała ochoty bić się z myślami, wystarczyły jadowite pocałunki trędowatego słońca. Czuła ostre krawędzie piachu w płucach, oddech niósł ze sobą ból i gorąc. Powietrze ponad ścieżką falowało. Dookoła cisza, cisza tak zjadliwa, że przepoczwarzająca się w pisk zatruwający zmysły. Kai nigdzie nie było widać, tylko nieruchome źdźbła trawy , a ponad nimi sękate łapy akacji. Pustka. Cisza. Śmierć".
Prosta historia. Ale jak przedstawiona! "Ćmę" czytałem dość długo, nie chciałem uronić z tej książki ani słowa, powolutku spijałem sączący się z jej kartek klimat, delektowałem się kolejnymi zdaniami a w głębokich zakamarkach duszy potężniał niepokój...

https://vesper.pl/857-large_default/
cma-jakub-bielawski-oprawa-twarda.jpg
Dolny Śląsk, Góry Sowie, początek XXI wieku, prowincjonalne miasteczka... Przygnębiająca rzeczywistość. I dwie nastoletnie dziewczyny, które więcej dzieli niż łączy. Nina - atrakcyjna licealistka z dobrego domu. Bogaci rodzice. Kochający chłopak. Paczka przyjaciół. Pozory. Kaja - outsiderka nienawidząca wszystkiego i wszystkich, wychowująca się z babcią. Papierosy, ciężka muza, rysowanie. Obydwie zagubione, obydwie samotne - choć w różny sposób, i obydwie szukające swojego miejsca w świecie. Ich przypadkowe spotkanie szybko przeradza się w głęboką relację. Tymczasem w pobliskich lasach budzi się coś bardzo starego.Coś, co pragnie ciemności i śmierci. Ćmy staja się zwiastunem sił wykraczających poza ludzkie rozumowanie. Ludziom pozostaje tylko strach.

Jakub Bielawski z niezwykłym kunsztem operuje słowem. Jak na debiutancką powieść i nadal młody wiek autora to robi wrażenie... I nie ukrywam - budzi zazdrość. :) Pisać w TAKI sposób to jest coś! Surowo a jednocześnie lirycznie, z prostotą - a jednocześnie wielką przenikliwością, wiarygodnie - bez narzucania się. Z poetyckich (acz mrocznych) opisów rzeczywistości, przeskakujemy na [gorzej niż] rynsztokowy język młodzieżowego slangu. Rozmowy dziewczyn to istne mistrzostwo. ;) Miejsca i ludzie pogrążeni w otępiającym letargu codzienności kontrastują ze świeżymi uczuciami bohaterek wobec siebie. Uczuciami nie do końca zrozumiałymi, których dopiero się uczą, ale które przynoszą im ulgę i dają nadzieję. Pozwalają zacząć żyć naprawdę. To co łączy Ninę i Kaję przedstawione jest bardzo subtelnie i naturalnie. Fajnie wypada również opis fazy po grzybkach. Czytelnikowi udziela się wrażenie chaosu i odrealnienia, nie łatwo coś takiego uzyskać za pomocą kilku czy kilkunastu zdań. Bielawskiemu się udaje. Sama groza przez większość czasu czai się gdzieś w tle, co nie umniejsza siły jej oddziaływania. Paradoksalnie strach nie mający określonego oblicza wydaje się jeszcze bardziej rzeczywisty. Nawet gdy nic się nie dzieje, to napięcie nie opada. A mało tego - jest podsycane od czasu do czasu takimi niby-niewinnymi zdaniami. Można mieć ciarki. I to jest moc tej historii.

Cóż tu więcej dodać... "Ćma" to świetnie napisana opowieść o grozie samotności, grozie istnienia, i jeszcze większej grozie, wymykającej się ludzkiej percepcji... Ale też o akceptacji, miłości i cenie, jaką trzeba za nie zapłacić. W moim prywatnym rankingu jest to najlepsza książka przeczytana w tym roku. Polecam tym bardziej, że nawet osoby nie gustujące w literackiej grozie znajdą tutaj wiele dobrego.

"Ćma" jest poza tym wszystkim pięknie wydana. Twarda oprawa, zakładka, wewnątrz mroczne ilustracje Macieja Kamudy które idealnie współgrają z treścią. Na pierwszy rzut oka widzisz kilka plam w odcieniach szarości, dopiero kiedy się przyjrzysz, poczujesz detale które zasugeruje widziany obraz. Resztę dopowie treść książki... Całość uzupełnia posłowie Wojciecha Guni.

PS Polecam bardzo fajny wywiad z Jakubem Bielawskim [klik] który znalazłem na stronie bookmoment.pl. Jest trochę i o "Ćmie" i o pisarskich planach autora na najbliższą przyszłość - warto zajrzeć!

"Ćma" - Jakub Bielawski
Wydawnictwo: Vesper 
Rok wydania: 2019
Stron: 452
Ocena: 9/10

2019/06/15

Era supernowej - Cixin Liu

"Na Ziemi nie było już żadnej dorosłej osoby. Przestało padać. Silny wiatr przegnał z nocnego nieba chmury burzowe i ukazała się ogromna Różana Mgławica, która świeciła ostrym, niesamowitym, niebieskim światłem. Kiedy jej blask docierał na ziemię, zmieniał się na srebrzysty jak światło księżyca i oświetlał każdy szczegół mokrego krajobrazu, przyćmiewając światła miasta. Dzieci stały na najwyższym piętrze wieżowca w kształcie litery A i patrzyły na nią, na grób starej gwiazdy i wspaniałe łono, w którym rozwijał się zarodek nowej, a ich małe postacie spowijało nieziemskie srebro. Zaczęła się era supernowej".
Kiedy po ośmiu latach świetlnych do Ziemi dociera promieniowanie po wybuchu supernowej, okazuje się, że wszyscy ludzie powyżej 13. roku życia wkrótce umrą na skutek nieodwracalnego uszkodzenia DNA. Rozpoczynają się gorączkowe przygotowania do przekazania Ziemi w ręce dzieci. Pełni obaw dorośli starają się za wszelką cenę przygotować 'spadkobierców' planety do zarządzania nią. A później wszyscy odchodzą. Dzieci stają się władcami świata.

https://www.rebis.com.pl/pl/book-era-
supernowej-liu-cixin,SCHB09000.html
Jeśli ktoś ma wątpliwości co do tego, że dzieci mogą być małymi, chorymi psycholami -zapraszam do lektury! :) O ile można się przyczepić do samego konceptu 'wymarcia' dorosłych, choć tak naprawdę to pomysł dobry jak każdy inny, tak wizja tego, co dzieje się później, sprawia wrażenie zadziwiająco wiarygodnej... Reakcje dzieci na zaistniałą sytuację są skrajnie różne. Garstka tych 'dojrzalszych' stara się utrzymać funkcjonowanie państwa we względnym porządku (a że mówimy o Chinach, to nie jest to takie proste), inne pragną maksymalnie korzystać z wolności i upragnionego braku ciągłych zakazów i nakazów. Całą historię poznajemy głównie z perspektywy kilkorga młodych przywódców nowego świata, głównie Chin, a w dalszej części również USA oraz fragmentów książek opisujących ówczesną historię i próbujących ją zrozumieć. Jak na bardzo przyzwoite, prowokujące do myślenia SF "Erę supernowej" czyta się lekko, łatwo i przyjemnie. Cixin Liu pisze w bardzo specyficznym stylu - takim do bólu rzeczowym. Z drugiej strony ta prostota i jakaś taka, czy ja wiem... Sterylność? ...jest przełamana świetnymi, klimatycznymi momentami, zahaczającymi wręcz o poetyzm. Lubię to!

Cixin Liu się nie pierdzieli - jego twórczość obfituje w opisy naprawdę bardzo dużych (serio) rzeczy, zjawisk itd. Jak nikt inny potrafi w niezwykle zgrabny sposób przedstawić coś, przez co czytelnik na nowo zdefiniuje sobie pojęcie "epickości". Ma rozmach - to mu trzeba przyznać. "Era supernowej" nie jest lekturą aż tak powalającą jak trylogia "Wspomnienie o przeszłości Ziemi", jednak udało jej się dostarczyć mi całkiem solidnej porcji rozrywki. Z prostego pomysłu Cixin Liu zbudował opowieść pełną śmiałych teorii i sugestywnych metafor. Kolejne książki autora biorę w ciemno. Przydałby się jakiś zbiór opowiadań... :)
"Era supernowej" - Cixin Liu
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2019 (oryginał 2003)
Stron: 488
Ocena: 7/10

2019/05/29

Słupnik - Jakub Bielawski

"Kiedy nadchodzi sen i ludzki umysł w pełni otwiera się na bezmiar prastarego szaleństwa i epileptycznego tańca szalonych bogów, można pokusić się o upiorną wędrówkę w głąb własnego jestestwa. Oniryczne ścieżki prowadzą na manowce pośród ciemnego buszu wypełnionego szelestem czarnej, oślizgłej waty".
Ależ to jest dobre! Od pierwszych zdań uświadomiłem sobie, że obcuję z twórczością wybitną, będąca wysoko ponad przeciętnością. Debiut pana Kuby to prawdziwa uczta, solidna robota godna pochwały. Historie wydają się proste, do pewnego momentu wszystko mieści się w granicach poznania i zrozumienia dla przeciętnego czytelnika, ale to tylko pozory... Ufnie idziemy krok za krokiem, zwodzeni zaczynamy czuć niepokój, coś jest nie tak... Zanim to sobie uświadomimy, stajemy oko w oko z grozą, która drzemie w najgłębszych zakamarkach naszej pierwotnej, człowieczej natury. A z tej konfrontacji nie ma szans wyjścia w jednym kawałku.



https://i2.wp.com/sklep.okolicastrachu.pl/wp-
content/uploads/2018/12/biel.jpg?fit=590%2C960
"Słupnik" to 8 opowiadań w konwencji weird fiction z naciskiem na horror egzystencjalny. Ich akcja dzieje się w świecie który znamy, który możemy pamiętać albo który nas, nie daj Boże, czeka w niedalekiej przyszłości. Z tym, że te rzeczywistości skażone są nieustającą entropią. Wielość chce stać się jednością. O ile literatura weird fiction kojarzy mi się z zapachem stęchlizny, pleśni i kurzu, tak twórczość Jakuba Bielawskiego będzie mi się dożywotnio kojarzyła z czarną watą która pochłania wszystko wokół, wdziera się do gardła i tamuje oddech. Właśnie złowróżbna czarna wata jest elementem który na swój sposób spaja poszczególne opowiadania. Uwielbiam pisarzy, którzy wyciskają z języka ile się da. Wiadomo - pisać może każdy, ale TAK pisać potrafią nieliczni. Coś pięknego! Zdania aż trzeszczą pod naporem ponurego liryzmu. To się nazywa kunszt! Dobra, dość zachwytów. Przeczytajcie i przekonajcie się sami, warto jak diabli.

Ciemność, czas, niebyt, istnienie, świadomość. To są w wielkim skrócie rzeczy o których pisze pan Kuba. A robi to w sposób mistrzowski, naprawdę. Poniżej bardzo ogólnikowe zarysy poszczególnych opowiadań:
  1. "Wielka woda" - powódź z 1997 roku, zgorzkniały starzec kontra koszmary nie tylko z przeszłości.
  2. "Wata" - samotny dziwak opowiada jak doznał oświecenia. A prawdę powinni przyjąć wszyscy.
  3. "Ciemny dom pośród modrzewi" - przesiedleńcy, cyganie, siostry mieszkające na uboczu i drzwi za którymi kryje się tajemnica.
  4. "Wieża" - mężczyzna powraca na wyludniającą się prowincję Gór Sowich żeby zmierzyć się z przeszłością. Zaskakujące zakończenie.
  5. "Tam, gdzie najlepiej się umiera" - młody chłopak doświadcza wiedzy, która zabiła w nim człowieka.
  6. "Żertwa" - no, ciężka rzecz. Przytłaczający, surrealistyczny klimat, masa symboli. Góry Sowie, świat po zagładzie, samotna kobieta i jej wizje. 
  7. "Słupnik" - znowu postapokaliptyczny klimat, tym razem Wrocław i szaleńcy wieszczący fatalną przyszłość z wierzchołków monolitycznych budowli pojawiających się w mieście nie wiadomo skąd.
  8. "Pani znowu tańczy" - kobieta i mężczyzna szukają schronienia w zniszczonym świecie. Znajdują coś zupełnie innego.
Wizje snute przez Jakuba Bielawskiego osadzają się na mózgu czytelnika i należą do tych, które jeszcze przez długi czas po przeczytaniu będą zatruwały jego myśli... Nie jest to literatura 'łatwa, prosta i przyjemna', ale z całą pewnością warta każdej poświęconej minuty. Chwila przerwy, złapię oddech i zabieram się za "Ćmę".

"Słupnik" - Jakub Bielawski
Wydawnictwo: Phantom Books Horror
Rok wydania: 2019
Stron: 194
Ocena: 9/10

Wszyscy grzesznicy krwawią - S.A. Cosby

"(...) A teraz siedział na ganku z butelką whisky i strzelbą do tłumienia zamieszek na kolanach. Chmury się rozstąpiły i od dawna już m...